Media są oburzone Palikotem. Ale gołym okiem widać, że sycą się nim. Palikot dostarcza im strawy, bez której nie mogłyby żyć! Media żerują na drobnych i większych skandalach kompletnie już niezdolne do trawienia pokarmów bardziej złożonych - komentuje Magdalena Środa
>
Posłanka Gęsicka na konferencji prasowej prezentującej PiS-owski program walki z kryzysem dała powód, by nazwać jej zachowanie mianem politycznej prostytucji. Oceniła politykę rządu w wykorzystaniu środków unijnych bez związku z prawdą, za to zgodnie ze stylem partii, do której przylgnęła. W poniedziałkowej odpowiedzi na krytyki poszła w zaparte, powtarzając to, co powiedziała wcześniej, bez śladu refleksji. Szła dalej w zaparte także we wtorkowym "Poranku w Toku".
Prostytucja w języku polskim to nie tylko nierząd, lecz także, cytuję za słownikiem języka polskiego Michała Arcta, „frymarczenie haniebne tym, co powinno być szanowane”. W polskiej Wikipedii czytamy, że „słowo »prostytucja « ma też znaczenie przenośne i oznacza działania sprzeczne z moralnością lub przyjętymi zasadami postępowania, wykonywane z pełną świadomością za pieniądze lub inne korzyści materialne”.
Prostytucja polityczna to epitet brutalny, ale używany publicznie w języku polityki na określenie zachowań drastycznie szargających to, co powinno być szanowane. I w takich przypadkach jest on celny, wobec mężczyzny i kobiety. W kuluarach i prywatnie mówi się wprost o politycznym kurewstwie. Ci politycy oraz dziennikarze i dziennikarki, którzy świętoszkowato piętnują posła Janusza Palikota, niejeden raz, gotów jestem się założyć, tym określeniem, i to w wersji "hard", się posługiwali i posługują. Jest ono też na językowej "krótkiej liście" prezesa Kaczyńskiego, co mu przypomniano w odniesieniu do prawników, "sprostytuowanych", jak powiadał.
(((
Janusz Palikot słowem mówionym i wpisem blogowym barwnie, plastycznie, ale z ryzykiem wykroczenia poza dobry smak i ton wydobywa na światło dzienne to, co także i piętnujący go mamroczą po kątach, nie odczuwając wobec siebie oburzenia czy wstrętu. Jest więc szczery w mowie i piśmie, co warto docenić. Nie trzeba bić mu braw ani go naśladować, a wśród obniżających standardy życia publicznego jest na dalekim miejscu. Nawet kiedy wyciąga na blog liczne pokątne pogwarki o Jarosławie Kaczyńskim niezależnie od tego, jaka jest prawda.
Skąd więc takie oburzenie na blogowy wpis posła Platformy? Szef PiS jest osobą publiczną i niezwykłości w jego stylu życia - jak brudne buty do eleganckiego garnituru, lęk przed kontem bankowym czy starokawalerstwo spędzane w maminym domu - są naturalnym tematem rozpraw i dociekań. Podobnie jak to, czy prezydent jest zdrowy i niepijak. Przecież "choroba filipińska" dotarła do Polski, a pałac, jak widać, sprzyja zakażeniu.
Nie wierzę, że tłumne zaganianie posła Palikota pod pręgierz to nagła erupcja cnotliwości czy troski o dobro publiczne i standardy ze strony polityków i mediów. To hipokryzja, zakłamanie i najbardziej może odruch, że skoro gonią, to trzeba dołączyć do pogoni jak w filmie Jerzego Kawalerowicza "Pociąg", który dopiero co oglądaliśmy w jednym z kanałów telewizji.
(((
"Czy Jarosław jest Jarosławą?" - ciekawi się Janusz Palikot w swoim blogu. Żeby czytelnik nie miał żadnych wątpliwości, o co pyta, Palikot dodaje: "wśród bliźniaków jednojajowych często jedno z nich jest homoseksualistą". Blog pana posła nie ma na celu popularyzacji nauki, w szczególności badań nad bliźniakami. Po co więc pan poseł pochyla się nad życiem seksualnym politycznego przeciwnika? Po co tak nadwyręża swoją wyobraźnię? Czy to mu potrzebne w kierowaniu komisją "Przyjazne państwo"? - komentuje Ewa Milewicz
>
Pani poseł Gęsicka na stronie internetowej pod imieniem i nazwiskiem ma credo "uczciwość, fachowość i rozwój". Otóż powinna się zastanowić, czy aby uczciwości politycznej i fachowej rzetelności nie oddała na przechowanie Prawu i Sprawiedliwości, przechodząc ze służenia PO do rządu PiS-owskiego, a potem zyskując mandat z listy PiS.
W tej akurat partii ryzyko politycznego i profesjonalnego sprostytuowania się jest szczególnie duże, bo ta partia nie prowadzi z Platformą i rządem politycznego sporu typowego dla partnerów demokratycznej debaty. Ona prowadzi totalną wojnę z wrogiem, który opanował Polskę i chce, jak powiedział Jarosław Kaczyński, "zdezintegrować społeczeństwo, naród i państwo". W walce z takim wrogiem nie przebiera się w środkach i... liczbach. Wykluczam, że to, co posłanka Gęsicka mówiła na obu konferencjach prasowych i w radiu, wypowiadała w dobrej wierze.
Drastycznym przykładem był kartonik z liczbą 0,3 proc. wykorzystanych środków unijnych. Nie z przypadku, lecz z manipulacji ta jedyna liczba znalazła się na kartoniku. To miał być HIT! Wszystkie inne liczby i słowa służyły jako asysta do zapomnienia. Funkcja tego 0,3 proc. była taka jak funkcja "dziadka z Wehrmachtu" czy futrzaka padającego na nos w PiS-owskim spocie pod wpływem zabójczego liberalizmu Platformy. To ten sam chwyt, igła w serce wroga PiS i Polski.
Gdyby nie o to chodziło, to pani poseł nie "zapomniałaby" dodać, że tylko jeden z 14 nowych krajów Unii uzyskał lepszy niż my wynik, bo drugi kraj tylko mikroskopijnie był lepszy niż my. A więc, że to niskie wydatkowanie na początku realizacji nowego budżetu Unii to norma, a nie klęska. I że ten hit, nawet gdybyśmy byli ostatni na liście, nie dawałby podstaw do skandalicznej w stosunku do prawdy oceny realizacji funduszy unijnych przez rząd jak ta, którą prezentowała posłanka Gęsicka.
(((
Nie będę odnosił się do innych manipulacji, bo one miały znaczenie opakowujące, i bardzo dobrze pokazał je Konrad Niklewicz z "Gazety Wyborczej", od dawna śledzący los środków unijnych. Napisał on, że posłanka na potrzeby politycznej gry (bo chyba o to chodziło?) "nagięła cyfry do z góry założonej tezy" ("GW" z 12 stycznia).
Słuchałem w poniedziałek "Poranka w Toku" w wydaniu Janiny Paradowskiej. Na ogół jej opinie są mi bliskie, ale tym razem nie zgadzam się, że zarzut Palikota o "prostytucji politycznej" przysłonił stronę merytoryczną wydarzenia. Przeciwnie, gdyby poseł powiedział równie prawdziwie, ale grzecznie o zachowaniu posłanki PiS, że "za stanowiska oddała PiS swoją polityczną uczciwość i fachową rzetelność", to pies z kulawą nogą nie zwróciłby uwagi na jej żonglerkę liczbami. Artykuł Niklewicza przeszedłby bez większego echa. To strzał Palikota nadał głośność także temu, co pani poseł z partyjną dyspozycyjnością - w przytomności wodza o minie marsowej - opowiadała. I wskutek tego od kilku dni mówi się i dyskutuje, jak to jest z tymi środkami unijnymi i rzetelnością PiS w roli opozycji.
Być może ważne tematy powinny wchodzić do debaty publicznej inną drogą, ale jak nie wchodzą, pożyteczne bywa i wsparcie "błazna", który wbrew temu, co napisał w "Gazecie" Piotr Pacewicz, chyba jednak nie jest martwy.
Waldemar Kuczyński, ekonomista, publicysta, działacz opozycji demokratycznej. Po 1989 r. minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i główny doradca ekonomiczny premiera Jerzego Buzka
Ocena:
0 głosów

Skaczemy bliżej. Biegamy wolniej. A w zwisie jesteśmy dwa razy gorsi niż w PRL-u
