http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ukraina na rozdrożu a polityka polska

Paweł Zalewski*
2008-12-10, ostatnia aktualizacja 2008-12-09 16:03

Niezdolność Ukrainy do przeprowadzenia reform podważa bezwarunkowy kredyt zaufania udzielany przez Polskę i Unię Europejską poszczególnym ośrodkom władzy w Kijowie. Trzeba wziąć natomiast pod uwagę stabilizującą rolę oligarchów

Paweł Zalewski
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Paweł Zalewski
ZOBACZ TAKŻE


Po latach konsensusu polska polityka wschodnia ponownie stała się przedmiotem sporu koncepcji. Prezydent z opozycją oskarżają rząd o patrzenie na Kijów przez pryzmat relacji z Moskwą. Z kolei Platforma Obywatelska i MSZ zarzucają opozycji brak profesjonalizmu.

Żadna ze stron nie zadała jednak kluczowych pytań dotyczących kierunku i charakteru przemian na Ukrainie po pomarańczowej rewolucji. Brak też refleksji nad skutecznością naszej polityki.

A zrozumienie sytuacji i genezy długotrwałego kryzysu politycznego u naszego wschodniego sąsiada jest dziś ważniejsze niż bezrefleksyjne nawoływanie do aktywności na kierunku wschodnim. Nastał moment, w którym należy dokonać przeglądu polityki wobec Kijowa i warunków jej uprawiania tworzonych przez samą Ukrainę.

Przede wszystkim należy odpowiedzieć na pytanie, na ile same władze Ukrainy, pogrążone w wyniszczającej wojnie, zainteresowane są reformami i przejmowaniem europejskich standardów funkcjonowania państwa i gospodarki. Zamiast prowadzić Ukrainę do członkostwa w Unii Europejskiej i NATO, mamy do czynienia z sytuacją, w której politycy oskarżają się o zaprzedawanie Rosji interesów narodowych.

W konsekwencji, w jakim stopniu Polska może być partnerem głównych sił politycznych w Kijowie na ich drodze do struktur zachodnich.

Dlaczego jednocześnie, mimo ciągłego kryzysu politycznego, aż do momentu załamania się światowych finansów, gospodarka ukraińska rozwijała się w imponującym tempie? Tylko pogłębiona analiza procesów zachodzących na Ukrainie może prowadzić do racjonalnej i skutecznej polityki polskiej wspierającej Ukrainę.

Niezbędny przy tym brak emocji jest szczególnie trudny, bowiem czołowi politycy polscy zaangażowali się osobiście w wydarzenia na Majdanie i - co ważniejsze - wspierając pomarańczowych odnieśli sukces. Okazał się on, niestety, krótkotrwały.

Pomarańczowa porażka

Sojusz Wiktora Juszczenki i Julii Tymoszenko rozpadł się wkrótce po wyborach prezydenckich. Na skutek rozłamu do pierwszoplanowej polityki powrócił Wiktor Janukowycz. Jego Partia Regionów jest dziś w Radzie Najwyższej arbitrem w sporach między pomarańczowymi i ma realną szansę wygrać najbliższe wybory parlamentarne. On sam zaś jest jednym z faworytów przyszłorocznych wyborów prezydenckich.

Nie powiódł się również głoszony przez pomarańczowych ambitny program reform. Kryzys na Zachodzie dotkliwie dotknął sektor finansowy i kluczowe gałęzie gospodarki ukraińskiej. Nieprzemijającym zwycięstwem pozostaje natomiast to, iż to naród ukraiński w wyborach powszechnych, a nie wąski układ władzy, decyduje o tym, kto będzie rządził.

Aby zrozumieć rozwój sytuacji w tym kraju, trzeba zacząć od początku, to jest od pomarańczowej rewolucji. Dla Polaków i opinii światowej była ona zmaganiem demokratów i obrońców praw człowieka ze zwolennikami władzy autorytarnej w kremlowskim stylu. Jej wynik miał decydować o prozachodnim albo prorosyjskim kierunku rozwoju kraju.

Tak też do pomarańczowej rewolucji podchodziło wielu Ukraińców. Jednak z perspektywy czasu widać coraz wyraźniej, iż głównym celem stron konfliktu było zdobycie władzy po Leonidzie Kuczmie, bez naruszenia reguł działania zarówno w polityce, jak i biznesie. Reguły te ustalone zostały przez lata rządów, w których obok Janukowycza uczestniczyli także liderzy pomarańczowych.

Juszczenko i Tymoszenko do wielkiej polityki weszli na długo przed 2004 r. Wiktor Juszczenko, były premier i szef Centralnego Banku Ukrainy, oraz Julia Tymoszenko, była szefowa Zjednoczonych Systemów Energetycznych Ukrainy, a następnie wicepremier ds. energetyki, są częścią ukształtowanej po 1991 r. elity Ukrainy, niosąc ze sobą cały jej bagaż doświadczeń i polityczno-biznesowych uwikłań.

Ich błyskotliwym karierom towarzyszyły niewyjaśnione dotychczas zarzuty dotyczące sposobów szybkiego wzbogacenia się. Przed pomarańczową rewolucją mieli za sobą okres współpracy w rządzie w latach 2000-01, a następnie rywalizacji w wyborach 2002 roku, do których poszli na czele odrębnych bloków. Sojusz, który ponownie zawarli w 2004 roku, miał charakter taktyczno-sytuacyjny. Celem każdego z nich było przewodzenie obozowi reformatorów, po zwycięstwie nad tandemem Kuczma - Janukowycz. Dlatego też nie powinno dziwić, iż po wyborach prezydenckich ponownie przeszli do rywalizacji między sobą, pozostawiając naprawę państwa na później.

Ukształtowani w kulturze politycznej Ukrainy lat 90. weszli też, niejako naturalnie, w niejasny system powiązań z oligarchicznym biznesem wspierającym ugrupowania polityczne.

Rywalizacja w obozie pomarańczowych doprowadziła do spektakularnej zmiany sojuszy po wyborach w 2006 roku i powierzenia liderowi Partii Regionów teki premiera przez Wiktora Juszczenkę.

Politycy niebieskich (czyli Partii Regionów), choć sprzeciwiają się wprowadzeniu Ukrainy do NATO, prowadzili politykę zbliżenia z Unią Europejską. Nie eksponowali też zanadto wątków prorosyjskich, o które w trakcie pomarańczowej rewolucji byli oskarżani.

Stało się tak m.in. dlatego, iż stojące za nimi kręgi oligarchiczne z Renatem Achmetowem na czele uznały, że bliższe ekonomiczne związki z Zachodem są korzystne dla rozwoju ich interesów. Tworzy to realną podstawę uzyskania poparcia niebieskich dla programu proeuropejskiego w przypadku ponownego ich dojścia do władzy.

Przedterminowe wybory w 2007 r., do których doszło na skutek niedotrzymywania ustaleń tzw. uniwersału jedności narodowej pomiędzy Janukowyczem a Juszczenką, nie doprowadziły do uzyskania zdecydowanej przewagi przez żadną ze stron. Jednak z okresu wyniszczających walk Janukowycz i Tymoszenko wyszli wzmocnieni, autorytet i poparcie dla prezydenta uległo zaś daleko idącej erozji.

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':