Z dużą przykrością przeczytaliśmy ripostę Piotra Głuchowskiego
(„Gazeta” 2 lutego) na nasz tekst („
Gazeta” 31 stycznia) dotyczący książki jego współautorstwa. Zdajemy sobie sprawę, w jakiej autorzy książki znaleźli się sytuacji, i nie dziwi nas, że za wszelką cenę chcą ratować twarz. Mogliby to jednak robić z większą klasą. Przyznanie się do błędów jest często oznaką siły, a nie słabości.
Nie zarzuciliśmy autorom faktu zatajania istnienia książki Nechamy Tec, lecz posłużenie się nią w wątpliwy moralnie sposób. Głuchowski pisze, że Tec była cytowana 7 razy. Powinna być przywoływana przynajmniej 77 razy, jako że większość opisów funkcjonowania oddziału Bielskich pochodzi wyłącznie z jej pracy napisanej na podstawie przeprowadzonych przez nią badań. Nie stawialiśmy im zarzutu "kurczowego trzymania się" opisów Tec, wręcz przeciwnie - korzystania swobodnie z jej tekstu bez odpowiedniego zaznaczenia, a także wprowadzenia do tej opowieści fikcji, uproszczeń i wątków sensacyjnych - także tam, gdzie jest to zupełnie nieuzasadnione. Oczywiście nie oczekiwaliśmy 77 przypisów - wystarczyłoby wyjaśnienie na początku książki oraz umieszczenie jej prac w bibliografii.
Nie pisaliśmy o pominięciu ważnych informacji znajdujących się w książce Petera Duffiego, lecz wytknęliśmy fakt pominięcia istnienia tej książki - autorstwa dziennikarza - która wkrótce ma się ukazać po polsku. Można to potraktować jako nieuczciwą walkę z konkurencją. Można było zresztą skrytykować narrację Duffiego, co nie byłoby trudne. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" przedstawiają się w roli pionierów, którymi przecież nie są. Nie przekonuje nas argument, że powoływanie się na Duffiego byłoby "ściąganiem od kolegi". Wynika z tego, że "ściąganie" od Nechamy Tec czy Zygmunta Boradyna problemem nie jest, bo są to naukowcy? O "ściąganie" nie "oskarżamy", lecz stwierdzamy fakt, nie czynimy tego "między wierszami", tylko otwarcie.
Nie rozumiemy uznania za "bezczelność" naszej uwagi o braku informacji o źródle pochodzenia zdjęć. W każdej poważnej publikacji źródło pochodzenia ilustracji jest zawsze zaznaczone. Autorzy to zaniedbali. Zabawna jest adnotacja Głuchowskiego o posiadaniu rachunków potwierdzających zakup zdjęć w Instytucie Yad Vashem. Czytelników nie interesują rachunki. A skoro rzeczywiście celowo zamieścili w książce fotografię z okładką książki Nechamy Tec, powinni na to zwrócić uwagę czytelnika. Na wiele innych mniej istotnych szczegółów zwracają w podpisach uwagę.
Nieładnie też jest za swoje błędy winić dyrektorkę muzeum w Nowogródku Tamarę Wiarszycką. Być może, mówiąc o Janku Rudnickim, iż był Polakiem, miała na myśli, że był obywatelem Polski, polskim Żydem, tak jak wielu innych Żydów urodzonych i mieszkających w Polsce, ale nie znaczy to, że był katolikiem. Nie każdy Polak to katolik. W książce Nechamy Tec jest to zupełnie jasne, nie musieliśmy więc niczego "dowodzić".
Niektóre stwierdzenia naszego polemisty są zdumiewające. Głuchowski chyba nie mówi poważnie, że powinniśmy szukać w łódzkim
IPN informacji o prowadzonym przez dziennikarzy "Gazety" śledztwie dziennikarskim. Chcielibyśmy przeczytać o tym w jego książce! Tłumaczenia wytrawnego reportera, że "otrzymywał tylko ogólniki" i nie mógł zbadać sprawy, są po prostu śmieszne. Zwłaszcza że w książce znajdujemy podziękowania dla prokurator Anny Gałkiewicz. Nie wiadomo zatem, czy łódzki IPN pomagał w pracach nad książką, czy je sabotował.
Nie jest "drobną złośliwością" wskazanie na wykorzystanie bez zaznaczenia książki Nechamy Tec o Oswaldzie Rufeisenie. Autorzy najwyraźniej nie zrozumieli fragmentu naszej recenzji. Nie chodzi przecież o to, czy Oswald Rufeisen składał relację ustnie, czy na piśmie, tylko o to, że opowiadał o tym Nechamie Tec, która zamieściła opowieść w swojej książce, natomiast autorzy nie podali źródła cytatu.
W swojej książce autorzy piszą: „W 1993 roku profesor Tec wydaje [...] książkę pt. » Defiance. The Bielski Partisans «. Opisuje w niej historię oddziału Tewjego, rysuje z grubsza historyczne tło. Drażliwe kwestie, jak choćby walki z Polakami - pomija. Polskie podziemie to zresztą w książce Tec » faszyści «” (s. 296). W swojej replice Głuchowski upiera się, że zaznaczył, iż chodzi o NSZ. Może mamy inne książki? My w tym fragmencie wyczytaliśmy, że Tec posługuje się antypolskimi kliszami, a jej książka nie jest godna szczególnej uwagi. Nie mówiąc o tym, że sposób, w jaki przedstawiona jest jej praca, niemal mimochodem, na końcu, w żaden sposób nie sugeruje, że była ona dla autorów „Odwetu” podstawowym źródłem, do czego teraz Piotr Głuchowski przyznaje się w swojej odpowiedzi. W dodatku stwierdza w rozbrajający sposób, że traktował książkę Nechamy Tec jak encyklopedię i sam prawie wszystko z nią konfrontował, upewniając się, co jest u niej napisane. Dlaczego zatem wprost tego nie przyznał w swojej książce? Pośpiech nie jest wystarczającym argumentem. Poza tym z encyklopedii także trzeba korzystać umiejętnie, a skoro w tym wypadku „encyklopedia” została wydana w 1993 roku, należało uaktualnić niektóre dane.
Uwaga na temat "paradygmatu antykomunistycznego" nie odnosiła się do sposobu przedstawienia oddziału Bielskich, lecz charakterystyki relacji między partyzantką sowiecką a partyzantką polską, które były daleko bardziej skomplikowane, aniżeli wynika z wywodu autorów. Tak jak napisaliśmy w naszym tekście - autorzy dopisali, a właściwie dokleili, wiele "polskich wątków" do opisanej przez Tec historii Bielskiego, które jednak, biorąc pod uwagę tytuł książki, niewiele z tematem mają wspólnego. Gdzie tu nowa, "prawdziwa historia"? Książki Tec i Boradyna już przecież czytaliśmy. Kompletnym nieporozumieniem, a raczej objawem złej woli, jest sugestia, że w rzeczywistości chodziło nam o napiętnowanie autorów jako kryptoantysemitów. Najpoważniejsze zarzuty nie dotyczą przecież ich poglądów, tylko metod.
Nie odmawiamy Piotrowi Głuchowskiemu i Marcinowi Kowalskiemu dobrych intencji. Ale dobre intencje to nie wszystko. Chętnie przeczytalibyśmy książkę, z którą moglibyśmy się nawet nie zgadzać, jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, ale która stanowiłaby rzetelne potraktowanie tematu. Wbrew temu, co nam się imputuje - nie czytaliśmy "Odwetu" jako pracy naukowej. Przystąpiliśmy do
lektury z zainteresowaniem i mimo że wiedzieliśmy, iż Piotr Głuchowski to nie Dostojewski (co rzetelnie zaznacza w swojej odpowiedzi na wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwości), nie mieliśmy zastrzeżeń do samego stylu, jednak w trakcie lektury zaczął nas ogarniać coraz większy niepokój. Uważamy bowiem, że reporterów obowiązują zasady etyki dziennikarskiej podobnie jak naukowców - naukowej. W swojej obecnej postaci "Odwet" mógłby służyć studentom dziennikarstwa jako przykład, jak nie należy postępować.
Głuchowski stwierdza, odpowiadając na nasz zarzut dotyczący kwestii korzystania z "Defiance" Nechamy Tec: "Oczywiście, że to robimy, i nie ma się czego wstydzić, bo prof. Tec to wiarygodne i bezcenne źródło". Nie ulega wątpliwości, że nie powinni się wstydzić, iż korzystali z jej ksiązki, natomiast sposób, w jaki to zrobili, i fakt, że dopiero teraz się do tego przyznają, powinien ich skłonić do poważnej krytycznej refleksji.
Nasz tekst to żadne "profesorskie lanie" czy "ustawianie do bicia", lecz próba zwrócenia uwagi na niebezpieczne naszym zdaniem zjawisko. Szkoda, że autor polemiki tego nie zauważył. Atak w tym wypadku nie jest najlepszą obroną.
*Dariusz Libionka - adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, kierownik działu naukowego Państwowego Muzeum na Majdanku, redaktor naczelny rocznika "Zagłada Żydów. Studia i materiały"
**prof. dr hab. Monika Adamczyk-Garbowska kieruje Zakładem Kultury i Historii Żydów w UMCS w Lublinie. Członek redakcji rocznika "Polin: Studies in Polish Jewry". Opublikowała m.in. "Polska Isaaca Bashevisa Singera - rozstanie i powrót" (1994), "Contemporary Jewish Writing in Poland: An Anthology" (2001, wspólnie z Antonym Polonskym), "Odcienie tożsamości. Literatura żydowska jako zjawisko wielojęzyczne" (2004), "Kazimierz vel Kuzmir. Miasteczko różnych snów" (2006)