Le Monde" jest jednym z najważniejszych dzienników na świecie, dlatego recenzja z filmu Andrzeja Wajdy "Katyń" pomieszczona na tych łamach wprawiła mnie w osłupienie i skłoniła do kilku refleksji.
Francuski krytyk pisze, że "Wajda w równym stopniu obciąża odpowiedzialnością za złupienie i wyniszczenie Polski i Polaków zarówno nazistów, jak i Sowietów".
To, co jest historyczną oczywistością okresu od września 1939 do czerwca 1941, francuski krytyk traktuje jak fałsz i nadużycie. Porażająca ignorancja! Terytorium państwa polskiego okrawane było przez dwa - wówczas związane sojuszem - mocarstwa totalitarne.
Poziom terroru w obu częściach okupowanej Polski był porównywalny; Polacy byli więzieni i mordowani w sposób równie brutalny i okrutny przez obu okupantów.
W kwietniu 1943 r., gdy
Niemcy odkopali w lesie katyńskim zwłoki polskich oficerów, w "Biuletynie Informacyjnym", najważniejszym piśmie Polski Podziemnej, ukazał się znamienny komentarz redakcyjny: "Zdajemy sobie sprawę z bestialstwa okupacji sowieckiej na ziemiach wschodnich. (...) Podziwiamy tylko czelność niemiecką, której mogiły Palmir, Wawra, Oświęcimia, Majdanka i setek miejscowości polskich nie przeszkadzają w szukaniu zbrodniarzy pod Smoleńskiem. (...) W chwili, kiedy tragiczna wiadomość przenika już do społeczeństwa, w dniu wielkiej żałoby stwierdzamy z całym naciskiem: zbrodnię rosyjską spod Smoleńska zapamiętamy tak, jak zapamiętaliśmy zbrodnie popełnione we Lwowie, w Wilnie, Równem, Kowlu i wielu innych, tak, jak pamiętamy o zbrodniach niemieckich w Palmirach, Wawrze, na Ziemiach Zachodnich, w obozach koncentracyjnych".
Tak brzmiał komentarz Polski Podziemnej na temat zbrodni katyńskiej, która była swoistym ukoronowaniem paktu Ribbentrop - Mołotow. Po wojnie milczano lub kłamano na temat Katynia. To zakłamane milczenie było wielkim zwycięstwem Stalina i jego propagandy. W Europie Centralnej i Wschodniej to milczenie było wymuszone terrorem; w Europie Zachodniej - wymuszone było przez dogmat ideologiczny, że nie wolno zestawiać zbrodni Hitlera z poczynaniami Stalina. Francuski krytyk jest więźniem tego dogmatu, podczas gdy
Andrzej Wajda rzuca temu dogmatowi wyzwanie.
Polski artysta przełamał zmowę milczenia. "Katyń" to pierwszy film o zbrodni i sowieckiej agresji na Polskę dokonanej w zmowie sojuszniczej z Hitlerem. To był temat tabu dla francuskiej lewicy. Milczała ona przez długie lata o sowieckiej agresji na Polskę i o sowieckich zbrodniach; milczała też o Katyniu. Ta zbrodnia do dziś jest szkieletem w szafie francuskiej lewicy, która miała przez tyle lat tak wiele zrozumienia dla Wielkiego Językoznawcy.
Nie był to jedyny dogmat zakłamania lewicowego. Drugim dogmatem było przekonanie, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki, a jedynymi ofiarami niemieckiej okupacji byli Żydzi. Czytam w"Le Monde", że "Wajda dopuszcza się dziwnego pomieszania zbrodni katyńskiej z zagładą Żydów". Czytam też, że "w filmie nie ma nawet najmniejszej aluzji do eksterminacji Żydów". Natomiast "są sceny łapanek i prześladowania polskich oficerów, tak jakby chodziło o deportację Żydów do obozów zagłady".
Co więcej: "Przyszłe ofiary zbrodni okazują głębokie emocjonalne przywiązanie do maskotki - pluszowego misia, który został uznany przez Yad Vashem za symbol męczeństwa narodu żydowskiego - eksterminacji dzieci żydowskich".
Jakby tego było mało, to czytamy, że w tym filmie "wszystko i bez przerwy nawiązuje do eksterminacji Żydów, choć słowo to nie pada ani razu. Żydów w tym filmie po prostu nie ma. Ofiarą II wojny światowej jest Polak".
Chciałbym wierzyć, że przyczyną cytowanych głupstw jest ignorancja, a nie zła wola. Przecież tematem filmu Andrzeja Wajdy nie jest Zagłada, lecz zbrodnia katyńska. W tym filmie istotnie nie widać Żydów na ulicach Krakowa okupowanego przez Niemców, gdyż w1943 r. na tych ulicach Żydów nie było. Umierali oni stłoczeni w gettach i wywożeni do obozów śmierci. W tym filmie nie ma żadnego pomieszania Katynia z Treblinką. To były dwie różne zbrodnie, a film Wajdy traktuje tylko o jednej z nich. Zarzut, że nie ma tam Holocaustu, jest równie absurdalny, jak byłby zarzut formułowany pod adresem Spielberga czy Polańskiego, że w"Liście Schindlera" czy w "Pianiście" nie ma zbrodni katyńskiej, łagrów na Kołymie czy w Karagandzie.
Piszę to zgoryczą -o zbrodniach stalinowskich jest bardzo mało filmów, choć były one przecież okrutne i równie masowe jak zbrodnie Hitlera. Przez dziesięciolecia towarzyszyła tym zbrodniom zmowa milczenia. Andrzej Wajda -chcę to mocno podkreślić - nie jest i nigdy nie był zakamuflowanym negacjonistą Holocaustu. Wajda stworzył trzy filmy poświęcone Zagładzie: "Samson", "Korczak" i "Wielki Tydzień". Zarzucanie temu właśnie artyście, że w miejsce Zagłady "podstawia" zbrodnię katyńską, jest niczym nieuprawnioną insynuacją.
W filmie "Katyń" Wajda z wielkim realizmem nakreślił obraz łapanek i prześladowań Polaków wciśniętych pomiędzy dwa mordercze, totalitarne kolosy. Na taką miarę skrojone były wtedy polskie losy; dlatego Polacy należeli do głównych ofiar II wojny światowej.
Czas najwyższy, by francuski krytyk przyjął te banały do wiadomości. Swój wywód kończy ów krytyk uwagą o"dwuznacznym sposobie przedstawiania przez polskie kino problemu żydowskiego". Otóż polskie kino to wielość osobowości, perspektyw, stylów. Uogólnienie, którego dopuszcza się francuski krytyk, jest równie bezsensowne jak jego pomysł, że Andrzej Wajda spolonizował żydowskiego pluszowego misia.
Cóż, głupstwo jest tyleż ponadnarodowe, co i nieuleczalne.
* Polemika Adama Michnika ukaże się w "Le Monde"