http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Jak Gowin chciał ochrzcić in vitro

Katarzyna Wiśniewska
2008-12-18, ostatnia aktualizacja 2008-12-18 15:32

Jarosław Gowin zamierzał stworzyć taką ustawę, która spodobałaby się jednocześnie Kościołowi, rządowi i pomogła bezpłodnym parom. Nie spodobała się nikomu

Jarosław Gowin
Fot./ AG
Jarosław Gowin
- To pałka, którą środowiska Radia Maryja będą mnie bić po głowie - tak Jarosław Gowin skomentował opublikowanie przez Watykan instrukcji "Dignitatis personae", definitywnie potępiającej in vitro.

Gdy w Episkopacie zaprezentowano polską edycję dokumentu, nabrał otuchy. - Między wierszami odnalazłem [w słowach biskupów] akceptację dla działań, którym patronuję - stwierdził w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

Szef rządowego zespołu bioetycznego musiał bardzo głęboko wejść między owe wiersze i na dodatek zgubić drogę, skoro to, co między nimi znalazł, już pałką nie było. W siedzibie Episkopatu kilku biskupów i katolickich etyków zgodnym chórem stwierdziło: in vitro NIE - nigdy, dla nikogo, bez żadnych wyjątków.

Wypowiedź dla "Rzeczpospolitej" mogłaby być lejtmotywem politycznej działalności Jarosława Gowina od momentu, w którym podjął się przygotowania ustawy bioetycznej, m.in. uregulowania prawnego zabiegów in vitro.

Od początku intensywnie dążył do tego, by Episkopat spojrzał łaskawym okiem na jego projekt. Wierzę, że nie robił tego z wyrachowania. Widzę w tym raczej gorliwość katolickiego intelektualisty, byłego redaktora naczelnego krakowskiego "Znaku", by "wychować" biskupów i zaszczepić w nich choć odrobinę Kościoła otwartego, którego ideały w latach 90. promował. Pewną otwartość na in vitro deklarowali już niektórzy reprezentanci takiego nurtu w Kościele, chociażby Anna Karoń-Ostrowska, filozofka i publicystka.

Przy okazji Gowin chciał dać przykład wzorowych (w jego mniemaniu) relacji Kościół-państwo, kiedy to delikatne moralnie sprawy są rozstrzygane przez polityków z poparciem duchowieństwa, a przynajmniej bez płomiennych listów protestacyjnych Episkopatu.

Musiał być wielkim optymistą, skoro myślał, że uda się to z in vitro. Już po pierwszych zapowiedziach minister zdrowia Ewy Kopacz, że rząd rozważa refundację zabiegów sztucznego zapłodnienia, parlamentarzyści otrzymali niezwykle ostry list rady biskupów ds. rodziny, w którym in vitro nazwano niegodziwością i "rodzajem wyrafinowanej aborcji", a dzieci urodzone tą metodą naznaczono piętnem żyjących "kosztem swoich braci i sióstr" (czyli zamrożonych zarodków niewszczepionych kobiecie).

Nawet Gowinowi trudno byłoby w tym liście znaleźć "poparcie między wierszami". Dlatego postanowił zmiękczyć Kościół niefortunną zapowiedzią, że in vitro będzie dostępne tylko dla małżeństw. Niestety, listu z błogosławieństwem dla in vitro się nie doczekał.

Ale nadal przekonywał biskupów, że in vitro należy się zajmować, choćby ze względów moralnych.

Być może dlatego w wywiadach (między innymi dla Katolickiej Agencji Informacyjnej) szeroko opowiadał o okropieństwach, jakie wyrabia się w Polsce z embrionami, które to on otoczy troskliwą opieką w nowej ustawie.

Gowin uważał, że jego stanowisko w dyskusji o in vitro jest w centrum, pomiędzy "pałkarzami" od Rydzyka a liberałami z "Gazety Wyborczej". I - chciał zapewne widzieć w tym centrum, obok siebie, biskupów.

Utwierdzała go w tym przekonaniu "Rzeczpospolita", która relacji o sprzeciwie Kościoła wobec in vitro wyrażonym na piątkowej konferencji w Episkopacie nadała sugerujący tytuł: "Biskupi wsparli posła Jarosława Gowina". Powodem była deklaracja sekretarza Episkopatu bp. Stanisława Budzika, że "kwestie bioetyczne wymagają uporządkowania pod względem prawnym".

W obronie "zdezorientowanych katolików" stanął radiomaryjny "Nasz Dziennik". W sobotę oskarżył "Rzeczpospolitą" o kłamstwo, relacjonując, co faktycznie powiedzieli biskupi. I tu akurat radiomaryjne pismo nie mijało się z prawdą.

Poglądy Gowina, katolickiego intelektualisty, na tle konserwatywnego polskiego Kościoła, i owszem, bywają godne uwagi. Ale to nie jest najważniejsze w pracach nad ustawą.

Ta ustawa nie musi podobać się biskupom, powinna za to bezwzględnie pomóc bezpłodnym kobietom (nie tylko katoliczkom!) w urodzeniu upragnionego dziecka.

Gowin, usiłując dogodzić wszystkim, nikomu nie dogodził, lecz - co gorsza - zaszkodził. Warunki, jakimi chce obwarować zabiegi in vitro, są od strony medycznej bardzo wątpliwe, co wielokrotnie udowadniali na łamach "Gazety Wyborczej " Sławomir Zagórski i Ewa Siedlecka.

Na dodatek nie znalazł aprobaty w swojej partii. Od projektu odcina się teraz wicepremier Grzegorz Schetyna, który podobnie jak wielu posłów PO (Gowina krytykowano we wtorek na posiedzeniu klubu PO) uważa, że do in vitro powinny mieć prawo także konkubinaty. Ostateczną wersję projektu ustawy przygotuje już klubowy zespół.

Kościół bynajmniej nie złagodził swojego stanowiska - i dotyczy to nie środowiska spod znaku "Naszego Dziennika", który we wtorek po raz kolejny przypuścił zmasowany atak na Gowina.

Zgodnie z "Dignitatis personae" kwestia dodatkowych zarodków nie jest jedynym problemem: "Kościół uważa za etycznie nie do przyjęcia oddzielanie prokreacji od całkowicie osobistego aktu małżeńskiego: przekazywanie ludzkiego życia jest aktem osobistym mężczyzny i kobiety jako pary, niedopuszczającym żadnego rodzaju zastępczego działania" - czytamy.

Roma locuta, causa finita. Oczekiwana przez zachodnich komentatorów życia Kościoła odwilż nie nadeszła - szkoda, ale to temat na osobną dyskusję. Benedykt XVI, jak zauważa watykanista Marco Politi, raczej w sprawach moralnych przykręca śrubę, co odbija się na Kościołach lokalnych.

Wśród polskich biskupów Gowin znalazł zrozumienie jedynie u abp. Józefa Życińskiego: „Na miejsce warunków, w których można omijać wszelkie przepisy, bo brakuje regulacji prawnej, poseł Gowin proponuje rozwiązania, które będą wyrazem troski o obronę życia” - uznał kilka dni temu lubelski metropolita („Nasz Dziennik” natychmiast go zbeształ). Pozostali hierarchowie zamiast wychwalać Gowina za jego troskę dla zarodków, prześcigają się teraz w wymyślnych kalumniach. Na ostatnim zebraniu Episkopatu w Częstochowie abp Józef Michalik refundację in vitro nazwał „opłacaniem zabójstwa”, abp Henryk Hoser napomknął o „moralnej schizofrenii”. Episkopat potwierdził twardy sprzeciw wobec in vitro w liście, który będzie czytany we wszystkich kościołach w Niedzielę Świętej Rodziny 28 grudnia: „W żadnym wypadku nie jest moralnie dozwolone uciekać się do zapłodnienia in vitro. Bóg i tylko Bóg jest Panem życia. Dzieci są Jego darem, a nie jednym z dóbr konsumpcyjnych. Nie istnieje »prawo do dziecka «. Nie jest to opinia - jak czasami usiłuje się sugerować - Episkopatu Polski, ale zwyczajne nauczanie Kościoła katolickiego, dawno już wyłożone w oficjalnych dokumentach” - napisali biskupi.

Jarosław Gowin chciał ochrzcić in vitro. Czy już zauważył, że mu nie wyszło?

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne