http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Każda zniewaga krwi wymaga

Ewa Milewicz
2008-11-17, ostatnia aktualizacja 2008-11-17 12:08

Im bardziej prezydent jest prezydentem, a brat byłym premierem i suflerem prezydenta, tym częściej uważają się za znieważanych. I pragną się za to odkuć. Oto nasza polityka

Kwaśniewski braciom na odcisk nie nadepnął, to teraz nie musi się rozliczać. Na zdjęciu grudzień 2005 r. Od lewej: Maria Kaczyńska, Jolanta Kwaśniewska, ustepujacy prezydent Aleksander Kwaśniewski gratuluje Lechowi Kaczyńskiemu
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Kwaśniewski braciom na odcisk nie nadepnął, to teraz nie musi się rozliczać. Na...
Ewa Milewicz
Ewa Milewicz
Prezydent nasz mówi zwodniczo. Dygresjami. Okrążając temat główny. Często używa frazy "żeby było jasne", która zwykle zwiastuje zaciemnienie tematu. Kiedyś pojechał do Wisły, do zameczku Mościckiego. Tam czekali na niego miejscowi. Ale prezydent, choć zapowiadany, nie przyszedł na spotkanie z nimi, bo padał deszcz. Następnym razem, kiedy odwiedził Wisłę, dziennikarze spytali go, czy przeprosi ludzi, którzy poprzednio się go nie doczekali. Co by szkodziło przeprosić?

Prezydent odpowiedział, że nie przeprosi, bo wtedy spotykał się z prezydentem Estonii, a nie z góralami. I uzupełnia ten wywód uwagą, że to niektórzy z mieszkańców Wisły uważają się za górali.

Mówi innym razem, że uprawnienia prezydenta są w naszej konstytucji zupełnie jasne i duże. Dodaje zaraz, że uprawnienia prezydenta Francji są jeszcze większe. I tak wielokrotnie w trakcie jednej wypowiedzi inkrustuje ją wątkami pobocznymi.

Prezydent, tak meandrycznie snując wątek w wystąpieniach publicznych i w trakcie wywiadów, traci kontakt z główną swoją myślą. Wątki się rwą, a potem związują w sposób zupełnie nieprzewidywalny.

Np. prezydent wyjaśnia, dlaczego nie zaprosi Wałęsy na bal. Bo ten go wielokrotnie obelżywie obrażał. Prezydent powiada, że może Wałęsie odpuścić (cytuję za PAP), "jeżeli Lech Wałęsa, po pierwsze, przeprosi za to, co mówił. Po drugie, jeżeli oceni w sposób obiektywny swoje rządy z pierwszej połowy lat 90., kiedy to do olbrzymich wpływów doszli ludzie z dawnego aparatu bezpieczeństwa".

Co wolno Kwaśniewskiemu

Chwilę wcześniej albo chwilę później widz lub słuchacz telewizyjnych bądź radiowych wiadomości usłyszy, że prezydent zaprasza na bal Aleksandra Kwaśniewskiego. Piękna inicjatywa. Tylko uruchamia się pytanie, dlaczego Aleksander Kwaśniewski nie musi się tłumaczyć przed prezydentem Kaczyńskim ze swojej 10-letniej prezydentury? Jeśli - trzymając się logiki prezydenta Kaczyńskiego - przegonił on "ludzi z dawnego aparatu bezpieczeństwa", których utrzymywał Wałęsa, to dlaczego ani prezydent Kaczyński, ani prezes Kaczyński nam tego do tej pory tego nie oznajmili? Wręcz przeciwnie. W 2005 r. rządy PiS zaczęły się od tzw. drugiego exposé, czyli exposé Jarosława Kaczyńskiego, który dodawał treści do exposé Kazimierza Marcinkiewicza. A w tamtym exposé była mowa o paskudztwach III RP, o układzie, stoliku, przy którym siedzą specsłużby, gangsterzy, politycy i media. Tego stolika nie udało się wywrócić PiS-owi, jak wiemy.

I co z tym Kwaśniewskim? Dlaczego Wałęsa ma się tłumaczyć z pierwszej połowy lat 90., a Kwaśniewski nie musi się tłumaczyć z czasów o 10 lat późniejszych?

To retoryczne pytania. Oczywiście, że nie ma na nie odpowiedzi racjonalnej. Jest odpowiedź psychologiczna. Obaj bracia stoją na cokole poglądu, że wszystkie zaszczyty i godności ten zły świat przyznał innym. I o tych innych nic złego się nie mawia. Natomiast o nich można powiedzieć wszystko. I oni z taką niesprawiedliwością się nie zgadzają. Dlatego będą mówić źle o innych, ile wlezie. Chyba że ci inni nie nadepnęli braciom na żaden odcisk.

Kwaśniewski nie nadepnął. Wręcz przeciwnie. Przekazując władzę w 2005 r., prezydent Kwaśniewski z żoną przyjęli parę prezydencką uroczyście, z kolacją i wszystkimi szykanami. To teraz nie muszą się rozliczać i mogą jeść na balu listopadowym z samym prezydentem Kaczyńskim przy jednym stole.

Co innego Wałęsa. Ten rzeczywiście wielokrotnie i bez umiaru mówił różne niegrzeczności wobec obu braci. I jest strącony za to do piekieł. Bracia mają taką specyficzną pamięć, która odnotowuje tylko te obelgi, które inni miotają. Te, które oni sami cedzą, jakoś się im nie zapisują na dysku.

Kiedy więc w wywiadzie telewizyjnym Lech Kaczyński nazywa Wałęsę agentem, to to się nie liczy. Choć to mówi obecny prezydent o byłym prezydencie.

Co ciekawe - kiedy ludzie dochodzą do wysokich godności, zwykle nabywają poczucia sukcesu. I potrafią się wynieść ponad urazy. Nie w tym wypadku. Im bardziej prezydent jest prezydentem, a brat najpierw premierem, a potem szefem największej partii opozycyjnej i zapleczem prezydenta, tym bardziej starannie tropią zniewagi.

Niezapomniany list

Kiedy w 2006 r. prezydent Kaczyński odwołał wizytę na szczycie Trójkąta Weimarskiego, ośmiu polskich ministrów spraw zagranicznych, czyli wszyscy ministrowie III RP, napisali w tej sprawie krótki list. Najostrzejsze zdania w tym liście brzmiały tak: "Odwołanie spotkania na szczycie bez bardzo istotnej przyczyny jest lekceważące wobec partnerów. Należy żałować, że doszło do odwołania spotkania". W całym liście nie padło nazwisko prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To nie było pismo krwiożerczych dziennikarzy. To było delikatna, wypisana dyplomatycznym językiem suplika do niewymienionego z nazwiska prezydenta, aby zechciał szybko spotkać się z uczestnikami szczytu weimarskiego. Prezydent uznał to jednak za obrazę.

Pół roku później Władysław Bartoszewski, jeden z sygnatariuszy listu, obchodził na Zamku Warszawskim swoje 85. urodziny. Brat premier choć przesłał kwiaty z okolicznościowym listem. Prezydenta, który bawił w tym czasie w Irlandii, dziennikarze spytali, czy nie chciałby złożyć życzeń prof. Bartoszewskiemu. Lech Kaczyński odpowiedział tak: "Jeśli chodzi o pana ministra Bartoszewskiego, to ja mam taką zasadę, że moja znajomość z osobami, które podpisały 3 lipca zeszłego roku pewien list, się zakończyła". Prezydent tak rzecze do wybitnego obywatela, żołnierza AK, więźnia stalinowskiego, człowieka, który się nigdy nie ugiął przed niedemokratyczną władzą. Tak, zniewaga, której dopuścił się Bartoszewski, pisząc list do prezydenta, krwi wymaga.

W życiu braci kwestia godności odgrywa tak fundamentalną rolę i jest tak silnie związana z zachowaniem innych osób wobec nich, że rzutuje na politykę kraju. Na jakość PiS. Kancelarii Prezydenta.

Lecieć nie lecieć do Brukseli? To kwestia godności. Dorn? Skreślony, bo źle mówi o Jarosławie. Gosiewski nieskreślony, choć swoimi uwagami o alimentach Dorna wsadził Jarosława Kaczyńskiego na minę. I choć sam nie przyznał się, że ma z b. żoną spór o alimenty. Ale Gosiewski zawsze jest zachwycony: PiS-em, prezydentem, prezesem. I nawet zapytany dziś, czy będzie zadowolony z prezesa jutro, odpowie, że oczywiście. I na 100 proc. będzie. Podobny zachwyt emanuje ze współpracowników prezydenta. Dlatego choćby opowiadali cokolwiek, prawdę lub fantazję o rozmowach ze światowymi politykami, nie wylecą.

Straszne skutki balu u Wałęsy

Sytuacja Wałęsy raczej się pogorszy. Może się okazać, że jego bal przyćmi bal listopadowy zorganizowany przez prezydenta Kaczyńskiego. 6 grudnia ma się odbyć w Gdańsku konferencja "Solidarność dla przyszłości" w 25. rocznicę Nobla dla Wałęsy. Zapowiadani goście zagraniczni to np. szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, Dalajlama, Frederik de Klerk, b. prezydent RPA i inni laureaci Pokojowej Nagrody Nobla, kanclerz Austrii, prezydent Francji, prezydent Izraela, b. premier Hiszpanii. Prezydenta Kaczyńskiego, z którym miał się spotkać przy tej okazji Sarkozy, w Polsce nie będzie. Akurat jedzie do Azji, choć termin uroczystości noblowskich Wałęsy był od dawna znany.

Niestety, jeśli goście zagraniczni obrodzą, przyjadą czcić Wałęsę, może za to odpokutować Polska. Prezydent źle to przyjmie niestety. A traktat lizboński niepodpisany. Złoty do poczekalni euro - ERM-2 - niewprowadzony.

Chyba że nastąpiłby cud. I prezydent Kaczyński zauważy, że jest prezydentem 38-milionowego kraju. I przestanie się zajmować swoją godnością.

Mistrzowskie dygresje prezydenta na przykładzie pierwszym z brzegu

Fragment wystąpienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego 18 października 2008 r. na inauguracji roku akademickiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, który obchodził w tym roku 90-lecie powstania (ze strony Kancelarii Prezydenta RP

Dziewięćdziesiąt lat to w życiu uczelni w państwie, które właśnie dziewięćdziesiąt lat temu odzyskało niepodległość, już bardzo dużo. Wiele polskich uczelni, a właściwie ich miażdżąca większość, ma przecież historię znacznie krótszą, tylko uniwersytety Warszawski, najstarszy z naszych Jagielloński, powinienem wymienić może na pierwszym miejscu, ale sam jestem z Warszawskiego Uniwersytetu, Wileński, Lwowski - także starsze od Warszawskiego miały historię dłuższą, można by jeszcze wymieniać różne Instytuty jak Marymoncki czy Puławski. Można by mówić o Wyższej Szkole Medycznej czy Prawniczej w Warszawie w okresie Księstwa Warszawskiego, czymś, co później zostało zmienione w Uniwersytet Warszawski. Można by pewnie wymieniać w Galicji, jeżeli chodzi o wyższe szkoły rolnicze, również inne przykłady, ale uniwersytet to jest w istocie w naszym kraju piąty, bo krótko później dopiero powstała Akademia Piastowska, tak się bodajże nazywała, która po roku się zmieniła w Uniwersytet Poznański, znany dzisiaj nam wszystkim jako Uniwersytet Adama Mickiewicza. Mogę tu się o kilka miesięcy mylić, ale generalnie rzecz biorąc, tak historia Polski uniwersyteckiej wygląda. Jest to uczelnia w naszych warunkach stara w najlepszym tego słowa znaczeniu.



Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne