Pierwszy Europejski Kongres Ochrony Przyrody w 2006 r. naukowcy z Polski świetnie zapamiętają. W czasie przemówienia inauguracyjnego wygłoszonego przez jednego z najlepszych ekspertów w dziedzinie środowiska sir Johna Lawtona padło pytanie: - Dlaczego Polska nie chroni takiego skarbu jak Puszcza Białowieska?
Polacy siedzieli ze spuszczonymi głowami. Jedyną osobą, na której nie zrobiło to wrażenia, był ówczesny minister środowiska Jan Szyszko. Zachowywał się, jak na ministra środowiska naszego kraju przystało - nasi ministrowie albo są przekonani, albo udają, że z Puszczą jest wszystko w porządku.
Dla przeciętnego zjadacza chleba Puszcza Białowieska to żubry i olbrzymie drzewa. Jedne z najwyższych w Europie dęby, świerki, lipy oraz jesiony. Dla miłośników ptaków to niezwykle rzadkie w innych częściach Europy dzięcioły: trójpalczasty i białogrzbiety. Dla badaczy grzybów to tysiące gatunków. Dla entomologów to owady, z których wiele żyje dopiero na Syberii.
Największa wartość tego lasu polega na tym, że stworzyły go procesy naturalne. Puszcza rządzi się swoimi prawami od przynajmniej 9 tysięcy lat, gdy lodowiec opuścił tę część Europy. Tak wyglądała duża część naszego kontynentu, póki ogniem i toporem nie zamieniliśmy go w pola i łąki. Dziś nie ma na naszym kontynencie żadnego poza Puszczą lasu nizinnego o charakterze naturalnym. Lasy, które znamy, są sztuczne, posadzone na miejscu swych pierwotnych poprzedników. Nie mają ciągłości. Puszczy ten los został oszczędzony
Była królewskim i carskim terenem polowań i tak przetrwała do I wojny światowej. Po wkroczeniu na te tereny niemieckie władze natychmiast rozpoczęły wycinkę. Kontynuowano ją również po odzyskaniu niepodległości. Rżnięto bez litości - oszczędzając tylko mający zaledwie 47 km kwadratowych park narodowy. Szacuje się, że do dziś wywieziono z Puszczy ponad 30 mln metrów sześciennych drewna.
Pomimo to wciąż jeszcze można znaleźć fragmenty prawdziwego puszczańskiego lasu. Nie wycięto ich i nie przekształcono, bo najczęściej były po prostu trudno dostępne. Te maleńkie kawałki stanowią dziś o fenomenie Puszczy. To delikatna nitka łączącą obecną Puszczę, pokaleczoną, poharataną i w coraz większej części przypominającą zwykły las jakich wiele, z pierwotną Puszczą.
Drzewa były wycinane w Puszczy zawsze. Były to jednak niewielkie ilości. W ciągu 16 lat od 1845 r. do 1861 r. w całej Puszczy wycięto 140 tys. metrów sześciennych drewna.
Dziś tyle wycina się w ciągu jednego roku tylko w polskiej części, która stanowi jedną trzecią całego obszaru.
W II RP Puszczy nie chroniono, tłumacząc się, że Polska po zaborach jest zbyt biedna i potrzebuje drewna. Tak samo mówiono po drugiej wojnie i po 1989 roku. Powtarzali to kolejni ministrowie środowiska.
Tymczasem realną ochroną objęte jest tylko 16 proc. naszej części Puszczy. Na pozostałej wyznaczono 120 km kw. rezerwatów, ale choć nie ma prawa wejść do nich ani turysta, ani miejscowy, to Lasy Państwowe uzyskują zgodę na wycinkę. Tylko w 2007 roku wycięto w nich pod pozorem walki z kornikiem 7,5 tysiąca metrów sześciennych drewna.
90 lat zarządzania Puszczą Białowieską przez Lasy Państwowe nie wychodzi jej na dobre. Wystarczy przejechać się drogą Browską. Oddziela rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego od lasów gospodarczych. Po jednej stronie widać prawdziwą puszczę, po drugiej zwykły hodowlany las. Zdjęcia satelitarne nie pozostawiają wątpliwości. Część gospodarcza jest po prostu poszatkowana.
