Aresztowany we wrześniu 1940 r., Bartoszewski w jednym z pierwszych transportów trafił do świeżo utworzonego obozu w Oświęcimiu. Jako więzień nr 4427 przeżył w Auschwitz ponad pół roku. Zwolniony dzięki usilnym staraniom rodziny i przyjaciół, wrócił do konspiracji - najpierw w akcji pomocy Żydom, potem w Wydziale Informacji BIP Komendy Głównej AK.
Jesienią 1942 r. trafił do komórki więziennej Delegatury Rządu - jako zastępca jej kierownika opracowywał meldunki i raporty o hitlerowskim terrorze. Gdy w styczniu 1944 r. gestapo aresztowało rodzinę Czackich i słuchających w ich mieszkaniu wykładu konspiracyjnych studentów, wraz z innymi żołnierzami AK włamał się tam i usunął ze skrytki klucz do szyfrów. Miesiąc później gestapo wykryło konspiracyjną drukarnię na Saskiej Kępie. Jej szef, znajomy Bartoszewskiego, zginął w walce. Próby wykupienia zwłok zakończyły się niepowodzeniem; Bartoszewski zorganizował nielegalną ekshumację w biały dzień i powtórny pogrzeb poległego kolegi.
"Warszawski pierścień śmierci"
Władysław Bartoszewski złożył w wydawnictwie w roku 1966. Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk przez rok wstrzymywał druk. Cóż mogło razić komunistyczną cenzurę w monografii hitlerowskich represji wobec ludności cywilnej Warszawy? Paradoksalnie, mimo nieustannego eksploatowania martyrologii Polaków pod niemiecką okupacją przez oficjalną propagandę systematyczne badania tej kwestii były w powijakach.
Bartoszewski ustalił w swej pracy, że hitlerowcy przeprowadzili niemal dwa razy więcej masowych egzekucji, niż podawano w polskich publikacjach, ale także dowiódł, iż liczba ofiar była znacznie niższa od podawanej oficjalnie przez gomułkowskie władze.
Nie to jednak było w oczach oficjalnej propagandy największą wadą "Pierścienia". W opowieść o łapankach, wywózkach, egzekucjach autor wplótł mnóstwo informacji o polskim podziemiu i jego akcjach zbrojnych. Podziemiu całkowicie zdominowanym przez organizacje lojalne wobec legalnych władz w Londynie.
Zwieńczeniem studiów Bartoszewskiego nad codziennym życiem i walką okupowanej Warszawy jest "1859 dni...". Starania o wydanie tej niezwykłej kroniki trwały niemal dziesięć lat. Dopiero zmiana ekipy władzy na gierkowską umożliwiła jej opublikowanie.
Dziś ukazują się kolejne wydania obu tych książek - po raz pierwszy bez cenzury. Ich polityczne znaczenie przeszło do historii. Nadal są świadectwem doświadczenia Polaków i niezwykłą rekonstrukcją czasu okupacji. Trudno bez poruszenia czytać w "Pierścieniu" powściągliwe opisy ulicznych egzekucji, po których obserwujący je bez słowa warszawiacy zanurzają chusteczki w płynącej jezdnią krwi ofiar.
"1859 dni..." dają ogrom nieznanych, czasem na pozór mało istotnych, czasem zaskakujących faktów: a to, że pierwszy mróz pierwszej okupacyjnej zimy ścisnął 13 grudnia, że miesiąc później, w pierwszym dniu wycofywania przez Niemców przedwojennych banknotów złotowych, chłopi sprzedawali żywność wyłącznie za bilon, że w czerwcu 1940 r. warszawskie Wodociągi oddały do użytku nowo wybudowane kanały na Mokotowie, na Żoliborzu i na Ochocie, czy wreszcie informację o strajku w grudniu 1940 r. warszawskich tramwajarzy domagających się podwyżki płac, strajku, po którym, ratując życie robotniczych delegatów i polskiej dyrekcji, oddał się w ręce gestapo działacz PPS Karol Bem.
Obie książki Władysława Bartoszewskiego są nie tylko klasycznymi dziełami historycznymi, ale i lekturą obowiązkową dla każdego zainteresowanego historią najnowszą.
"Warszawski pierścień śmierci 1939-1944", Świat Książki, Warszawa 2008; "1859 dni Warszawy", wydawnictwo Znak, Kraków 2008