http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak trudno trzymać pióro

Rozmowa z Dorotą Dziamską*
2008-12-28, ostatnia aktualizacja 2008-12-28 17:35

Polemika wokół programu "Sześciolatki do szkół": - Nowy program dla sześciolatków łamie podstawowe prawo dziecka do naturalnego rozwoju. Nie wolno tak forsować dzieci! - przestrzega metodyk nauczania początkowego

Sześcioletnie Nina Zielińska (z lewej) i Dominika Konopielko unoszą ręce zgięte w łokciach, by przytrzymać położone na głowach przedmioty. Takie ćwiczenia pomagają w wyrabianiu mięśni, co ułatwia długie pisanie. W programie MEN dla sześciolatków ich nie ma
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Sześcioletnie Nina Zielińska (z lewej) i Dominika Konopielko unoszą ręce zgięte...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Aleksandra Pezda: Pod szyldem akcji "Ratujmaluchy.pl" krytykuje pani przygotowany przez MEN program dla sześciolatków w szkole. Dlaczego?

Dorota Dziamska: Ponieważ to nie jest żadna nowa propozycja, tylko skumulowanie dotychczasowych wymagań dla zerówek i pierwszych klas w jednym roku. I w taki sposób, że psuje nauczanie najmłodszych oraz niweczy dorobek naukowo-badawczy twórcy i guru polskiej pedagogiki wczesnoszkolnej prof. Ryszarda Więckowskiego.

Ale czy szkodzi dzieciom?

- To są wymagania nie do zrealizowania dla sześciolatka. Tym bardziej takiego, który nie był przedtem w przedszkolu, a w Polsce dwie trzecie pięciolatków nie chodzi do przedszkola, bo brakuje dla nich miejsc.

Podam przykład: po pierwszej klasie według nowego programu dziecko ma już "czytać krótkie teksty", a nawet lektury. Teraz niektóre dzieci osiągają to dopiero w trzeciej klasie, chociaż zaczynają szkołę jako siedmiolatki, i to po przygotowaniu w zerówce. Niektóre dzieci nawet w czwartej klasie nie czytają jeszcze z pełnią rozumienia tekstu. A to właśnie z powodu zbyt szybkiego tempa wprowadzania liter i nauki czytania.

Czy to naprawdę za szybkie tempo? Przecież sześcioletnie dzieci i dziś w zerówce uczą się pisać i czytają.

- Różnica polega na tym, że teraz nauka czytania rozpoczyna się poprzez ćwiczenia przygotowawcze już w przedszkolu, a kończy przy końcu klasy trzeciej. To w sumie aż cztery lata. W zerówce dzieci poznają litery bez tzw. polskich znaków. Ćwiczą czytanie całościowe wyrazów, stopniowo odkrywają i rozpoznają kształty liter drukowanych. Niektóre najprostsze w budowie litery już zapisują. Jeżeli chcą. Nauczyciel ma prawo uczyć pisania liter indywidualnie te dzieci, których dłoń i ramię wytrzymują stosowne napięcie mięśniowe.

W pierwszej klasie utrwalają poznane kształty liter i poznają kolejne litery. Tak naprawdę część dzieci dopiero w siódmym, a nawet w ósmym roku życia dokładnie słyszy wszystkie dźwięki mowy. Np. potrafi wyróżnić głoskę przedstawiającą dwuznak "dź" na początku czy na końcu wyrazu. Jeśli sześciolatka zapytamy, co słyszy na początku słowa "dźwig", powie "ćf ". A na końcu? Powie "k". Czasami nic nie powie, bo nie umie wyróżnić lub w ogóle go to jeszcze nie interesuje. A w wyniku reformy będzie musiał poprawnie nazwać głoski w tym wyrazie i je zapisać, ponieważ już przy końcu klasy pierwszej ma znać wszystkie litery i zapisywać je!

Pisanie zgodnie z metodyką nauczania jest konsekwencją nauki czytania. Dzieci nie mogą zapisywać tego, czego nie rozumieją i w oderwaniu od doświadczeń słuchowych. Dla dziecka to problem - dlaczego ma zapisać literkę "g" w miejscu, gdzie słyszy "k"? Sześciolatek nie dostrzeże w tym logiki. Nauka języka polskiego wymaga wielu ćwiczeń i powtórzeń, aby zakorzenić w umyśle dziecka właściwe umiejętności.

Jednak według ekspertów powołanych przez MEN do opracowania nowych programów nauczania te powtórki materiału są stratą czasu. Właśnie powtarzanie ministerstwo chce zlikwidować w całej edukacji.

- To bzdura, w każdym razie jeśli chodzi o edukację wczesnoszkolną. Dzieci potrzebują powtórek. Po to, żeby przesunąć zdobyte doświadczenia z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Bez powtórek uczniowie nie utrwalą ogromu doświadczeń, nie zapamiętają liter, nie opanują czytania i pisania.

Chodzi również o fizjologię - trzeba powoli stymulować układ mięśniowy i przygotowywać do pisania. Tego się nie da przeskoczyć, bo nagle jakiejś grupie reformatorów wydaje się, że tak by było prościej i piękniej.

W dodatku nowa podstawa programowa zrywa z zasadą nauczania zintegrowanego, bo wyznacza konkretne efekty do osiągnięcia dziecku już po pierwszej klasie. Teraz jest tak: dajemy dziecku możliwość dojścia do konkretnego efektu w dłuższym okresie. Jedno dziecko poradzi sobie z tym zadaniem szybciej, drugie wolniej. Ale stawiamy na to, żeby każde rozwijało się we własnym tempie. Na tym dokładnie polega istota tzw. edukacji zintegrowanej, która mogłaby być sukcesem polskiej szkoły po reformie z 1999 r. Jednak MEN zamierza właśnie wyodrębnić pierwszą klasę z całego etapu edukacji wczesnoszkolnej...

Tak ma być po to, żeby nauczyciele lepiej wiedzieli, czego uczyć sześciolatki. To nowe zadanie - mówią w MEN - dlatego trzeba je precyzyjnie określić.

- Tylko że to wbrew osiągnięciom najnowszej pedagogiki. Wyprodukujemy przez to dyslektyków, dysgrafików i mnóstwo zahamowań u dzieci. Z powodu przyspieszonego tempa mniej ważne stanie się to, co w istocie najważniejsze w rozwoju małych dzieci, czyli równomierny rozwój motoryczny, emocjonalny i społeczny.

Proszę sobie wyobrazić młodego nauczyciela tuż po studiach. On ma w nowym programie napisane: "dziecko po pierwszej klasie ma znać wszystkie litery, czytać ze zrozumieniem krótkie teksty, nawet lektury, pisać krótkie zdania, przepisywać z pamięci, dbać o estetykę i poprawność graficzną, przestrzegać zasad kaligrafii". To brzmi jak jakaś tresura.

Ale tymi zadaniami nauczyciel będzie się kierował - z realizacji podstawy rozliczać go bowiem będzie wizytator, dyrektor i komisja od awansu zawodowego. Będzie więc trzymał dzieci w ławkach i ćwiczył kaligrafię oraz czytanie. A podręczniki przygotowane w ekspresowym tempie pod ten program pomogą mu utrzymać dzieci w ławkach i zaliczać strona po stronie zadania: wpisz, zakreśl, dorysuj, wpisz, podkreśl, pokoloruj.

Tylko niektórzy się zbuntują. Ci, którzy wiedzą z doświadczenia, że to niemożliwe, aby sześciolatek "pisał płynnie i łączył wyrazy w zdania".

W programie jest np. nauka wartości. Tego dotychczas nie było.

- Tak, jest napisane, że dziecko ma odróżniać dobro od zła. Zapytam jednak: a według którego światopoglądu? Tak małym dzieciom trzeba o wartościach mówić konkretnie - np. jestem życzliwy czy szczery. Chodzi o takie wartości, które w sytuacji szkolnej dzieci mogą pokazać, których mogą doświadczyć w klasie. To dlatego np. prosimy dzieci, żeby uścisnęły rączkę Zbyszka, kiedy dobrze rozwiązał zadanie, lub okrzykiem pogratulowały mu zwycięstwa. Wtedy rozumieją, na czym polega życzliwość dla kolegi, uczą się szacunku do drugiej osoby, emocji i uczuć z tą wartością związanych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4
  • 7
  • 1
  • 33 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy