http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Spór o skok Chrostowskiego

Bogdan Rymanowski, Ewa Milewicz
2008-11-27, ostatnia aktualizacja 2008-11-26 16:55

Polemika wokół programu TVN24 o Waldemarze Chrostowskim, kierowcy ks. Popiełuszki

Kierowca ks. Popiełuszki Waldemar Chrostowski i jego adwokat Jacek Trela
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Kierowca ks. Popiełuszki Waldemar Chrostowski i jego adwokat Jacek Trela
3 listopada wieczorny "Magazyn 24 godziny" Bogdana Rymanowskiego (TVN 24) zajął się Waldemarem Chrostowskim, kierowcą i przyjacielem księdza Jerzego Popiełuszki. Chrostowski jechał z księdzem w 1984 r., w dniu jego porwania przez funkcjonariuszy SB. Wyskoczył z auta porywaczy. Rozpoznał potem sprawców i zeznawał przeciw nim w procesie toruńskim.

W programie Rymanowskiego podważano tę wersję historii. Osoby tam się wypowiadające twierdziły, że takiego skoku z auta nie sposób przeżyć bez poważnych obrażeń. W tej wersji historii Chrostowski byłby agentem współpracującym z porywaczami.

W "Gazecie" z 5 listopada dziennikarka "Gazety" Ewa Milewicz polemizowała z tezami programu Rymanowskiego. Dziś odpowiedź Rymanowskiego i jeszcze raz Milewicz.

Bogdan Rymanowski, TVN 24, do Ewy Milewicz

Jak można oglądać program telewizyjny i nic nie zrozumieć, dobrze pokazał artykuł Ewy Milewicz „Skok na Chrostowskiego". Autorka tak opisuje sprawę kierowcy księdza Jerzego Popiełuszki: „Bohater? Znękany człowiek targany wyrzutami sumienia, że nie zdołał uchronić księdza? Nie, w Polsce to człowiek, który musi się bronić przed sądem przed sugestiami, że współpracował z SB przy rozpracowywaniu księdza. W poniedziałek wygrał proces z »Wprost «. Tygodnik napisał w 2005 r., że Waldemar Chrostowski »mógł być agentem SB o pseudonimie Desperat «. /.../ Jak można pognębić takiego człowieka, dobrze pokazał poniedziałkowy »Magazyn 24 godziny « w TVN 24".

Każdy kieruje się w życiu pewnymi zasadami. Także dziennikarz. Moją zasadą jest to, że nikogo w swoich programach nie pognębiam. Ale to nie znaczy, że w celu dojścia do prawdy nie mam prawa zadawać pytań. Niestety, Ewa Milewicz, krytykując mój program takiego prawa mi (a pośrednio również innym dziennikarzom) odmawia. To zresztą niejedyny jej zarzut. Są też inne: udział w opluwaniu Chrostowskiego, nieznajomość akt procesu toruńskiego oraz korzystanie z opinii Edwarda Misztala, skazanego za porwanie w latach 80.

Jest też coś, co boli najbardziej, bo dotyczy człowieka, który był i jest nadal mi bardzo bliski. Insynuacja, że "gdyby ks. Popiełuszko przeżył porwanie, to zapewne też byłby szarpany". Autorka nie pisze tego wprost, ale każdy ma się domyślić, kto miałby go dzisiaj szarpać.

Ewa Milewicz nie tylko krytykuje (niesprawiedliwie, ale w końcu ma do tego prawo), ale również - i to jest najgorsze - przeinacza fakty, a niewygodne informacje przemilcza.

1. Pisze, że „Waldemar Chrostowski wygrał proces z »Wprost «". Owszem, szkoda tylko, że nie cytuje sędziego, który stwierdził, iż „w tym procesie nie oceniamy, czy Chrostowski to przyjaciel księdza Jerzego, czy to cyniczny agent SB". Bo tej sprawy sąd w ogóle nie rozstrzygnął ! Mimo to zawyrokował, że pozwany dziennikarz „Wprost" - Wojciech Sumliński ma przeprosić „za kłamliwe informacje naruszające cześć Chrostowskiego, któremu przypisano współpracę z SB". Nawet laik zauważy, że coś tu nie gra, a uzasadnienie werdyktu jest nielogiczne. I właśnie o tym wypowiadali się w „Magazynie 24 godziny" zaproszeni goście: dziennikarz śledczy „Dziennika" Jerzy Jachowicz i reporter „Superwizjera" TVN Piotr Litka.

2. W programie został zaprezentowany fragment "Superwizjera" TVN, w którym rzeczywiście wypowiada się Edward Misztal, skazany za porwanie członków Komitetu Prymasowskiego. Sęk w tym, że nie robi tego jako autorytet moralny i bezstronny fachowiec, lecz jako uczestnik tamtych wydarzeń! To właśnie Misztal konwojował Chrostowskiego ze szpitala we Włocławku do Warszawy. I co on mówi ? Twierdzi, że Chrostowski "nie miał takich obrażeń, które świadczyłyby, że wyskoczył z pędzącego samochodu". Można mu wierzyć, bądź nie, ocena jego wiarygodności należy do widzów. Rozumiem jednak, że Ewa Milewicz proponuje, żeby w ogóle z nim nie rozmawiać. Ciekawe podejście do dziennikarskich standardów. Gdyby "Gazeta Wyborcza" miała trzymać się tej zasady, znaczna część jej tekstów w ogóle by nie powstała. Psim obowiązkiem dziennikarza jest rozmowa z każdym, kto może wnieść coś ważnego do sprawy. A może to zrobić nawet skazany za przestępstwo. To, że ktoś dopuścił się zbrodni, nie znaczy, że w innej sprawie kłamie. Wystarczy prześledzić mafijne procesy z udziałem świadków koronnych, aby zrozumieć, o czym piszę.

3. Ewa Milewicz skupia się na Edwardzie Misztalu, całkowicie pomijając (chciałbym wierzyć, że nieświadomie) inne argumenty przytoczone przez gości programu, a podważające oficjalną wersję wydarzeń. Chodzi o opinię zawodowego kaskadera, który uważa, że "wyskoczenie z pędzącego z taką prędkością samochodu grozi co najmniej ciężkim kalectwem". Chodzi również o opinię biegłych, które mówią, że marynarka Chrostowskiego została najpierw pocięta ostrym narzędziem, a dopiero potem zetknęła się z podłożem.

Zresztą niemożliwość wykonania skoku, o którym opowiadał Chrostowski, to tylko jedna z kilkudziesięciu (!) przesłanek wskazujących, że kierowca księdza Popiełuszki może mijać się z prawdą (polecam obejrzenie w całości reportaży "Superwizjera" albo lekturę książki "Kto naprawdę go zabił ?"). A to, co Droga Pani Redaktor nazywa "kwitami", to nic innego jak ekspertyzy biegłych, zeznania świadków i dokumenty z legalnie toczącego się postępowania, do których dotarli reporterzy.

Trudnych pytań do Waldemara Chrostowskiego nagromadziło się przez 24 lata mnóstwo. Jednak sam Chrostowski konsekwentnie milczy. W ostatnich tygodniach trzykrotnie zapraszaliśmy go do "Magazynu 24 godziny". Miał szansę odpowiedzieć na wszystkie zarzuty, które uważa za krzywdzące. Niestety z niej nie skorzystał. Więc o jakie pognębienie tutaj chodzi ?!

Pani Redaktor ! Skoro mój program łaskawie nazwała Pani "skokiem na Chrostowskiego", trudno nie nazwać Pani artykułu "skokiem na prawdę". Bo tylko prawda jest ciekawa i warto się o nią bić. Dla odświeżenia pamięci cytat z księdza Jerzego Popiełuszki: "Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie świadectwa na zewnątrz, to przyznawanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu. Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności".

W "Magazynie 24 godziny" nie ferowaliśmy wyroków, nie rozstrzygaliśmy winy Waldemara Chrostowskiego, zadawaliśmy jedynie pytania. Zdaniem Ewy Milewicz pewnych pytań zadawać nie wolno. I tym się różnimy.

Bogdan Rymanowski

Ewa Milewicz odpowiada

"Kierowca księdza Popiełuszki może mijać się z prawdą" - pisze Bogdan Rymanowski. Oczywiście, że może. Ale może też mówić prawdę. Rozpatrzmy tę ostatnią możliwość mało atrakcyjną dziennikarsko. Załóżmy więc, że Chrostowski rzeczywiście wyskoczył z samochodu, przeżył i rozpoznał sprawców zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki.

Może niedostatecznie jak na dziennikarza wątpię, ale taka możliwość przychodzi mi do głowy. Gdyby tak było, to dociekanie dziennikarskie - nawet w jak najlepszych intencjach - czy Chrostowski jednak nie "wystawił" księdza mordercom, czy nie udawał przyjaźni, wydaje mi się czymś strasznym.

Zresztą sąd, uzasadniając wyrok, w którym nakazał "Wprost" przeproszenie Waldemara Chrostowskiego, powiedział: - Dziennikarze przyjęli jedną z kilku wersji wydarzeń i wbrew wątpliwościom ją lansowali. Zdaniem sądu dziennikarze nie mieli dostatecznych dowodów na tezę o agencie Chrostowskim. Tak wyrok sądu opisywali: "Gazeta", Onet.pl, Newsweek.pl i "Polska".

"Wbrew wątpliwościom ją lansowali". Tak powinien postępować dziennikarz? To jest dociekanie prawdy?

Zgadzam się z Bogdanem Rymanowskim, że rolą dziennikarza jest pytać i wątpić. Ale czy można zadać każde pytanie w trosce np. o prawdę historyczną? Jak to jest, że Edward Misztal, którego ludzie napadli w 1983 r. na warszawski kościół św. Marcina, pobili część osób, a część porwali, jest nazywany w programie "twórcą i legendą polskich jednostek antyterrorystycznych"? Ludzie "legendy" taką mają przeszłość? I właściwie dlaczego ten człowiek legenda ma świadczyć o tym, że Chrostowski był agentem?

Co do księdza Popiełuszki. Raz uciekł swoim oprawcom w Toruniu. Ale go schwytali. Pobity i związany, leżąc w bagażniku, wygiął klapę tego bagażnika. Zabójcy obawiali się, że zauważy to obsługa stacji benzynowej.

Gdyby na parkingu w Toruniu byli jacyś ludzie, gdyby na stacji ktoś zauważył coś niepokojącego, ksiądz mógłby przeżyć. Dziś dziennikarze mieliby w co wątpić. I pytać, jak to możliwe, że człowiek pobity i związany przez "zawodowców" uciekł? Ocalał? I być może dziś mielibyśmy szanse posłuchać, jak to wyjaśnia np. pan Edward Misztal, legenda.

Życzę ci Bogdanie, aby nigdy ci się nie przydarzyło tropienie niewinnego człowieka. Bardziej Ci tego życzę niż sukcesów w wytropieniu jakiegoś łajdaka.



  • 22 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':