http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Głowiński: Język polski - niepożądany

Prof. Michał Głowiński
2008-12-11, ostatnia aktualizacja 2008-12-10 17:27

Kiedy czyta się wyprodukowany przez ciała doradcze Ministerstwa Nauki dokument "Karta oceny jednostki naukowej nauk humanistycznych i społecznych", nasuwa się momentalnie refleksja: jego autorzy nie orientują się w tym, czym są nauki humanistyczne i jaka jest ich społeczna rola, nie zdają sobie sprawy z tego, na czym polegają ich swoistości

Michał Głowiński
Fot. Igor Morye / AG
Michał Głowiński
"Karta" będzie podstawą finansowania wszystkich instytucji naukowych zajmujących się naukami humanistycznymi, a to znaczy, że skazuje się je na nędzę, by nie powiedzieć wegetację. W tym wypadku ocena równa się wycenie.

W jakiejś mierze ten osobliwy produkt jest odbiciem tego, co jest właściwe naukom przyrodniczym. Nie ulega wątpliwości, że w tej dziedzinie muszą obowiązywać kryteria międzynarodowe i łatwo je wskazać, jest oczywiste, że wyniki badań winny być ogólnie dostępne w świecie, czyli - w praktyce - ogłoszone po angielsku.

To rzecz jasna piękne i wspaniałe, gdy jakieś dzieło z zakresu nauk humanistycznych zdobywa taką pozycję, zdarza się to jednak niezmiernie rzadko i nie może stanowić kryterium oceny. Czy to się komuś podoba, czy nie, nauki humanistyczne związane są bezpośrednio z daną kulturą, w tym przede wszystkim z danym językiem. Jedynym wyjątkiem są prace o charakterze ogólnie metodologicznym bądź teoretycznym, ale i one zdarzają się rzadko i nie mogą stanowić wzorca. W nauce polskiej przykładem sukcesu międzynarodowego są pisane po niemiecku dzieła Romana Ingardena, ale i one w kraju zaczęły szeroko oddziaływać dopiero wtedy, gdy zostały przełożone na polski. Czy mamy wielu uczonych klasy tego filozofa?

W ogromnej liczbie przypadków zresztą nie ma żadnej potrzeby, by pisać książki i rozprawy w językach obcych, zwanych niegdyś kongresowymi, bo dotyczą one spraw polskich. Myślę o pracach z zakresu polonistycznego językoznawstwa, o pracach dotyczących rodzimej historii, o rozprawach zajmujących się folklorem czy wreszcie - a to ze względu na uprawiany zawód jest dla mnie najważniejsze - historią literatury polskiej.

Jeśli te sprawy interesują uczonego angielskiego, francuskiego czy należącego do wszelkiej innej nacji, to może on je przeczytać w oryginale, niewątpliwie zna polski. Powiem więcej, dla cudzoziemskiego badacza spraw polskich, niezależnie od dyscypliny, jaką reprezentuje, opublikowanie pracy w polskim czasopiśmie naukowym bądź książki w polskim wydawnictwie jest wydarzeniem wagi najwyższej, przejawem wielkiego sukcesu naukowego.

Dla historyka literatury polskiej pracującego na uniwersytecie amerykańskim bądź zachodnioeuropejskim nie ma bardziej światowych czasopism niż na przykład "Pamiętnik Literacki" czy "Teksty Drugie". Centrum badań nad sprawami polskimi znajduje się bowiem nie nad Sekwaną, nie nad Tamizą, nawet nie nad Missisipi, ale nad Wisłą.

Główną cechą owej nieszczęsnej "Karty ocen", której zapisy mają decydować o materialnej egzystencji wielu nauk humanistycznych, jest trudno zrozumiałe pomniejszanie języka polskiego. Mamy do czynienia z osobliwym wpychaniem polszczyzny w gorszość, jest ona traktowana jak język niepożądany.

Wyżej punktowane są prace neofilologiczne, pisane w języku obcym, niż prace dotyczące spraw polskich napisane po polsku. Jest to tym bardziej dziwne, iż nie jest tajemnicą, że nauki neofilologiczne (zwłaszcza w sferze nauki o literaturze) przeżywają w Polsce kryzys, a wydziały neofilologiczne na niektórych uniwersytetach przemieniają się w szkoły języków obcych. Wtórność i epigonizm są - jak się okazuje - wyżej oceniane od prac wybitnych historyków, etnografów, filologów, którzy mają tego pecha, że zajmują się tym, co rodzime.

Przejawem tego, że autorzy "Karty ocen" niezbyt dobrze orientują się w swoistościach nauk humanistycznych, jest to, że całkowicie nie uwzględniają ich roli kulturotwórczej. Obieg prac z zakresu humanistyki, zwłaszcza jeśli dotyczą spraw dla społeczeństwa ważnych, nie ogranicza się z reguły do kręgu profesjonalistów, jest znacznie szerszy. One bezpośrednio uczestniczą w życiu kulturalnym, są jednym z czynników formujących świadomość społeczną. Ale żeby tę niezmiernie ważną funkcję spełniać, muszą być powszechnie dostępne i formułowane w tym języku, w którym się na co dzień myśli o kwestiach żywotnych dla danej społeczności.

Dam taki przykład. Od wielu lat szeroko oddziaływają książki Marii Janion. Czy grałyby taką rolę, gdyby pisane były w języku angielskim? Pytanie jest oczywiście retoryczne, nawet jeśli się zważy, że liczba Polaków czytających po angielsku jest spora i stale wzrasta (zwłaszcza w młodym pokoleniu).

Na jeszcze jeden wzgląd należy zwrócić uwagę. Prace z zakresu nauk humanistycznych muszą być dobrze napisane. Są czymś innym niż tylko referatem osiągniętych wyników, są dyskursem, na swój sposób podobnym do utworu literackiego. Uczeni, którzy umieją dobrze pisać, czyli w sposób oryginalny operować językiem, mają zdecydowanie większą szansę zaistnienia w odbiorze społecznym niż ci, którzy tej sztuki nie posiedli.

A prace pisane angielszczyzną wprawdzie gramatycznie poprawną, ale toporną i ubogą, chciałoby się powiedzieć: nadwiślańską, po prostu nie mają żadnych szans na świecie. Trzeba oczywiście dbać o to, by polskie prace, które na to zasługują, dostępne były czytelnikom nieposiadającym naszego języka.

Ale za pomocą procedur, które wynikają z "Karty ocen", niczego się nie osiągnie, trzeba zadbać o przekłady sporządzane przez kompetentnych tłumaczy i o odpowiednią dystrybucję polskich dzieł naukowych w Europie i Ameryce. Zresztą, jeśli coś interesuje ludzi na szerokim świecie, z tłumaczeniami prac z polskiego nie będzie szczególnych kłopotów. Twórczość Gombrowicza budzi dość szeroki odzew pod rozmaitymi szerokościami geograficznymi; o ile wiem, polskie prace o jego twórczości bywają przekładane na różne języki.

Przepisy zawarte w "Karcie ocen" uważam za niesprawiedliwe, oparte na niewłaściwych podstawach, po prostu niemądre. Jestem przekonany, że przyniosą fatalne konsekwencje.

Choć cieszyć się należy, że ich autorzy nie poszli na całość, nie orzekli bowiem, że wyżej oceniane powinny być te prace, które analizują na przykład "Treny" Kochanowskiego czy "Pana Tadeusza" na podstawie ich wersji angielskich (wiadomo, że zostały przełożone). Może wtedy dopiero humanistyka w Polsce miałaby kolosalną przyszłość!

*Michał Głowiński, teoretyk literatury, pisarz, profesor w Instytucie Badań Literackich PAN, autor licznych prac poświęconych zjawisku nowomowy w systemie komunistycznym

********

Co i jak karta ocenia

Wzburzenie polonistów wywołał następujący fragment projektu "Karty oceny jednostki naukowej nauk humanistycznych i społecznych" (jest to załącznik do rozporządzenia ministra nauki z 17.10.2007 r. w sprawie kryteriów i trybu przyznawania oraz rozliczania środków finansowych na działalność statutową)

Monografie naukowe: •  Autorstwo monografii opublikowanej przez wydawcę ogólnoświatowego i kluczowego dla danej dyscypliny - 60 pkt; •  autorstwo monografii w języku kongresowym lub w przypadku nauk filologicznych i historycznych w języku właściwym dla danej dyscypliny, z wyjątkiem języka polskiego - 24 pkt; •  autorstwo monografii w języku polskim - 12 pkt

Projekt opracowała kilkuosobowa komisja wybitnych humanistów w ramach Komitetu Polityki Naukowej i Naukowo-Technicznej Rady Nauki, organu doradczego Ministerstwa Nauki. Komitet otrzymany projekt zmodyfikował i rozesłał do konsultacji. Członkowie komisji utrzymują, iż ta wersja projektu różni się zasadniczo od tego, co oni wypracowali. Ten spór powinno przeciąć ministerstwo.

Co na to ministerstwo

Na pytanie "Gazety" rzecznik prasowy resortu odpowiedział, że to tylko projekt, a nie oficjalne stanowisko resortu, i zapewnił, że "wszelkie koncepcje opracowywane są w najlepszej wierze i najwyższym szacunku do języka narodowego". Oraz, że "prowadzone przez ministerstwo konsultacje mają na celu zoptymalizowanie oceny dorobku naukowego, a nie dyskryminowanie którejkolwiek z dziedzin naukowych."



Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne