Waldemar Chrostowski to kierowca i przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki. Ostatni człowiek, poza mordercami, który księdza widział żywego. Gdyby nie wyskoczył z pędzącego auta porywaczy księdza, prawdopodobnie nigdy bezpośredni sprawcy morderstwa nie zostaliby wykryci. Po prostu - ciała ks. Popiełuszki pewnie nigdy by nie znaleziono. Dzięki temu, że wyskoczył, nie został zamordowany przez zabójców księdza. Zeznawał przeciw nim w procesie toruńskim zakończonym w 1986 wyrokiem skazującym.
Bohater? Znękany człowiek targany wyrzutami sumienia, że nie zdołał uchronić księdza? Nie, w Polsce to człowiek, który musi się bronić przed sądem przed sugestiami, że współpracował z
SB przy rozpracowywaniu księdza. W poniedziałek wygrał proces z „Wprost”. Tygodnik napisał w 2005 r., że Chrostowski „mógł być agentem SB o pseudonimie »Desperat «”. Ale to dopiero pierwsza instancja.
Jak można pognębić takiego człowieka, dobrze pokazał poniedziałkowy "Magazyn 24 godziny" w
TVN 24. Dziennikarzom TVN 24 szczególnie podejrzane wydało się, że Chrostowski wyskoczył z auta pędzącego 100 km na godzinę. I przeżył, z niewielkimi obrażeniami. A tymczasem kaskader zaangażowany przez TVN 24 odmówił skakania z auta jadącego 100 km na godzinę. Bo to zbyt niebezpieczne.
Tyle że Chrostowski nie stał przed wyborem: skakać czy nie. Stał przed wyborem: skakać i może przeżyć, może uratować księdza, albo nie skakać i zostać zastrzelonym w lesie. Gdy skakał, był zakneblowany i skuty kajdankami, a sprawcy częstowali go groźbami, że to jego ostatnia droga. Wiedział więc, że to nie żarty.
Czy można przeżyć taki skok? Czy można wyjść z niego bez większych obrażeń? Do rozstrzygnięcia tego dylematu TVN 24 zaangażował nie byłe jakiego specjalistę. Zapowiedziano go w programie Bogdana Rymanowskiego tak: "Twórca i legenda polskich jednostek antyterrorystycznych". Usłyszeliśmy jeszcze, że odsiaduje wyrok za napad na Komitet Prymasowski. To się nazywa strzelić w dziesiątkę! TVN-owskim ekspertem był Edward Misztal, b. naczelnik zabezpieczenia Komendy Stołecznej MO. Człowiek, który w 1983 r. kazał napaść na warszawski kościół św. Marcina. Kilka osób pobito, kilka wywieziono do lasu i tam grożono im śmiercią.
Dziś Misztal siedzi za to, a przy okazji, jako że dobrze się orientuje w porwaniach, służy TVN 24 za eksperta. Twierdzi, że przeżycie skoku z auta pędzącego 100 km na godzinę jest niemożliwe. Śmiało z więzienia niszczy Chrostowskiego, a koledzy dziennikarze to kupują. I nie zastanawiają się, czy gdyby skok Chrostowskiego był udawany, gdyby on był agentem, to czy po skoku by alarmował, że ksiądz zginął, że go porwali?
A poza tym - proszę drogiego TVN 24! Proszę łaskawie zajrzeć do zeznań z procesu toruńskiego (np. publikowanych w książce prof. Krystyny Daszkiewicz). Otóż sprawcy zabójstwa księdza podają różną szybkość auta w chwili skoku. Od 110 km/godz. do 70 km/godz. Z przesłuchań wynika,że auto się popsuło, co w końcu zmusiło morderców do zjechania na parking. I ponieważ się psuło, to zabójcy jechali wolniej. Z trudem wyprzedzając małego fiata.
Może więc to nie takie dziwne, że Chrostowski, strażak, spadochroniarz, człowiek wysportowany i postawiony w sytuacji ekstremalnej, wyskoczył i przeżył? Przecież TVN 24 dość często pokazuje auta zmiażdżone w wypadkach i ludzi, którzy z tych wypadków wyszli żywi. Informuje o osobach, które przeżyły upadek z wysokich pięter. To może trzeba się oswoić z takimi nietypowymi wydarzeniami? I nie podważać słów Chrostowskiego.
Owszem, redaktor Rymanowski spytał redaktora Jerzego Jachowicza ("Dziennik", kiedyś "Gazeta"), jak ma się bronić Chrostowski? Redaktor Jachowicz miał radę: Chrostowski ma udowodnić, że "te dokumenty są fałszywe". "Te dokumenty" to zapewne kwity, na które powoływał się "Wprost". Opluwany Chrostowski ma więc wykazać, że nie był agentem, lecz przyjacielem.
To prosta recepta na ciekawe programy. Snujemy wątpliwości na temat czynów bohaterów historii i każemy im udowadniać, że byli bohaterami.
Gdyby ks. Popiełuszko przeżył porwanie, to zapewne dziś też byłby szarpany. W Toruniu np. uciekł mordercom z bagażnika auta. Znalazłoby się zapewne iluś pytających, czy człowiek związany sznurem może się wyrwać z bagażnika. I czy w ogóle można było go do tego bagażnika wsadzić na ludnej drodze?
Wygląda na to, że Chrostowskiego można uznać za pechowca. Bo przeżył.
TVN 24, "Magazyn 24 godziny", 3 listopada, godz. 21