Ewa Siedlecka: Podpisał się pan pod "konserwatywną" wersją rekomendacji dotyczących problemów bioetycznych, w tym problemów związanych z tworzeniem zarodków ludzkich metodą in vitro. Te konserwatywne rekomendacje obejmują zakaz tworzenia zarodków "zapasowych", które zamraża się do przyszłego wykorzystania. Prof. Andrzej Zoll: Jeśli przyjmiemy - a ja tak uważam - że życie ludzkie rozpoczyna się w momencie zapłodnienia, to znaczy, że każdy zarodek wymaga ochrony. Nie można tworzyć zarodków "zapasowych", które zostaną wykorzystane lub nie. Wszystkie muszą mieć szansę rozwoju i urodzenia się.
Ale doświadczenie włoskie wskazuje, że w ten sposób zmniejsza się szanse zarodków na przeżycie. Bo kiedy wszczepia się kobiecie wszystkie wytworzone (do trzech), to one sobie nawzajem przeszkadzają w rozwoju. W dodatku taką ciążę trudniej utrzymać. - To nie jest problem statystyczny. Jeśli przyjmiemy, że człowiek zaczyna się od poczęcia, to nie możemy zajmować się obliczaniem, ile zarodków ma szanse rozwoju w modelu włoskim czy innym. Zresztą zarodki obumierają także w ciąży, która powstaje normalną drogą - jest to selekcja naturalna. A jeśli wybieramy zarodki: ten do wszczepienia, ten do zniszczenia czy zamrożenia - to wchodzimy na drogę szalenie niebezpieczną: selekcjonowania ludzi ze względu na jakieś pożądane czy niepożądane według nas cechy. Do tego dopuszczać nie wolno. To prowadzi do wartościowania życia, do stwierdzania, że jakieś życie jest warte życia, a inne - nie.
Jedyna selekcja, jakiej dokonuje się dziś w Polsce, polega na ocenie na oko, który zarodek najlepiej się rozwija i ma największe szanse, aby pomyślnie przejść ciążę i się urodzić. - Wszelka selekcja budzi wątpliwości. Zamiast tworzyć dodatkowe zarodki, żeby wybrać z nich "najlepszy", czy też mrozić je "na zapas", lepiej jest mrozić komórki jajowe, żeby nie narażać kobiety na wielokrotne stymulowanie hormonami.
Lekarze, którzy stosują metodę in vitro, twierdzą, że jajeczka gorzej znoszą mrożenie niż zarodki. Jest mniejsza szansa, że potem dadzą się zapłodnić, i większe zagrożenie, że powstały zarodek będzie genetycznie uszkodzony. - To trzeba metodę mrożenia doskonalić. Z etycznego punktu widzenia ta metoda nie budzi tych wątpliwości co mrożenie zarodków i dlatego zalecamy ją w naszej rekomendacji. Zarodków powinno się tworzyć tyle, ile z medycznego punktu widzenia najlepiej jest wszczepić danej kobiecie, aby miała największą szansę urodzić dziecko.
Mrożąc tylko komórki, znacząco obniżamy liczbę dzieci, które mogą się urodzić metodą in vitro. Tymczasem naturalnie poczętych dzieci rodzi się tak mało, że za kilkanaście lat nie będzie komu pracować na emerytów. Czy "konserwatyści" wzięli pod uwagę, że społeczeństwo ma interes, żeby rodziło się więcej dzieci? - Dzieci powinno się rodzić jak najwięcej, ale nie za wszelką cenę. Nie taśmową produkcją in vitro. Trzeba przede wszystkim namawiać te pary, które mogą mieć dzieci drogą naturalną, żeby decydowały się przynajmniej na dwoje.
Ale nie jestem za bezwzględnym zakazem mrożenia zarodków. Może się np. zdarzyć, że z jakichś powodów już wytworzonego zarodka nie będzie można kobiecie wszczepić. Wtedy trzeba go zamrozić w oczekiwaniu na adopcję.
Mamy w tej chwili w Polsce co najmniej kilkanaście tysięcy zamrożonych zarodków i jeśli nie chcą ich biologiczni rodzice, najlepiej żeby zostały zaadoptowane przez bezpłodne pary.
Rekomendujecie też zakaz ofiarowywania zarodków, jajeczek i nasienia. Dlaczego odbierać szanse parom, w których obie lub jedna osoba są bezpłodne? - Bo to może doprowadzić do handlu zarodkami lub gametami. I do procederu "wynajmowania brzuchów", czyli płacenia za urodzenie dziecka.
Adopcja zarodków to zarówno adoptowanie ich przez osoby bezpłodne - w czym nic złego moralnie nie widzę - jak i podejmowanie się za pieniądze urodzenia dziecka, które biologicznie jest dzieckiem innej kobiety. W większości krajów "wynajmowanie brzuchów" uważa się za proceder niegodny.
Przecież handlu zarodkami czy komórkami rozrodczymi zakazuje konwencja bioetyczna Rady Europy, której ratyfikację mieliście przygotować. A "wynajmowanie brzuchów" praktycznie uniemożliwi zmiana kodeksu rodzinnego, która lada chwila wejdzie w życie. Określa, że matką jest wyłącznie kobieta, która urodziła dziecko. Skoro matka biologiczna nie będzie miała żadnych praw do dziecka, to "wynajęcie brzucha" będzie zbyt ryzykowne. - Jeśli wprowadzimy przepisy uniemożliwiające "wynajmowanie brzuchów", to będę się mógł tylko cieszyć. A zakaz handlu zarodkami czy gametami nie jest wystarczającą ochroną. Prawo zawsze można złamać, obejść. W kodeksie karnym zakazana jest kradzież - i co z tego?
Pan, karnista, uważa, że prawne zakazy nie mają sensu? - Nie. Uważam, że skuteczniej jest tamę postawić wcześniej, zakazując odstępowania zarodków czy gamet, niż potem walczyć z nadużyciami. Tym bardziej że zapłodnieniem in vitro zajmują się komercyjne kliniki. Jak to wszystko skontrolować?
Kontrolę losów zarodków i gamet przewiduje unijne rozporządzenie z 2004 r., które Polska ratyfikowała, tylko go nie wdrożyła. Nakazuje wprowadzenie państwowych certyfikatów, m.in. na pobieranie i przechowywanie gamet i zarodków. I prowadzenie precyzyjnej ewidencji: od kogo gameta czy zarodek pochodzą, komu zostały przekazane i co się z nimi stało. Tę dyrektywę wykonujemy, jeśli chodzi o tkanki i narządy do przeszczepów, i nie słychać o handlu narządami. - Nie upieram się, że nie można wprowadzić skutecznej kontroli. Jednak podpisałem się pod rekomendacją całościowo i nie wycofam się w tej jednej sprawie.