Dotąd w krajach katolickich, jak Polska, bądź postkatolickich jak
Francja, jeśli polityk nie wkraczał w kolizję z prawem, to o jego życiu rodzinnym, o sprawach obyczajowych się nie mówiło. Prywatność była przez dziennikarzy szanowana. Pomijam prasę bulwarową. (...)
Teraz pan Kaczyński uczynił przedmiotem moralnego ataku w rozgrywce wewnątrzpartyjnej moje zobowiązania rodzinne. Wprowadził je w centrum debaty publicznej z powodów czysto politycznych, bo jak sądzę, definiuje mnie jako zagrożenie polityczne. Tym samym uchylił bardzo szeroko drzwi do obyczajowo-rodzinnej lustracji, w pierwszym rzędzie oczywiście w polityków
PiS. Media funkcjonują jak fabryka newsów. I jeśli mój przypadek okazał się sprzedawalnym newsem, to inne przypadki też mogą nim być. Ja się wybroniłem. Ale jest już pierwsza ofiara tej rewolucji pana Kaczyńskiego - pan
Przemysław Gosiewski.(...)
Istnieje krąg najbliższego zaufania (Jarosława Kaczyńskiego), a przyłączenie się do ataku na mnie było testem na przynależność do tego kręgu. Ten krąg działa jak pudło rezonansowe, które rozbrzmiewa muzyką wygrywaną przez pana Kaczyńskiego. Różne znaczące osoby w PiS dociskane publicznie w mojej sprawie, robiły co mogły, aby się od jednoznacznego komentarza uchylić, jak np. ludzie związani z grupą tzw. muzealników czy z panem Zbigniewem Ziobrą. Bo w PiS są środowiska, które swój dystans wyrażają przede wszystkim przez bierność i milczenie. Taka struktura partii opierająca się na pudle rezonansowym prezesa Kaczyńskiego jest dysfunkcjonalna wobec politycznych celów PiS: zdobycia władzy, sprawowania tej władzy, zmieniania Polski na lepsze. (...)
Te tendencje pojawiły się u Kaczyńskiego w czasach premierowstwa, a pogłębiły w kampanii wyborczej i po wyborczej porażce. Wtedy wprost sformułował doktrynę, że do współpracy potrzebuje ludzi łatwych. Ale z ludźmi łatwymi nic trudnego się nie zrobi. I sądzę, że partia jako zespół ludzki zaczyna zyskiwać świadomość, że ma problem z tą dysfunkcjonalną strukturą i z samym Jarosławem Kaczyńskim. (...)
Tak bym opisał obecną zasadę opozycyjności PiS: rzucamy hasło mobilizacji mas i bijemy się o każdy zagon, każdy zaułek i w każdej sytuacji.
Jarosław Kaczyński zachowuje się, jakby korzystał z porad będących karykaturą myśli Carla von Clasewitza zawartych w książce Ferdynanda Focha. Doktryna Focha (ofensywa za wszelką cenę) kosztowała Francuzów setki tysięcy niepotrzebnych ofiar pod Verdun. W tej logice politycznej skrajnie nieetyczne środki jakie zastosował przeciwko mnie są usprawiedliwione. Bo jest jakiś maruda, defetysta, należy więc go profilaktycznie rozstrzelać i ogłosić zdrajcą. (...)
Moja partia to PiS. Dłużej klasztora niż przeora. I gdy mnie wyrzucą, powiem jak generał Douglas MacArthur na Filipinach w 1942 r.: Ja tu jeszcze wrócę. Choć nie wiem, czy będę miał do czego".
Cały wywiad Dorna w Rzeczpospolitej Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl