W Olsztynie niewiele ponad 50 proc. osób z tych, które wzięły udział w niedzielnym referendum, zagłosowało przeciwko prezydentowi miasta oskarżonemu o molestowanie, gwałt i nadużycia. To wystarczyło, by prezydent stracił swoją posadę, ale olsztynianie pozostają nadal podzieleni. Prezydent dostał bowiem zarazem spore wsparcie od mieszkańców, dla których skuteczność jego rządów była wartością wyrównującą ich zły styl. Trudno też powiedzieć, na ile wyniki olsztyńskiego referendum wskazują na niechęć do samego prezydenta za nadużycia, a na ile na zrozumienie, że molestowanie seksualne, którego się dopuścił, jest złem, moralnym, prawnym i politycznym zarazem. Moralnym, ponieważ powoduje czyjeś cierpienie, upokorzenie i krzywdę, prawnym, ponieważ kodeks pracy i kodeks karny przewidują za jego popełnienie określone sankcje, politycznym, ponieważ stanowi jedną z poważnych i nader częstych form nadużycia władzy.
Utajnione zło Molestowanie można przyrównać do korupcji, ponieważ podobnie jak ona związane jest z wykorzystywaniem posiadanej władzy w celach naruszających cudze dobro, tyle że zło korupcji jest powszechnie znane i dość powszechnie potępiane, a zło molestowania pozostawało dotychczas "utajnione". Uważa się za normalne, że kobiety można w pracy dotykać, wykorzystywać, poklepywać, czynić im seksualne propozycje. Zachowania takie wpisane są bowiem w naszą kulturę i uświęcone tradycją. Mężczyźni są nader często przekonani, że nic tak nie cieszy kobiety i nic tak nie podnosi jej poczucia własnej wartości jak to, że się ją traktuje jako obiekt seksualny. Stąd dla wielu panów samo określenie ich "naturalnych", "męskich" zachowań jako molestowania wydaje się zarzutem niepoważnym lub "wymyślonym przez feministki", co na jedno wychodzi. Tymczasem w prawodawstwie europejskim molestowanie stanowi jedną z najpoważniejszych form przemocy seksualnej i psychicznej, z jaką mamy do czynienia w sferze życia publicznego. Polska, przystępując do Unii Europejskiej, musiała uznać ten fakt i dostosować doń zarówno swoje prawodawstwo, jak i instytucje stojące na jego straży. I tak kodeks pracy wystarczająco jasno i klarownie definiuje problem (art. 18, 3a), podobnie jak ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy określa sposoby pomocy osobom molestowanym w miejscu pracy.
Ignoranci, wesołkowie i sceptycy Miesiąc temu, gdy sprawa prezydenta Olsztyna nie była jeszcze rozstrzygnięta, fundacja Feminoteka postanowiła sprawdzić, jak Państwowa Inspekcja Pracy radzi sobie z zawiadomieniami o molestowaniu seksualnym. Osoby monitorujące zadzwoniły do wszystkich urzędów PIP w Polsce, podając się za ofiary molestowania i opisując zachowania, które mogą mieć miejsce wszędzie. "Szef klepie mnie po pupie!", "Szef każe mi chodzić w krótkiej spódnicy", "Szef mnie obejmuje, przytula i opowiada sprośne dowcipy", "Ciągle słyszę uwagi dotyczące mojego wyglądu i jego seksualnych aspektów", "W pokoju przełożonego wiszą zdjęcia pornograficzne" - informowały autorki monitoringu dzwoniące do urzędów i prosiły urzędników o pomoc.
Na 60 oddziałów PIP zaledwie w 16 ktoś odebrał telefon. W 44 oddziałach ofiara molestowania seksualnego nie miałaby żadnej szansy nie tylko uzyskać pomocy, ale nawet porozmawiać o swoim problemie. Zresztą nie tylko o problemie molestowania, ale również o innych przypadkach łamania prawa pracy (złe warunki BHP, łamanie umowy o pracę, zmuszanie do pracy w nadgodzinach etc.).
W urzędach, do których udało się dodzwonić, okazywało się, że urzędnicy dzielą się na trzy grupy. "Ignorantów", którzy nie mają żadnego pojęcia o molestowaniu seksualnym, czyli nie znają kodeksu pracy. "Wesołków", którzy kompletnie lekceważą problem, obracając go w żart ("Ja też czasem przytulam koleżanki", "Czy pani nie lubi komplementów?"), oraz "sceptyków", czyli tych, którzy twierdzą, że taka jest natura świata i nie ma żadnych szans, by to zmienić ("Jak ktoś jest łobuzem, to my go nie zmienimy w anioła", "Ja pani wierzę, ale po prostu nie wyobrażam sobie sposobu, w jaki mogę udzielić pomocy").
Nie odbierając telefonów i mając za urzędników "ignorantów", "wesołków" i "sceptyków", Państwowa Inspekcja Pracy słusznie szczyci się tym, że w Polsce nie ma dyskryminacji ze względu na płeć, bo skargi dotyczące molestowania i mobbingu to zaledwie 4 proc. wszystkich skarg. Dzięki takim wyliczeniom mamy jeden z najniższych poziomów molestowania w Europie.
Kultywowana ignorancja W Polsce nie tylko PiP, ale większość kobiet i mężczyzn (w tym politycy), uważa molestowanie seksualne za coś "zwykłego". Mężczyźni się nim szczycą, kobiety pokornie znoszą, póki nie dojdzie do tragedii, czyli gwałtu. Problem przeciwdziałania przemocy tkwi więc nie tyle w braku narzędzi, ile w społecznej i indywidualnej świadomości. W szkołach dzieci pozbawione są wiedzy o swoich elementarnych prawach. Nie wiedzą nic o prawie do nietykalności osobistej (gdy minister edukacji Hall chciała wprowadzić do szkół podręcznik dotyczący takich praw, od razu podniósł się rwetes wśród konserwatywnych zwolenników niewinności i ignorancji dzieci). Młodzi ludzie nie mają edukacji seksualnej, gdzie mogliby się dowiedzieć, jak postępować w przypadku zagrożenia przemocą seksualną, choć wiedza taka i nabyta w szkole umiejętność przeciwdziałania przemocy byłaby znacznie bardziej skuteczna niż kastrowanie pedofilów, które zapowiada pan premier.
W instytucjach państwowych nie przeprowadzało się dotychczas szkoleń w zakresie gendermainstreamingu, czyli uświadomienia pracownikom konieczności przestrzegania zasady równości płci i przeciwdziałania dyskryminacji w różnych jej formach. Równego traktowania, a więc traktowania zależnego od kompetencji, wiedzy i umiejętności, a nie - płci. Nie ma również w polskich zakładach pracy, uczelniach itd. pełnomocnika ds. równego traktowania, który np. w Niemczech interweniuje w sprawach przemocy i dyskryminacji płciowej.
Jedne, co w Polsce mamy, to zmodyfikowany w 2003 roku kodeks pracy, który jednoznacznie definiuje dyskryminację. Jest nią "każde nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym odnoszące się do płci pracownika, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności lub poniżanie albo upokarzanie pracownika: na zachowanie to mogą składać się fizyczne, werbalne lub pozawerbalne elementy" (rozdz. II, art. 18, 3a). Szkoda, że nie jest on znany, nie tylko pracodawcom, takim jak prezydent miasta, ale nawet inspektorom z PiP.
Co może Państwowa Inspekcja Pracy, gdyby chciała? A tymczasem właśnie pracodawcy powinni mieć nie tylko wiedzę o tych przepisach antydyskryminacyjnych, ale również wolę przeciwdziałania molestowaniu, zwłaszcza że posiadają dość skuteczne narzędzia. PIP może udzielić porady prawnej, przeprowadzić inspekcję w miejscu pracy, zorganizować szkolenia (podobne do tych, które organizowane były we wszystkich krajach UE i które obecnie zaczęło organizować
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w zakresie gendermainstreamingu .
PIP może napisać wniosek do pracodawcy o zaprzestanie złych praktyk, może pomóc w napisaniu skargi do sądu pracy, bo za molestowanie dostaje się odszkodowanie. I to nie mniejsze niż 1126 zł (co zostało określone rozporządzeniem Rady Ministrów). Może również zawiadomić prokuraturę, jeśli molestowanie stanowiło zarazem przestępstwo. Wreszcie może zapewnić dostęp do całodobowego numeru telefonu dla osób doświadczających dyskryminacji.
Warto przy tym pamiętać, że w przypadku molestowania seksualnego ciężar dowodu spoczywa na pracodawcy. Nie obowiązuje tu, jak w prawie karnym, domniemanie niewinności, bo to właśnie pracodawca ma obowiązek zapewnić warunki pracy, które są wolne od dyskryminacji, jak również poinformować swoich pracowników o przepisach równościowych. Jeśli tego nie zrobi, a w pracy dojdzie do molestowania, stanowi to dla niego dodatkowe obciążenie w sądzie pracy.
Wiedza nie zawsze zbawia świat, ale często chroni przed złem. Powinni wiedzieć o tym nie tylko prezydenci miast, ale wszyscy pracodawcy.