W różnych wspomnieniach o Piotrze Słonimskim podkreśla się zazwyczaj jego wielkie osiągnięcia naukowe. Nic dziwnego, niewielu wszak mieliśmy uczonych, którzy dostąpili zaszczytu bycia członkiem Akademii Francuskiej. Zapomina się zaś o jego działalności skromniejszej, marginesowej, ale dla nas ważnej. W latach bowiem 80. był związany z naszą opozycją, założycielem i przewodniczącym towarzystwa Solidarité France-Pologne, które udzielało ogromnej pomocy wszystkim, którzy na skutek stanu wojennego znaleźli się w trudnej sytuacji.
Informacji o działalności tego towarzystwa udzielić nie jestem w stanie, może to uczynić Karol Sachs, jeden z jego najaktywniejszych członków i organizatorów. O ile wiem, przygotowuje o niej historyczną dokładną relację. Ja jednak miałam szczęście być w stałym kontakcie z panem Piotrem, objął on bowiem swą osobistą opieką nasz komitet stypendialny.
Komitet ten powstał jeszcze pod koniec lat 70., ale jego regularne prace zaczęły się od lutego '82 roku. Składał się z czterech osób. Szefem był profesor Władysław Kunicki-Goldfinger, członkami prof. Witold Karczewski, Andrzej Wyrobisz i ja. Przeszło przez nasze ręce około 100 stypendystów, przeważnie doktorantów, którzy byli wyrzuceni z uniwersytetów w stanie wojennym.
Jeździłam wówczas co roku do Paryża dzięki rozmaitym przyznawanym mi francuskim stypendiom i moje pierwsze kroki zawsze prowadziły do Guy sur Yvette, do laboratorium pana Piotra. Składałam mu szczegółowe sprawozdanie z naszej działalności: liczba stypendystów, z jakich uczelni,
kierunki studiów, zaawansowanie, rezultaty, opinie itd.
Sprawozdaniu merytorycznemu towarzyszyło finansowe. Nasz komitet miał kasjera, pana Antoniego Reya, i ten notował wszystkie wydatki w kolejnych miesiącach, stałe płace, jak i inne koszty. Wszakże pieniądze szły od pana Piotra i jemu byliśmy winni dokładne rachunki przedstawiać.
Skąd czerpał te sumy, nie wiem, i nie wiem też, jakimi drogami do Polski przesyłał. Przypuszczam, że niekiedy prywatnymi, bo nieraz trafiały wprost do Kunickiego-Goldfingera lub do mnie od jakiegoś przyjezdnego dziennikarza lub pracownika ambasady. Potem już zorganizowano lepszą, oficjalną drogę, przez Społeczny Komitet Nauki, który na żądanie pana Piotra wpłacał nam określone sumy.
Regularne prace naszego komitetu stypendialnego trwały aż do '90 roku, czyli bez mała dziesięć lat. Mam jeszcze spisy nazwisk niektórych stypendystów, dziś na ogół są to znani ludzie, publicyści lub pracownicy uniwersytetów, politycy. Myślę, że powinni wiedzieć, komu zawdzięczają możliwość studiów w tamtych ciężkich latach. To dzięki panu Piotrowi nie zmarnowali czasu. Mieli z czego żyć i mogli korzystać z naukowej opieki.
Profesura, co oczywiste, nie miała żadnego dodatkowego wynagrodzenia, ale wielki przywilej kontaktów z panem Piotrem, a był to człowiek uroczy. Do dziś wszystkie spotkania z nim doskonale pamiętam, większość wykorzystywał, by przekazać swoje opinie i rady, a także jako kontakt bezpośredni z przyjaciółmi, ale zawsze najważniejszą sprawą było działanie komitetu.
Cieszę się, że go mogłam poznać. Trudno też mi się zgodzić z tym, że go już nie ma. Należę jednak do tych, którzy na pewno o nim nie zapomną.