http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Jacek Zaremba: Nie warto psuć in vitro

Rozmawiał Sławomir Zagórski
2008-12-19, ostatnia aktualizacja 2008-12-19 14:40

Jeśli posłowi Gowinowi i premierowi Tuskowi starczyło odwagi, żeby powiedzieć A, tzn., że uznajemy prawnie metodę in vitro, to niech tej odwagi starczy, żeby powiedzieć B, tzn., że zgadzamy się na selekcję zarodków - mówi członek komisji Gowina


Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Sławomir Zagórski: Panie profesorze, warto było brać udział w pracach komisji posła Jarosława Gowina przygotowującej regulację in vitro w Polsce? Skutek działań komisji jest opłakany: brak jakiegokolwiek konsensusu, coraz większe obawy przed wprowadzeniem złego prawa.

Prof. Jacek Zaremba*: Zdecydowanie warto. Zawsze uważam, że mimo nawet wielkich różnic poglądów należy rozmawiać. W końcu to nieobecni nie mają racji.

Nie zgadzam się też z panem, że komisja nie doprowadziła do żadnego konsensusu. Otóż wszyscy jej członkowie zgodzili się, by ratyfikować międzynarodową konwencję bioetyczną, a także by w Polsce oficjalnie dopuścić technikę in vitro. Biorąc pod uwagę, że w komisji były osoby reprezentujące Kościół, a ten, jak wiadomo, technice tej jest przeciwny, uważam, że takie wspólne stanowisko komisji Gowina to spory postęp.

Jednocześnie pięciu członków komisji - prof. prof. Ewa Bartnik, Jacek Hołówka, Zbigniew Szawarski, Eleonora Zielińska i pan - opracowało odrębne, własne założenia regulacji in vitro, nie mogąc zgodzić się na te forsowane przez Gowina. Co było największym przedmiotem sporu?

- Możliwość wytwarzania zarodków nadliczbowych, a także szczególna odmiana badań prenatalnych, czyli tzw. diagnostyka preimplantacyjna.

Dlaczego tak bardzo zależy państwu na zarodkach nadliczbowych?

- Bo to po prostu integralna część procedury in vitro. W różnych krajach procedura ta ma nieco odmienny przebieg, ale lekarze wszędzie zgadzają się co do jednego - zarodki nadliczbowe muszą być wytwarzane, co wcale nie znaczy, że muszą być niszczone.

Dla posła Gowina i ludzi podobnie myślących zamrażanie embrionów jest równoznaczne ze skazywaniem ich na śmierć, tymczasem to nieprawda. Specjaliści oceniają, że na świecie żyje dziś ok. 3,5 mln dzieci urodzonych dzięki in vitro. Od kilkunastu do 20 procent z nich, a więc blisko 700 tys., to dzieci z zamrożonych i rozmrożonych embrionów. Powtórzmy - 700 tys. dzieci! Czy te osoby należy traktować jako inne? Gorsze? A może nie powinno się ich chrzcić?

Pan profesor od lat zajmuje się badaniami prenatalnymi. Trafiają do pana kobiety po in vitro?

- Tak, regularnie. Miesięcznie wykonujemy dziś ok. 100 takich badań i zwykle jedna, dwie pacjentki są po in vitro. Dlaczego tak bardzo upieram się co do mrożenia zarodków? Bo wiem, że dzięki mrożeniu i dzięki naszym badaniom rodzą się zdrowe dzieci.

Opiekowaliśmy się pewną pacjentką już pod czterdziestkę, która zaszła w ciążę dzięki in vitro. Zrobiła u nas badanie, uspokoiła się, że płód jest zdrowy, urodziła chłopczyka. Po pewnym czasie trafiła do nas ponownie. Lekarze wszczepili jej dwa rozmrożone embriony. Oba przyjęły się i oba - na szczęście - znów okazały się zdrowe. Proszę sobie wyobrazić, że ta sama pacjentka na koniec zaszła naturalnie w ciążę, znów zrobiła sobie u nas badanie, znów wszystko było dobrze i ostatecznie ta pani ma czwórkę zdrowych dzieci, w tym dwoje z "zamrażarki".

Jeśli przejdzie propozycja pana Gowina, te dzieci by się nie narodziły.

Zdaniem pana posła Gowina każdy zarodek - zdrowy czy chory - zasługuje na takie samo traktowanie. Niedopuszczalna jest w związku z tym jakakolwiek selekcja zarodków. Pan się z takim poglądem nie zgadza.

- Nie, ponieważ bez tworzenia zarodków nadliczbowych i ich selekcji metoda in vitro byłaby po prostu zupełnie nieefektywna.

Nie zajmuję się sam in vitro, ale - jak wspomniałem - trafiają do mnie pacjentki, które poddały się tej procedurze i które u nas sprawdzają, czy rozwijający się płód jest zdrowy. I wtedy - zgodnie z polskim prawem - jeżeli badanie wykaże jakąś poważną nieprawidłowość, kobieta ma prawo zadecydować, czy chce donosić taką ciążę, czy ją przerwać. Tak więc w Polsce selekcja jest dopuszczalna prawnie, dlaczego więc teraz przy regulowaniu in vitro mamy odgórnie zakazać diagnostyki preimplantacyjnej? To dla mnie absurd.

Proszę opowiedzieć o tej diagnostyce.

- Ta metoda dopiero w Polsce raczkuje. Prowadzona jest w jednym ośrodku w kraju i z materiałów, które do mnie dotarły, mogę wnosić, że to, co dotychczas się tam robi, jest profesjonalne i prawidłowo wykonywane. Uważam, że tej metody nie można zakazywać.

Opiekowaliśmy się też jedną pacjentką, która z powodu obciążeń genetycznych w rodzinie zdecydowała się na in vitro. Gdańscy lekarze uzyskali siedem zarodków. Pięć z nich było chorych, dwa były zdrowe. Oba zdrowe zarodki wszczepiono pacjentce do macicy. Kilkanaście tygodni później pacjentka ta trafiła do nas na inwazyjne badanie prenatalne rozwijających się płodów. Wynik był pozytywny. Urodziło się dwoje zdrowych dzieci. I znów - jeśli przyjmiemy propozycję Gowina - albo doprowadzimy do narodzin ciężko chorych dzieci, albo sprawimy, iż żadne z nich w ogóle nie przyjdzie na świat.

Czeka nas raczej to drugie, bo poseł chce uniemożliwić dostęp do in vitro obciążonym genetycznie parom.

- No cóż. Być może posłowi łatwiej proponować jest takie rozwiązania, bo dla niego, podobnie zresztą jak dla większości członków komisji, wady genetyczne i badania prenatalne to czysta abstrakcja. Tymczasem ja na co dzień rozmawiam z ciężko doświadczonymi ludźmi, widzę ogrom ich cierpienia, a także niesłychaną motywację do urodzenia zdrowych dzieci.

Uważam, że jeśli posłowi Gowinowi i premierowi Tuskowi starczyło odwagi, żeby powiedzieć A, tzn., że uznajemy prawnie metodę in vitro (i chwała całej komisji za to!), to niech tej odwagi starczy, żeby powiedzieć B, tzn. że zgadzamy się na selekcję zarodków.

Gdybyśmy posiadali umiejętność naprawienia poważnych defektów genetycznych u embrionów, naturalnie byłoby lepiej. Może kiedyś będzie to możliwe, dziś niestety nie. Póki tego nie potrafimy, nie odbierajmy kobiecie czy małżeństwu prawa do zadecydowania, czy życzy zarodka zdrowego, czy chorego. Moim zdaniem nikt poza bezpośrednio zainteresowanymi nie powinien mieć prawa podejmowania takiej decyzji. Tak samo jak nikt dziś w Polsce nie każe kobiecie robić badań prenatalnych czy usuwać płodu, jeśli jest dotknięty ciężką chorobą. Kobieta po prostu ma takie prawo i taką możliwość.

Diagnostyka preimplantacyjna powinna dotyczyć ciąż bardzo wysokiego ryzyka - rzędu 50 albo 25 procent. To dotyczy naprawdę szczególnych przypadków. Natomiast jej odgórne zakazywanie i nazywanie tej metody eugeniką budzi mój ostry sprzeciw.

Propozycja Gowina traktuje kobietę przedmiotowo. Ona się tu w ogóle nie liczy.

Podczas posiedzeń komisji rzadko zabierałem głos. Ale kiedyś nie wytrzymałem: "Cały czas słyszę, że >>dziecko, dziecko, dla dobra dziecka<<, ale przecież jeszcze wchodzi w rachubę dobro rodziców!".

Słuchając wypowiedzi niektórych członków komisji, odnosiłem wrażenie, że dla nich nosząca płód kobieta jest czymś w rodzaju cieplarki.

Jak zakończy się regulowanie in vitro w Polsce?

- Jestem optymistą. Dobrze, że powstała komisja. Dobrze, że na ten temat rozmawiamy. Uważam, że powinniśmy wzorem wielu europejskich krajów poddać in vitro publicznej debacie. Liczę też bardzo na pana premiera, do którego dziś specjalnie zwracamy się z prośbą o osobistą opiekę nad tym zagadnieniem.

*Prof. Jacek Zaremba jest genetykiem, wiceprzewodniczącym Wydziału Nauk Medycznych PAN. Przez pięć lat pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Bioetycznego UNESCO.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne