Trzeci dzień konklawe rozpoczyna się jak każdy z poprzednich od mszy. Na przedpołudniowej sesji kardynał Franz Koenig z Wiednia otwarcie namawia uczestników do głosowania na kardynała
Karola Wojtyłę. Tylko kandydatura młodego, ledwie 58-letniego wybitnego duszpasterza i naukowca z Polski może przełamać wyraźny impas w dotychczasowych głosowaniach - przekonuje kard. Koenig.
Papież w obiektywie. Zdjęcia z pontyfikatu
Ale przed obiadem z komina Kaplicy Sykstyńskiej dwukrotnie unosi się czarny dym. Głosy ponad stu uczestników konklawe rozkładają się między włoskiego, konserwatywnego kardynała Siri, Wojtyłę, włoskich kardynałów Giovanniego Colombo, Ugo Polettiego i Holendra Johannesa Willebrandsa. Każdemu sporo jednak brakuje do niezbędnego minimum - 75 głosów. W drugim głosowaniu zmniejsza się liczba kartek oddanych na Siriego.
Podczas obiadu kard. Wojtyła jest wyraźnie zdenerwowany. Po posiłku, przy ciasteczkach cantuccini, kawie i Vin Santo, zwolennicy kandydata z Polski skutecznie namawiają niezdecydowanych. Kard. Król z Chicago przekonuje do Wojtyły Amerykanów, kard. Ratzinger przeciąga na stronę Polaka tych Niemców, którzy do tej pory głosowali na innych. Kardynałowie Lorscheider z Brazylii, Pironio z Argentyny i Gantin z Beninu skutecznie przekonują kardynałów z Ameryki Południowej i Afryki.
Kardynał Wojtyła idzie do pokoju kard. Wyszyńskiego. Ktoś zauważa, że podczas rozmowy z prymasem Wojtyła płacze. Prymas obejmuje go i mówi:"Jeśli cię wybiorą, musisz wybór przyjąć. Dla Polski".
Pierwsze głosowanie po południu, siódme od początku konklawe, nie przynosi rozstrzygnięcia. Dym jest czarny.
Na placu św. Piotra, na którym jeszcze niedawno było ledwie kilkadziesiąt tysięcy wiernych, tłum nagle, nieoczekiwanie rośnie, gęstnieje. Jest już sto tysięcy, sto pięćdziesiąt, dwieście tysięcy ludzi. Wyczuwa się napięcie. Czuje się, że to będzie teraz.
O 17 sekretarz stanu i kamerling kard. Villot zarządza kolejne, ósme głosowanie. Potem odczytywane są głosy. Kardynałowie pilnie je notują. Gdy liczba głosów oddanych na polskiego kardynała przekracza 40, Wojtyła odkłada pióro i prostuje się. Jest czerwony na twarzy. Po chwili chowa twarz w dłoniach. Kiedy kamerling informuje, że poparło go aż 94 głosujących, pochyla się nad pulpitem i zaczyna szybko pisać.
O 18.18 kard. Villot ogłasza, że papieżem został
Karol Wojtyła z Krakowa. Podchodzi do niego i pyta po łacinie: "Zgadzasz się?".
"W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła, świadom wielkich trudności - przyjmuję" .
Kardynałowie biją brawo.
Villot pyta o imię, jakie przyjmie nowy papież. Wojtyła odpowiada, że wierny wobec trzech poprzedników przyjmuje imię Jana Pawła II.
Znów brawa kardynałów.
W zakrystii krawiec Annibale Gammarelli, w asyście prałatów, dopasowuje białą sutannę, jedną z wielu przygotowanych w trzech rozmiarach - na wszelki wypadek.
Wedle starego zwyczaju nowy papież, zdejmując czerwoną piuskę, powinien założyć ją na głowę jednego z pomagających wdziać papieskie szaty prałatów. Ten zaś przy najbliższej okazji zostaje kardynałem. Ale Jan Paweł II chowa piuskę do kieszeni. Jeszcze tego wieczoru poleca, by przemycić ją do Wilna i złożyć jako wotum w Ostrej Bramie.
O 18.18 ogromy teraz tłum na placu Świętego Piotra dostrzega biały dym. Głośniki potwierdzają: "E bianco, il fumo e bianco, e veramente bianco". Naprawdę biały.
O 18.48 na fasadzie Bazyliki św. Piotra rozżarza się krzyż, na plac wmaszerowuje Gwardia Szwajcarska. Na balkonie pojawia się kardynał Felici: "Oznajmiam wam wielką radość... Habemus papam! ...Carolum sancte Romanae Ecclesiae cardinalem Wojtyla...".
Na placu św. Piotra w Rzymie dziennikarze włoskiej telewizji poznają w tłumie redaktora "Tygodnika Powszechnego" Jerzego Turowicza. Zapraszają go na wielką platformę dla ekip telewizyjnych górującą nad placem. Tam Turowicz udziela wywiadów dla programów pierwszego i drugiego włoskiej telewizji. Właśnie opowiada o kardynale Wojtyle, jakiego zna z Krakowa, gdy nad balkonem bazyliki otwiera się okno, z balkonu wywieszony zostaje ogromny dywan z czerwonym obramowaniem i papieski herb.
Papież w czerwonym ornacie, szeroko uśmiechnięty, pojawia się na balkonie. Rozpościera ręce. "Sia lodato Gesu Christo! Carissimi fratelli e sorelle...".
Ogromny tłum ogarnia wielka radość. Polski papież mówi po włosku!
"Nie wiem, czy potrafię wyrażać się jasno w waszym, w naszym języku włoskim" - poprawia się.
"Se mi sbaglio, mi corrigerete!". Jeśli się pomylę, to mnie poprawcie. Ale słówko "corrigerete" to typowy latynizm, błąd popełniany przez znających lepiej od włoskiego łacinę.
Tłum wiernych krzyczy rozradowany, już zafascynowany tym innym papieżem: "Poprawimy!".
Gierek: Jezus Maria, co teraz będzie? Na biurku w gabinecie kierownika Wydziału Administracyjnego KC Stanisława Kani dzwoni telefon. Szef Polskiej Agencji Prasowej Janusz Roszkowski informuje, że papieżem został kardynał Wojtyła. Kania odkłada słuchawkę, zamyśla się. Minutę później telefon znów dzwoni. Szef wywiadu gen. Mirosław Milewski melduje, że wedle najświeższych informacji papieżem został Wojtyła.
- Wiem - odpowiada Kania i kończy rozmowę ze zdetonowanym Milewskim.
W chwilę później Kania dzwoni do pierwszego sekretarza KC.
"Jezus Maria, co teraz będzie?" - woła do słuchawki Edward Gierek.
W Warszawie o 17 zaczyna się konferencja prasowa dla zagranicznych publicystów zaproszonych przez peerelowskie władze na czwarte spotkanie dziennikarzy europejskich, które jutro ma się rozpocząć w Jabłonnie. W tym roku tematem spotkania jest pokój. Konferencję prowadzi sekretarz Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Zbigniew Tempski, na pytania odpowiadać mają podsekretarz w MSZ Józef Czyrek i minister-kierownik Urzędu ds. Wyznań Kazimierz Kąkol. Pierwsze, uzgodnione pytanie - o wyniki gospodarki PRL w tym roku - zadaje dziennikarz radziecki. Wicedyrektor Instytutu Planowania zawile opowiada o dopłatach do produktów spożywczych, przejściowych brakach w sklepach, które rząd zaspokaja rzucaniem dodatkowych towarów na rynek.
Zachodnich dziennikarzy to nie interesuje. Pytają o strajki chłopskie na Lubelszczyźnie, o opozycyjnego księdza Sadłowskiego ze Zbroszy Dużej, o to, dlaczego Władysławowi Bartoszewskiemu i Tadeuszowi Mazowieckiemu odmówiono paszportów. Józef Czyrek odpowiada na to, że polski naród zespolony jest wokół polityki rozbrojeniowej władz.
Jean Schwoebel z "Le Monde" zwraca się do Kąkola:
"Co pan zrobi, panie ministrze, jeśli okaże się, że papieżem zostanie wybrany kardynał Wyszyński?".
"Zaproszę panów na szampana" - szarżuje na odczepnego Kąkol.
W chwilę później sekretarka podaje mu karteczkę z jednym słowem: "Wojtyła". Ale czy to aby prawda? Minister wybiega do telefonu. Numer szefa PAP Roszkowskiego - zajęty. Telefony Biura Prasy KC, Wydziału Organizacyjnego KC, redakcji "Trybuny Ludu", "Życia Warszawy", PAP - zajęte. Wreszcie Kąkol wpada na pomysł - TASS! Korespondent Walerij Rżewski już wie:
"Pozdrawlaju z Wojtyłoj".
Kąkol wraca na salę i zaczyna wymyślony od ręki spektakl. Staje za stołem prezydialnym, bez słowa wyjmuje portfel, przelicza banknoty. Po kolejnym pytaniu zachodnich dziennikarzy, o co chodzi, wyjaśnia, że sprawdza, czy starczy mu na szampany, bo papieżem został wybrany Polak - nie kardynał Wyszyński, lecz kardynał Wojtyła.
Kąkolowego szampana nikt nie chce - wszyscy dziennikarze pędem wybiegają do swoich hoteli, do telefonów i faksów.
Machejek: Na pohybel! W Olsztynie, w przeddzień rozpoczęcia drugiego Forum PRL - RFN, organizowanego przez rządy krajów wielkiego spotkania dyskusyjnego polityków, działaczy gospodarczych, naukowców i publicystów, obecni są już niemal wszyscy uczestnicy z zachodnich Niemiec. Większość peerelowskich oficjeli wyrusza autokarami z Warszawy do Olsztyna wczesnym popołudniem. Wiadomość o wyborze kardynała Wojtyły dociera do nich w czasie jazdy. Przez dłuższy czas nikt nie chce w to uwierzyć.
W Olsztynie warszawscy goście forum mijają się z gorączkowo pakującymi manatki dziennikarzami zachodnioniemieckimi akredytowanymi przy spotkaniu. Dla nich forum nie ma już znaczenia. Śpieszą do Warszawy.
Po południu w Krakowie w siedzibie oddziału ZLP na Krupniczej zaczyna się zebranie podstawowej organizacji partyjnej. Gościem jest pułkownik krakowskiej SB, który ma zapoznać partyjną śmietankę literatów z metodami działania opozycji demokratycznej. Prelegent wyjmuje z teczki dowody łamania prawa przez opozycję - wydawnictwa drugiego obiegu. Literaci skwapliwie zaczynają je czytać. Pułkownik grzmi na tych z pisarzy, którzy za dolary snują swoją antysocjalistyczną twórczość. Gdy pułkownik obwieszcza, że opozycja nie jest zbyt liczna i właściwie nie byłaby problemem politycznym, gdyby nie przyłączali się do niej i nie wspierali jej reakcyjni księża, w tym i kardynał Wojtyła, na salę dyskretnie wchodzi bufetowa, pani Muszka. Pochyla się nad Tadeuszem Hołujem i szepce mu do ucha. Hołuj zrywa się z miejsca i ogłasza:
"Koniec z nami. Radio podało, że Wojtyła został papieżem!".
I w tym momencie rozdzwaniają się dzwony we wszystkich krakowskich kościołach.
Redaktor naczelny krakowskiego "Życia Literackiego" Władysław Machejek, ortodoksyjny komunista słynący z osobliwego, barokowo-przaśnego języka, lekko zacinając się z nerwów, oświadcza: "No to teraz będziemy lizać dupę katolikom".
"Jeśli na to pozwolą" - odpowiada mu partyjny głos z sali.
Machejek wyciąga z teczki butelkę wódki - nigdy się z nią nie rozstaje, tak jak z kawałkiem wędliny na zagrychę - i wznosi okrzyk: "Na pohybel!". Ale literaci są myślami już daleko stąd, teraz nikt nie ma głowy do przepijania z Machejkiem. Zebranie więdnie.
Jan Pieszczachowicz wysyła z biura ZLP, piętro wyżej, depeszę gratulacyjną do Karola Wojtyły.
Rzecznik rządu: Współrodak narodu W KC PZPR, w gabinecie Stanisława Kani, zbierają się: sekretarz KC Stefan Olszowski, członek Biura Politycznego KC, gen. MO Stanisław Kowalczyk, członek Biura Politycznego Andrzej Werblan, odpowiedzialny za partyjną propagandę Jerzy Łukaszewicz.
Kania wzywa do siebie Czyrka i Kąkola.
Sekretarka podaje kawę. Olszowski drżącą ręką rozlewa całą filiżankę na spodnie jasnego garnituru. Nastrój jest ciężki. Nie dość, że gospodarka się wali, to jeszcze ten Wojtyła. Józef Czyrek wygłasza obmyślony w drodze z konferencji prasowej do gmachu KC koncept: ostatecznie lepszy jest Wojtyła daleko w Rzymie niż tuż pod bokiem jako przyszły prymas.
Wszyscy radośnie chwytają się tej myśli - tak, tak, lepiej, żeby był jak najdalej stąd.
Ogólne dywagacje szybko się kończą - trzeba ustalić wytyczne dla prasy. Za kilka godzin zamykane są numery jutrzejszych gazet.
Na biurku ląduje tekst wypowiedzi rzecznika rządu Włodzimierza Janiurka dla PAP. Zebrani w gabinecie Stanisława Kani z dyzgustem czytają absurdalne sformułowanie komunikatu:
"Papieżem został wybrany Polak, współrodak narodu, który przeszedł piekło wojny (...)".
Pocieszają się, że może w tłumaczeniach na obce języki ten "współrodak narodu" zniknie.
W wypowiedzi rzecznika rządu nie ma gratulacji dla, było nie było, "współrodaka", nie pada ani jedno słowo choćby zdawkowego, konwencjonalnego zadowolenia peerelowskich władz.
W Wydziale Prasy KC gorączkowo przygotowywane są szczegółowe wytyczne dla prasy. Informacje powinno się dać na pierwsze strony, ale nie eksponować tekstu w najważniejszym miejscu w lewym górnym rogu, tuż pod tytułem, lecz drukować go u góry z prawej. Tytuły nie mogą się wyróżniać pośród innych tytułów, opisać krótko pierwsze pojawienie się papieża i jego wystąpienie do wiernych na placu św. Piotra, przypomnieć podstawowe fakty z jego życiorysu.
Narada w gabinecie Stanisława Kani kończy się krótko przed 22. Służbowe limuzyny wyjeżdżają z gmachu KC. Jedna z nich skręca zaraz w lewo, w dół, w Książęcą. Kierowca w ostatniej chwili hamuje na pasach dla pieszych, tuż przed trzema zatopionymi w ożywionej rozmowie przechodniami. Wypadek był o włos. Minister Kąkol z tylnego siedzenia rozpoznaje biskupa Miziołka i księdza Bijaka.
Gazety: małą czcionką W głównym wydaniu dziennika telewizyjnego suchą, formalną informację odczytuje wyraźnie skonfundowany spiker.
Redaktorzy "Trybuny Ludu" dają tytuł "Kardynał Wojtyła nowym Papieżem". Czcionka mniejsza i wątlejsza od czcionek innych tytułów z pierwszej strony: "Najważniejsza sprawa wsi to zebranie plonów", "Końcowe prace w warszawskim Zamku Królewskim", "Międzynarodowa konferencja partyjna", "Dla eksportu i handlu wewnętrznego" (to o produkcji wagonów kolejowych i lokomotyw elektrycznych), "Wobec potrzeb rynku" (to o wypowiedziach I sekretarza KC Gierka, że trzeba więcej produkować). Przeniesienie tekstu na drugą stronę upchnięte zostaje między "Kampanię sprawozdawczo-wyborczą w KPZR" i "Wizytę premiera SRW w Singapurze". Nieszczęsna wypowiedź rzecznika Janiurka ze "współrodakiem narodu" idzie na pierwszą stronę. Zdjęcia nie będzie.
W "Życiu Warszawy", zazwyczaj redagowanym mniej ortodoksyjnie od "Trybuny", tekst o papieżu z Polski jest w tym samym miejscu pierwszej strony, ale ze zdjęciem. Pod względem atrakcyjności nowy papież przegrywa jednak z budową fabryki kineskopów w Piasecznie - nawet zdjęcie rozgrzebanego placu budowy jest ciut większe od jego portretu. W redakcyjnym komentarzu więcej uwagi poświęca się poprzednikom nowego papieża, Janowi XXIII i Pawłowi VI. Jana Pawła II kwituje się dwoma zdaniami: "Nowo wybrany papież, kardynał Karol Wojtyła, obejmując stolicę apostolską, przyjął imię Jana Pawła II. Z faktem tym świat łączy także nadzieję, iż sprawy pokoju i pokojowej współpracy narodów znajdą za obecnego pontyfikatu twórczą kontynuację, w interesie ludzkości, pontyfikatu sprawowanego po raz pierwszy przez Polaka, który zapisuje się w gronie papieży niepochodzących z Włoch, w gronie papieży z Grecji, Francji, Syrii, Dalmacji, Saksonii, Bawarii, Hiszpanii, Niemiec, Portugalii, Anglii, Holandii".
Jest już po 21, gdy w Rzymie szofer
radia watykańskiego odwozi Jerzego Turowicza do mieszkania. Turowicz telefonuje o 21.30 do redakcji "Tygodnika Powszechnego": "Owacja, jak mówię, była ogromna, aczkolwiek niewątpliwie wielu Włochów, rzymian, było zawiedzionych, że Papież nie jest Włochem".
W kościołach całej Polski odprawiane są nabożeństwa dziękczynne. Świątynie pękają w szwach. Od przeciążenia siada sieć telefoniczna. Tu i tam formują się radosne pochody. W wielu mieszkaniach i knajpach trwają spontaniczne bankiety. Większość wznosi toasty z radości, nieliczni popijają ze strachu. Jutro będzie inne.