http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kredowe koła Mazowieckiego

Ignacy Rutkiewicz, publicysta
2009-04-17, ostatnia aktualizacja 2009-04-18 10:09

Wierny wyznawanym wartościom, zawsze dowodził konieczności przekraczania ograniczeń dzielących ludzi ze względu na odmienne wartości, idee, poglądy i aspiracje

Tadeusz Mazowiecki na Starym Mieście w Warszawie, 1991 r.
Fot. Piotr Wójcik / AG
Tadeusz Mazowiecki na Starym Mieście w Warszawie, 1991 r.
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Jutro Tadeusz Mazowiecki kończy 82 lata

Ten tekst jest nie tyle przyczynkiem do biografii Tadeusza Mazowieckiego - publicysty, polityka, społecznika, działacza katolickiego - ile raczej szkicem wizerunku intelektualisty, który, jak wolno sądzić, obrał za wytyczną słowa ks. Jana Ziei: "Jestem człowiekiem, jestem Polakiem, jestem chrześcijaninem" ("Katechizm życia chrześcijańskiego", 1949). Znamienny i znaczący porządek.

Wspólnota ludzka

W programowej deklaracji zespołu miesięcznika "Więź", którego Mazowiecki był współtwórcą i pierwszym, wieloletnim redaktorem naczelnym, znalazły się słowa: "Jesteśmy ludźmi mocno wrośniętymi w glebę swojej epoki. Należymy do tych, których współczesność pociąga i którym współczesność ciąży zarazem". I dalej: "jedynie w wysiłku pozaosobistym, w wysiłku tworzenia czy ugruntowywania jakichś wartości nadrzędnych - choćby się miało zaczynać ciągle od nowa - człowiek może utwierdzić swoje własne człowieczeństwo" ("Więź" nr 1/1958).

Po latach pisał:

czy nie stanowi to uogólnienia dążeń wielu pokoleń do wysunięcia na plan pierwszy poczucia wspólnoty ludzkiej, kiedy encyklika ''Pacem in terris'' (papieża Jana XXIII) zwraca się do wszystkich i kiedy mówi o współdziałaniu z ludźmi różnych poglądów w rzeczach, które są dobre i do dobrego prowadzą?



Dlatego też ideą szczególnie mu bliską jest dialog, którego podstawą powinna być otwartość, i to w podwójnym znaczeniu: "w sposobie rozumienia własnych pozycji, własnego poglądu na świat, jako niezamkniętego systemu poglądów i wartości" oraz "jako podejście do spotkania z odmiennymi stanowiskami, oparte na szacunku dla odmienności i na przyjęciu założenia, że rzeczywistość będzie wzbogacana przez tę dialektykę odmienności i wspólnoty"; co więcej, nie należy wyobrażać sobie dialogu jako "chóru rozpisanego na głosy; trzeba założyć istnienie w nim kontrowersji, uznać, iż każdy ma w nim coś do wniesienia, i być gotowym do odkrywania w tym wartości wspólnych" ("Rozdroża i wartości", Biblioteka "Więzi", 1970).

Poemat Tadeusza Różewicza "Spadanie" odczytywał jako gorzką prawdę o dzisiejszym świecie: dawniej spadano/ i wznoszono się/ pionowo/ obecnie/ spada się poziomo

W tym „spadaniu poziomo” dostrzegł „rodzaj społecznego istnienia, z którego wyparowało poczucie odpowiedzialności, zostało zastąpione czymś nijakim, ukrywającym się za zbiorowością anonimową, do której trzeba się tylko przystosować, utrzymać się w » poziomej «pozycji” („ Powrót do najprostszych pytań”, II obieg, Oficyna Literacka, 1986).

Kim jesteś, obywatelu?

Role społeczne polityka i intelektualisty przenikają się w biografii Tadeusza Mazowieckiego i wolno go widzieć wśród raczej nielicznych polityków, których działania są oparte na refleksji filozoficznej i moralnej. Przedstawiając swój rząd, mówił w exposé 12 września 1989 r.: „Przychodzę jako człowiek » Solidarności «(...), dziedzictwo Sierpnia to także zdolność przekraczania sporów i podziałów, umiejętność poszukiwania partnerstwa, wyrzeczenie się myślenia w kategoriach brania odwetu za przeszłość, wyrównywania rachunków krzywd”.

