"W końcu zaczynamy być traktowani jak poważna opozycja" - zaklinał z dumą. Niestety "nowe otwarcie" diabli wzięli po anonimowym oświadczeniu jednego z posłów PiS-u, który zdradził, że były szalone problemy z wytypowaniem trzech posłanek, potrzebnych do reklamowania odmienionej odgórnym zarządzeniem partii. Kłopoty zaczęły się wówczas, kiedy poszukiwacze uświadomili sobie straszną prawdę: owe posłanki muszą dobrze wyglądać i w dodatku mądrze mówić.
Od czasu tego przecieku wszyscy wszystkich podejrzewają o zdradę, a prezes, który ze złości marszczy się jak gaboński orzeszek ziemny, postanowił, że PiS wraca do starej strategii walki i kończy pieszczoty z PO. Krótki okres pokojowy był rzeczywiście dość nieprzyjemny i przypominał definicję współczesnego tańca, błyskotliwie sformułowaną przez posła PiS-u Artura Górskiego: "Dzisiejsze tańce (...) mają w sobie coś z lubieżnego ocierania się prymitywnych mieszkańców Czarnego Lądu, ale estetyki ruchu trudno się w nich dopatrzeć".
Bojowa ofensywa nabrała takiego impetu, że PiS z rozpędu zaczął zwalczać własne ugrupowanie. W Poznaniu po skreśleniu z listy wyborczej do europarlamentu Marcina Libickiego oskarżanego o przeszłość agenturalną z partii odeszło dwóch posłów i trzech radnych. Nie wiadomo, czy nie zostanie też usunięty teoretyk tańca Górski, który w "Naszym Dzienniku" tak skomentował to posunięcie, przez które PiS traci zdolność samodzielnego blokowania zmian w konstytucji: "Ta decyzja wydaje się błędna, gdyż nie było żadnych dowodów potwierdzających oskarżenia. (...) Mamy teraz taką sytuację, że jest awantura w mediach przed wyborami, PiS stracił dobrego eurodeputowanego, w Poznaniu nie będzie żadnego posła PiS-u, a prawe skrzydło partii, i tak niewielkie, bardzo się skurczy".
Po aferze poznańskiej przyszła kolej na Bydgoszcz, gdzie już dawno było ustalone, kto będzie kandydował. Ale władze PiS-u widocznie znudziła taka stagnacja i znienacka zaatakowały. "Gdy wyjeżdżałem w środę z Warszawy, naszym kandydatem był Złotowski, a gdy dojechałem do domu - już Czarnecki" - mówił "Dziennikowi" zdumiony tą sztuczką bydgoski szef PiS-u Mojzesowicz. I być może to zdumienie odebrało mu instynkt samozachowawczy, bo nieopatrznie wyrwała mu się uwaga: "Za stary jestem na takie numery, zastanawiam się co dalej". (Dalej było to, że dwa dni temu Mojzesowicz sam wystąpił z PiS-u).
W atmosferę frontową nie wczuł się należycie radny PiS-u z Poznania Grześ, który ze zgrozą odkrył, że młody słoń z zoo ma paskudną orientację seksualną, przez co "bił słonice trąbą i spychał je do basenu". Niestety, radny Grześ trafił trąbą w płot, bo słoń sodomita to dziś żadna sensacja i afery z tego nie będzie. Gdyby radny Grześ wytropił w zoo porażające przypadki pedofilii wśród żółwi lub świstaków, może zdołałby się wpisać w obowiązującą dziś taktykę i retorykę PiS. Ale słoń pedał? Oczywista oczywistość w tym przeżartym grzechem świecie.