http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie lubię 11 Listopada

Andrzej Romanowski*
2008-11-07, ostatnia aktualizacja 2008-11-06 17:11

Trudno odnaleźć się obywatelowi w patriotycznej fecie urządzanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W jego obchodach narodowych wszystko dzieje się w najwyższym patosie i - jak to bywa w takich przypadkach - wszystko jest "przedobrzone"

W ubiegłym roku mieliśmy awanse wojskowe tysięcy ofiar Katynia - zaplanowane najpierw bez okazji, w dziwnym zbiegu z kampanią wyborczą, zrealizowane w związku z 89. rocznicą niepodległości. Dziś, przy okrągłej 90. rocznicy, trwa już od miesiąca prezydencki objazd kraju.

Tournée przeciw niepodległości

Gdyby prezydentowi naprawdę chodziło o uczczenie w ten sposób niepodległości, to - po pierwsze - zacząłby tournée później niż na początku października, a po drugie - uwzględniałby tylko miasta, w których danego dnia przypadała rocznica wyzwolenia. Tymczasem tak było dopiero ostatnio, gdy prezydent świętował wyzwolenie Tarnowa i Krakowa. Przez cały miniony miesiąc eksponowano jednak nie rocznicę, lecz osobę prezydenta.

Gdyby przynajmniej Lech Kaczyński nie był osobą tak kontrowersyjną Rzecz jednak nie tyle w tym, jak się uśmiecha, nawet nie w tym, ilu obywateli ma na "krótkiej liście" Istota sprawy jest taka, że Kaczyński nie jest - i być nie zamierza - prezydentem wszystkich Polaków. Tymczasem rocznica niepodległości tego się wręcz domaga.

Gdy jednak słuchamy wypowiedzi prezydenta (nawet tej tarnowskiej, ponoć niepodległościowej, w której nie odpuścił sobie krytyki rządu Tuska), możemy mieć kolejne wątpliwości co do czystości intencji. Czy bowiem w obchodach Święta Niepodległości jest naprawdę mile widziany każdy obywatel? Nawet ten, który poglądów prezydenta na historię nie podziela?

A poglądy te są w istocie osobliwe: Lech Kaczyński definiuje się zarazem jako "piłsudczyk" i jako "człowiek prawicy" - a to w gruncie rzeczy jest sprzeczność sama w sobie. Kto jako tako zna historię, musi zdawać sobie sprawę, że Józef Piłsudski, wieloletni socjalista, był wrogiem prawicy i nawzajem - był przez nią szczerze znienawidzony.

Oczywiście to dobrze, że prezydent poddaje dziedzictwo Marszałka reinterpretacji, że poszukuje w nim treści ponadpartyjnych, raczej integrujących niż dzielących społeczeństwo. Niestety, kiedy indziej ten sam człowiek społeczeństwo to dotkliwie dzieli.

A czy podobnej reinterpretacji jak w przypadku Piłsudskiego dokonał on w przypadku drugiego wielkiego męża stanu II RP Romana Dmowskiego? Przecież przejawiające się raz za razem emocjonalnie antyniemieckie stanowisko prezydenta każe poszukiwać jego ideowych korzeni także w Narodowej Demokracji. Dziwi więc (a może niepokoi), że do tego dziedzictwa nie chce się on przyznać.

Niepodległość przeciw państwu

Postępowanie Lecha Kaczyńskiego nie budziłoby tylu wątpliwości, gdyby nie dawał on upustu swym emocjom i agresjom, z drugiej zaś strony - trzymał się od historii z daleka.

Owszem, polityk z samej natury rzeczy musi historię upraszczać i aktualizować, zawsze jednak powinien zachować umiar. Zbytnie upraszczanie i zbytnie aktualizowanie sąsiaduje bowiem z manipulacją, ta zaś - z zakłamaniem i fałszem. Dzieje PRL dostarczyły aż nadto przykładów na historyczne oszustwa, by obecnie nie trzeba było dmuchać na zimne. Czy jednak rzeczywiście - na zimne?

Kłamstwo (miejmy nadzieję, że mimowolne) towarzyszące prezydenckiemu objazdowi rzutuje na kłamstwo inne, tkwiące w samej idei obchodów Święta Niepodległości w III RP.

Bo przecież dzisiejsza niepodległość - to nie tamta rozpoczęta w roku 1918, w symbolicznym dniu 11 listopada. Po drodze coś się stało: był podbój Polski, eksterminacja jej obywateli, państwo wasalne Aż w roku 1989 (lub później - o datę nie będziemy się spierać) wybuchła niepodległość kolejna. Jeżeli więc Święto Niepodległości obchodzimy w stanie innej niepodległości - trudno je sobie wyobrazić bez aktualizujących odniesień.

Ale odniesienia takie to nie powinna być krytyka rządu Tuska! Ten rząd, cokolwiek mówić, nie prowadzi polityki antypaństwowej. Poglądy antypaństwowe od dawna natomiast formułuje część przynajmniej polskiej prawicy. Bo to z jej strony (także ze strony rodziny prezydenta) płyną obelgi określające III Rzeczpospolitą mianem "Rywinlandu", "Ubekistanu", czy "postkomunistycznego monstrum". W tych kręgach bagatelizuje się wagę przełomu roku 1989.

Postawom tym prezydent Rzeczypospolitej powinien umieć się przeciwstawić. I ma prawo to zrobić właśnie w Święto Niepodległości, bo to jest w istocie dzień polskiego państwa. Jednak Lech Kaczyński tego nie robi, przeciwnie: w podobne opinie życzliwie się wsłuchuje. A nawet im kibicuje.

Państwo przeciw historii

Przemówienia "historyczne" prezydenta układają się w ciąg, który można nazwać historiofonią naiwną. Widać to było podczas wystąpienia 31 października w Krakowie. Lech Kaczyński mówił bez kartki, z głowy i ze swadą - znać było, że problematykę zna i ma ją przemyślaną. I z tą właśnie swadą, niejako na marginesie, oświadczył w pewnym momencie: wyzwolenie Krakowa nastąpiło po 123 latach niewoli pełnej, bowiem od pierwszego rozbioru minął czas jeszcze dłuższy.

Niby to prawda. Lecz przecież pierwszy rozbiór nic nie ma do Krakowa - to miasto pozostało wtedy pod panowaniem Rzeczypospolitej.

A przy tym trudno wyrokować, czy po pierwszym rozbiorze Polska była mniej, czy bardziej zniewolona (złośliwiec mógłby rzec, że pod osłoną Rosji dokonywały się odtąd reformy w rodzaju powołania pierwszego polskiego rządu - Rady Nieustającej ). Główny problem leżał jednak nie w traktatach rozbiorowych, lecz w tym, że już kilkadziesiąt lat wcześniej Rzeczpospolita wpadła w protektorat rosyjski. Prezydent spłycił więc problem, sprowadzając go do poziomu szkolnej czytanki. Natomiast nie wykorzystał okazji, by uderzyć w ulubioną nutę antyrosyjską.

Ale tego znów zrobić nie mógł - wszak przestałby być sobą. Musiałby wtedy wchodzić w kwestię owych półwolności i ćwierćwolności, które są istotą historii Polski minionych trzystu lat, a których on nie rozumie, a raczej - udaje, że nie rozumie, bo jak może tego nie rozumieć człowiek wychowany w PRL?

  • 72 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':