http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najgroźniejsze dla Obamy jest globalne ocieplenie

Strobe Talbott
2009-01-16, ostatnia aktualizacja 2009-01-16 18:37

Trzeba użyć wobec Teheranu kombinacji twardych sankcji i mądrej dyplomacji - mówi "Gazecie"

ZOBACZ TAKŻE
Marcin Bosacki: Potężny kryzys gospodarczy, rekordowy deficyt budżetu, osłabiona pozycja USA na świecie, wojna z terroryzmem, Gaza, Iran starający się o broń atomową, Irak, Afganistan... Które z wielkich wyzwań stojących przed Barackiem Obamą jest najpilniejsze?

Strobe Talbott *: Największe wyzwanie Obamy polega na tym, by nie odpowiadać na to pytanie. Innymi słowy - prezydent Obama i jego ekipa muszą skutecznie zajmować się wieloma rzeczami naraz.

Jeśli Obama powie: "Problem X jest ważniejszy niż wszelkie inne", zwiększa tym samym ryzyko, że któryś z tych innych wybuchnie z taką siłą, że wszyscy na tym ucierpimy. Obama musi znaleźć sposób, musi znaleźć ludzi i musi znaleźć poparcie międzynarodowe, by jednocześnie zmagać się ze światowym kryzysem finansowym, z ociepleniem planety, rozprzestrzenianiem broni atomowej, wielkim kryzysem na szerokim Bliskim Wschodzie - od Gazy po Pakistan.

Dlatego właśnie Obama dobrał sobie mocny zespół, który jest w stanie walczyć z wieloma problemami naraz. Poczynając od Hillary Clinton, świetnej kandydatki na szefa dyplomacji, przez najlepszą ekspertkę ds. ochrony środowiska Carol Browner - koordynatorkę polityki energetycznej i klimatycznej, po szefa Departamentu Obrony Roberta Gatesa [który zostaje z administracji George'a Busha]. To wszystko pokazuje, że Obama nie chce nigdzie odpuścić, chce odważnie stawić czoła wszystkim wyzwaniom.

Jakie będzie najpoważniejsze wyzwanie międzynarodowe?

- Brak kontroli jakiegokolwiek państwa nad ogromnymi obszarami na pograniczu afgańsko-pakistańskim.

Kiedyś większość najgroźniejszych katastrof wynikała ze starć mocarstw. W dzisiejszym świecie wielkie państwa nie skaczą sobie do oczu. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że słabość niektórych krajów jest równie groźna. Z terytoriów przez nikogo niekontrolowanych, jak granica pakistańsko-afgańska, nadchodzą wielkie kryzysy, jak 11 września.

Jaka powinna być polityka USA wobec Rosji?

- Potrzeba nam spójnej strategii i realistycznej taktyki, obu rzeczy przez ostatnie osiem lat brakowało. Potrzeba nam też koordynacji na najwyższym szczeblu naszej polityki wobec Rosji z kluczowymi sojusznikami w Europie, w tym, co chcę podkreślić, z Polską.

Ta polityka powinna być kształtowana przez zasady. Rosja nie może stać się w pełni członkiem ani jednym z przywódców społeczności międzynarodowej, dopóki nie zacznie uznawać norm międzynarodowych. Zwłaszcza - okazywać szacunek dla sąsiadów i szanować ich integralność terytorialną.

W Rosji mamy do czynienia z groźnymi trendami. Jednym z nich jest używanie w polityce przez przywódców z Moskwy słowa sootieczestwienniki (rodacy). Ten koncept rosyjskiej interwencji w obronie rodaków - obojętnie czy etnicznych Rosjan, czy nie, jak w wypadku Osetii Płd. i Abchazji - jest niezwykle niebezpieczny. To grozi ekspansją terytorialną, rewanżyzmem, popieraniem separatyzmów. To są brzydkie słowa ze słownika XX wieku, które w wieku XXI nie powinny być wskrzeszane.

To wszystko, a także kwestia praworządności w Rosji, musi być przedmiotem rozmów Moskwy z Waszyngtonem. Podobnie jak kontrola zbrojeń. To ostatnie może otworzyć drzwi do współpracy Rosji z USA i NATO w kwestiach bezpieczeństwa, w tym obrony przeciwrakietowej, co - jak rozumiem - będzie interesowało Polskę.

Czy za rządów Obamy możliwe jest wejście do NATO Ukrainy i Gruzji?

- Jedyna rozsądna odpowiedź brzmi: to na pewno nie może zostać wykluczone. Znów musimy trzymać się zasad. Każde niepodległe państwo może wybrać, do jakiej organizacji chce należeć, żadne państwo trzecie nie ma prawa weta. Ale jest i druga zasada, którą rząd Clintona, z moim udziałem, kierował się, rozszerzając NATO w latach 90.: wejście nowych członków musi wzmocnić, nie osłabić, bezpieczeństwo Sojuszu.

Przypadek Ukrainy jest skomplikowany, bo większość jej obywateli nie popiera wejścia do NATO. Przypadek Gruzji jeszcze bardziej, bo ma ona na swym terytorium dwie enklawy nieuznające jej zwierzchnictwa, gdzie ludzie wolą, by ochronę nad nimi sprawowała Rosja. To nie wzmacnia ani bezpieczeństwa Gruzji, ani NATO, gdyby Gruzja była jego członkiem.

To wszystko przypomina taniec na linie, i o ile wiem, szefowie dyplomacji nowego rządu USA przeznaczą na to mnóstwo czasu i energii.

Wielu ekspertów w USA uważa, że w sprawie Iranu Obama ma już tylko taki wybór: albo wojna, albo zgoda na to, że reżim w Teheranie będzie miał broń nuklearną.

- Nie, to groźne upraszczanie sprawy. Jest, oczywiście, wyjście trzecie. Trzeba użyć wobec Teheranu kombinacji twardych sankcji i mądrej dyplomacji. W ten sposób, wierzę, można skłonić Iran, by zatrzymał się przed granicą, za którą stałby się państwem nuklearnym.

Czego się pan w najbliższych latach najbardziej obawia?

- Globalnego ocieplenia. Tego, że jeśli nie zmierzymy się z nim na serio w ciągu dwóch lat, ludzkość czeka katastrofa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':