Drogi i śmieci
Rzadkie gatunki ptaków, takie jak dzięcioł białogrzbiety lub trójpalczasty, są głównie tam, gdzie nie dotarł leśnik ze swymi zabiegami pielęgnacyjnymi. Małe kawałeczki naturalnego lasu nie są bezpieczne, nawet gdyby ich nie wycinać. Jeżeli otoczymy je morzem przekształcanego lasu, to zginą i tak. Wkraczają do nich gatunki roślin i zwierząt zupełnie niezwiązane z pierwotną puszczą.
Puszcza otrzymuje ciosy z różnych stron. W przeciągu 10 ostatnich lat udostępniono przynajmniej kilka dróg puszczańskich dla ruchu publicznego. Jedną z nich jest droga Narewkowska, która kieruje strumień samochodów w sam środek Puszczy.
Coraz głośniej mówi się o konieczności poszerzenia drogi łączącej Hajnówkę z Białowieżą. Trwa niekontrolowana zabudowa puszczańskich polan, a to na nich coraz częściej żywią się żubry i to one są głównym terenem łowów orlika krzykliwego, którego Puszcza jest jedną z głównych ostoi w Europie.
Prymitywne wysypisko śmieci znajdujące się tuż przy granicy z rezerwatem ścisłym parku poza śmieciami z gminy Białowieża od niedawna przyjmuje również 150 ton odpadów miesięcznie z 20-tysięcznej Hajnówki.
Miejscowi leśnicy wykonują swoją pracę na pewno dobrze i zgodnie z ustawą o lasach. Tylko założenia ustawy o lasach zupełnie nie pasują do Puszczy Białowieskiej. To nie jest las, w którym należy produkować surowiec i go "hodować" .
Trudno się dziwić, że leśnicy nie chcą trafić do parku narodowego. Zarobki w parkach narodowych są blisko 40 procent niższe niż w Lasach Państwowych. I to chyba jest główny problem. Bo nie prawa ludności miejscowej, która z trudem do niedawna mogła kupić w Lasach opał potrzebny do ogrzania domów. Nadleśnictwa wolały sprzedawać drewno wielkim odbiorcom niż klientom potrzebującym 10 m sześc. Większość drewna wycinanego w Puszczy trafia do odległych zakładów woj. podlaskiego, do Polski i za granicę.
Lasy w puszczy
Resort środowiska zamiast wzmacniać park i próbować zrobić z niego atrakcyjne miejsce pracy, zasłania się wolą samorządów (tak się składa, że w wielu zasiadają przedstawiciele Lasów) albo wymyśla różne dziwaczne twory, które mają zapewnić Puszczy ochronę i nie naruszyć władzy Lasów Państwowych.
W początku lat 90. Puszcza Białowieska miała zostać rezerwatem biosfery. Taki tytuł przysługuje niektórym terenom chronionym na świecie, ale nie wiążą się z nim absolutnie żadne rygory ochronne i nie jest przewidziany polskim prawem. Potem była Leśnym Kompleksem Promocyjnym. Dziś nikt nie pamięta, o co chodziło jego twórcom.
Kilka lat temu pojawiła się koncepcja Lasu Narodowego - miała być to specjalna forma ochrony z własną spec-ustawą. Dwa lata temu powstała przy prezydencie RP komisja, która co prawda wytworzyła projekty ustaw, ale
Lech Kaczyński nie próbował szukać poparcia dla nich w parlamencie, nawet gdy większość tam miał jego brat.
Obecny minister środowiska
Maciej Nowicki zapowiedział, że rozszerzy park narodowy. Ale zamiast tego dyrektor generalny lasów państwowych powołał komisję składającą się głównie z leśników i przedstawicieli resortu. Oficjalnie jeszcze nic nie ustalili, ale z przecieków wiadomo, że zaproponują zmiany kosmetyczne.
Ochrona, jaką otaczamy jedną trzecią ostatniego pierwotnego lasu Europy, jest bardziej niż żenująca. W biedniejszej i niedemokratycznej Białorusi cała Puszcza jest parkiem narodowym. Przez chwilę reżim Łukaszenki prowadził wycinkę, ale szybko jej zaprzestano.
W przyszłym roku z okazji rocznicy polowania króla Jagiełły w 1409 roku po obu stronach granicy ma być obchodzone 600-lecie ochrony Puszczy. Białorusini z tej okazji chcą objąć ścisłą ochroną 750 km kw. swego parku narodowego (czyli obszar większy niż cała polska część Puszczy). My znów będziemy się wstydzić. U nas ścisła ochrona obejmuje około 50 km kw.