Zapowiedzią takiej filozofii rządzenia była wygłoszona w przemówieniu sejmowym 24 sierpnia zasada, której sens tylekroć zniekształcano dla doraźnych celów politycznych - "gruba kreska", w istocie zresztą "gruba linia": "Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania" ("Tadeusz Mazowiecki, polityk trudnych czasów", United Publishers, Presspublica, 1997).

Ta czytelna przecież metafora stała się przedmiotem manipulacji w rękach radykalnych polityków i sprzyjających im publicystów, a nawet paru uniwersyteckich profesorów, i była przedstawiana jako zamiar uwolnienia sprawców zbrodni z czasów PRL-u od odpowiedzialności moralnej i prawnej. Ale niepodobna znaleźć na to jakikolwiek dowód w wypowiedziach i działaniach premiera Mazowieckiego. Jego stanowisko nie pozostawiało wątpliwości: o winie i karze powinien w każdym indywidualnym przypadku rozstrzygać sąd, a celem nadrzędnym jest danie wszystkim Polakom szansy udziału w budowaniu demokratycznego państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego.

Taki był też temat jego wykładu podczas uroczystości nadania mu tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego: społeczeństwo obywatelskie - najpierw jako alternatywa wobec panującego ustroju, w formach półlegalnych i całkiem nielegalnych - „wreszcie zaowocowało powstaniem » Solidarności «, która od początku łączyła charakter związku zawodowego z ruchem obywatelskim”. Dzisiaj, „w warunkach respektowania wolności i praw obywatelskich (...), społeczeństwo obywatelskie przestaje być propozycją alternatywną, staje się natomiast ważną i integralną częścią budowy demokratycznego ładu” („Kim jesteś, obywatelu?”, „Więź” nr 9/2003).

Niepokoi go jednak "trwałe obniżanie standardów wymagań moralnych w życiu publicznym". Nie ulega przy tym jednak potocznym opiniom i stereotypom. "Nie jest chyba tak, że dobre i zdrowe społeczeństwo wybiera ciągle złych i skorumpowanych polityków. Albo społeczeństwo się myli, albo się przyzwyczaiło do obniżonych standardów i już nie jest takie dobre i zdrowe. Potrzebni są zatem i lepsi, uczciwsi politycy, i lepsi obywatele, bardziej świadome społeczeństwo. Dlatego naszą wielką troską powinno być dzisiaj formowanie świadomości i poczucia obywatelskości" ("Nowa wiosna Polski obywatelskiej?", "Więź" nr 5/2004).

Kościół i świat

"Czym jest zjawisko, które nazywane bywa kurczeniem się wpływu społecznego religii i Kościoła? W jakiej mierze jest ono równoznaczne z tym, co my nazywamy oczyszczaniem się religii i Kościoła z powiązań z funkcjami pozareligijnymi, a w jakim stopniu jest ono czymś więcej?" - zastanawiał się w napisanym w roku 1962 tekście "Kredowe koła. List z pytaniem". I wyrażał przekonanie, że wpływ Kościoła na życie społeczne będzie się realizował "nie przez bezpośredni udział w kierowaniu życiem politycznym, ale przez kształtowanie człowieka" ("Kredowe koła i dwa inne eseje", Biblioteka "Więzi" 1997).

We wspomnianej encyklice "Pacem in terris" znajdował źródło przekonania, że "integracja wiary i działania (...) ma się dokonywać przede wszystkim w człowieku, jego postawie i świadomości". To znaczy: "Chodzi o takie funkcjonowanie struktur kościelnych, które zakłada uznanie praw chrześcijan w działaniu doczesnym i stawia na ich dojrzałość; z drugiej zaś o taką samoświadomość chrześcijańską, która nie potrzebuje w działaniu doczesnym skrywać się za suknią duchowną i autorytetem kościelnych instytucji; o taką postawę chrześcijanina działającego w świecie świeckim, który przyjmuje wyzwania współczesności na własną odpowiedzialność, a zarazem w perspektywie stale pogłębianej świadomości chrześcijańskiej".

Szczególnie bliska jest mu filozofia personalistyczna Emmanuela Mouniera, który - zdaniem filozofa Jeana Lacroix - "w naszym pokoleniu najwyraźniej zdał sobie sprawę z kryzysu cywilizacji i warunków intelektualnych, społecznych i religijnych, niezbędnych, ażeby wyjść z tego kryzysu". Mazowiecki cytował Mouniera: "Od chrześcijanina, który rości sobie pretensje do stania się aniołem, uciekając od człowieczeństwa i przeklinając je, nie należy dzisiaj żądać niczego więcej, jak tylko jednego: aby stał się człowiekiem, w pełni człowiekiem, i aby z całą namiętnością pragnął, iżby każdy bez wyjątku człowiek mógł stać się w pełni człowiekiem".

Czytając "Przesłanie Pana Cogito", podkreślił ten właśnie wers-wezwanie: Bądź wierny Idź. I zanotował: "Wstań i idź prosto. Czuj się wolny".

Z przemówienia Jana Pawła II na Błoniach Krakowskich podczas pierwszej jego pielgrzymki do Polski w roku 1979 zapisał: „Iść przed siebie to znaczy mieć świadomość celu”. A w przesłaniu pielgrzymki z roku 1983 widział „jasność świadectwa, poczucie wolności danej nam przez Boga, której nikt nie jest w stanie odebrać, nieustępliwość zasad i poczucie praw, a zarazem poniechanie słowa » wróg «, zrozumienie słów » przebaczenie «, » pojednanie «”. I dalej: „Program oparty na przeświadczeniu, iż dobro może zwyciężać zło (...), może stać się siłą, jeśli w całej swej prawdzie i intencji ogarnie masy ludzi rozumiejących, czym jest chrześcijaństwo i czym są prawa obywatelskie - stając się metodą pozbawionego nienawiści dochodzenia tych praw. Dzień, w którym trzeba będzie ocenić naszą odpowiedź na to wyzwanie, kiedyś przyjdzie” (tekst „Godzina polskiego chrześcijaństwa”, zdjęty przez cenzurę w „Więzi” w 1983 r.).

W napisanej wcześniej "Modlitwie o dojrzałość" wypowiadał swoje credo:

Kiedy imię Twoje będzie pochwalone
Kościół Cię nie ogarnie
i kraj,
któregoś sławę w nieszczęściu pomnażał
za naszą i waszą
wolność, miłość i nadzieję
daj siłę prawdzie
karków wyprostowanie,
Jak ptakom dobry lot
Twój wymiar daj światu, Panie
zagubionym drogę
Syna Twojego ślad.
Przez krzyż i przez Ducha przyjście
niepokój myślom, a sercu daj ciszę
Ocal w nas zachwyt,
przymnóż zdziwienia
i niech na człowieku
polegać może
Modlitwy naucz
Święć się imię Twoje.
(''Powrót do najprostszych pytań'', jw.)



U progu minionego półwiecza blisko współpracowałem z Tadeuszem, dzieląc z nim nasze ówczesne złudzenia, kiedy wskazywał mi ten fragment poematu Czesława Miłosza: A kiedy trzeba będzie zrobić to i owo,/ Powiecie: słusznie, trzeba zrobić to i owo,/ Ale: primo,/ Ale: secundo,/ Ale: tertio./ A więc niech lepiej zostanie, jak było./ To się filozoficznie nazywa distinguo. ("Ocalenie", 1945)

Nabrało to jednak zgoła odmiennej wymowy, kiedy w październiku 1956 r. rozpoczynała się, wkrótce zresztą stłumiona, tzw. demokratyzacja, ale przede wszystkim wówczas, gdy Tadeusz w sierpniu 1980 r. stał się głównym doradcą Lecha Wałęsy i "Solidarności", gdy po wyjściu z internowania nadal działał w demokratycznej opozycji, gdy odgrywał wybitną rolę w obradach Okrągłego Stołu i gdy jako pierwszy niekomunistyczny premier podejmował decyzje fundamentalne dla ugruntowania odzyskanej niepodległości i demokracji (może nieskromnie wspomnę, że powierzył mi wtedy reformę PAP, tej tuby rządzącej partii w czasach PRL-u).

Z natury poważny i zasadniczy, ma poczucie humoru i lubi jakby autoironicznie powtarzać anegdotę o papieżu Janie XXIII, któremu we śnie objawił się Bóg i powiedział: "Giovanni, Giovanni, nie bierz siebie tak bardzo na serio".

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':