Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Katarzyna Wiśniewska: Po twoich tekstach o antykoncepcji w "Tygodniku Powszechnym" niektórzy katoliccy publicyści okrzyknęli cię "księdzem propagującym grzech". Ks. Jacek Prusak SJ: Moi adwersarze nie rozumieją, że nie chodzi mi o propagowanie ideałów rewolucji seksualnej. Nie mówię, że antykoncepcja zawsze jest dobra. Dołączam się jedynie do głosów teologów, i to wybitnych (np. Rahner, Häring, Fuchs, Demmer), którzy twierdzą, że nie można udowodnić na podstawie analizy prawa naturalnego, że w każdym przypadku jest moralnie zła. I postuluję, by decyzję, czy antykoncepcja buduje związek, czy osłabia, zostawić małżonkom ze względu na ich specyficzną sytuację rodzinną i intuicję moralną. Prawdą jest, że odkrycie pigułki antykoncepcyjnej przyczyniło się do permisywizmu moralnego, ale powoływanie się na ten fakt zniekształca spór.
Dlaczego? - Nie rozmawiamy przecież o ludziach, dla których antykoncepcja jest częścią stylu ich życia, a zakazy Kościoła i tak ich nie obchodzą. Z badań wynika, że nauczanie Kościoła o antykoncepcji sprawia kłopot katolikom, którzy poważnie traktują swoją wiarę i wcale nie zamykają się na dzieci. To często są małżeństwa wielodzietne, a nie żadni rozpasani hedoniści. Najnowsze badania przeprowadzone przez Instytut Humboldta w Wielkiej Brytanii wśród katolików aktywnie biorących udział w życiu religijnym pokazują, że od 40 lat nic się nie zmieniło. Te osoby uważają małżeństwo i rodzinę za dużą i pożądaną wartość, ale nie akceptują w pełni nauczania na temat antykoncepcji. Tak jest w Europie i Ameryce.
Kościelne "nie" dla antykoncepcji jest dla większości katolików "oczywistą oczywistością". Ty od pewnego czasu udowadniasz - co wywołało już wiele głosów oburzenia - że tak nie jest. Antykoncepcja dzieliła Kościół? - Dzieliła i dzieli nadal, a ja to opisuję i próbuję zrozumieć. Warto podkreślić, że ten aspekt nauczania Kościoła spotykał się od lat z oporem nie tylko wśród wiernych, lecz także wśród samych hierarchów. Wprawdzie nigdy żaden lokalny episkopat nie odciął się od
papieża Pawła VI po jego encyklice "Humanae Vitae" z 1968 r. [dalej: "HV"] potępiającej sztuczne sposoby regulacji poczęć, ale wielu biskupów miało trudność z jej przyjęciem w całości. Duchowni i świeccy zgłaszali swoje wątpliwości i tak jest do dzisiaj.
Zaczęło się od komisji powołanej w 1963 r. przez Jana XXIII, która miała przyjrzeć się nauczaniu Kościoła o antykoncepcji. Dlaczego w ogóle powstała? Papież miał w planach jakieś zmiany? - Rozpoczynając sobór, Jan XXIII poprosił obradujących, żeby zajęli się problemem małżeństwa i rodziny. Ale w tym samym czasie na Kościół naciskały ONZ i WHO, które chciały podjąć kwestie zapobiegania przeludnieniu.
Pod wpływem tych nacisków Jan XXIII powołał sześcioosobowy zespół (troje świeckich i troje duchownych) i polecił mu przebadać problem przeludnienia, tak żeby Kościół mógł sprecyzować i przedstawić swoje stanowisko. Papież chciał też, by zespół przygotował syntezę tradycyjnej nauki Kościoła o małżeństwie i prokreacji obejmującą zastrzeżenia wobec antykoncepcji (na rynku właśnie pojawiła się pigułka). Zespół popularnie nazwano komisją do kontroli urodzin. Po pierwszym spotkaniu w Louvain jego członkowie poprosili o powiększenie składu do 18 osób. Pojawiło się więcej demografów i teologów.
Jeśli tak wielu katolików chodzących do Kościoła, modlących się i dbających o siebie i swoje dzieci uważa, że obecne nauczanie jest zbyt restrykcyjne, a nawet szkodliwe dla ich związków, to wierzę ich intuicji moralnej
Były jakieś spory? - Na drugim spotkaniu komisji w Rzymie doszło do zgrzytu. Wystąpił kanonik z Belgii Pierre de Locht, który zajmował się duszpasterstwem rodzin. Stwierdził, iż nauczanie Kościoła o tym, że prokreacja jest pierwszym celem małżeństwa oraz współżycia, ani nie jest zgodne z odkryciami naukowymi, ani z doświadczeniem małżonków. Wtedy bardzo znany teolog-moralista, redemptorysta Bernard Häring, stwierdził, że to wystąpienie każe zespołowi zająć się fundamentami etyki seksualnej bardziej wnikliwie. Tę konkluzję przekazano nowemu papieżowi Pawłowi VI.
Jak zareagował papież? - Zgodził się na dalsze prace komisji i poszerzył jej skład do 64 członków. Znaleźli się tam też kardynałowie i biskupi, a także małżeństwa. Po raz pierwszy nie pochodzili oni wyłącznie z Europy. Na trzecim spotkaniu wystąpiło amerykańskie małżeństwo, przedstawiając wyniki swoich badań przeprowadzonych wśród członków Christian Family Movement, czyli rodzin bardzo zaangażowanych religijnie. Wynikało z nich, że nauczanie Kościoła na temat antykoncepcji sprawia wielu tym małżeństwom cierpienie. Pojawiły się też napięcia między teologami, którzy zgodnie z poleceniem papieża zaczęli analizować nauczanie o antykoncepcji oddzielnie, w podgrupie. Po pewnym czasie doszło do drugiego przesilenia: okazało się, że większość członków komisji uważa, iż nie można udowodnić, że antykoncepcja jest zawsze wewnętrznie zła; a więc tradycyjna nauka domaga się weryfikacji.
Ilu członków komisji tak uważało? - Wynik głosowania był miażdżący. Jedynie czterech członków wstrzymało się od podpisania raportu większości domagającego się zmiany dotychczasowej nauki na temat antykoncepcji. Co jest jednak ważne, a co się często pomija, nawet owa czwórka teologów twierdziła, że tradycyjne argumenty przeciwko antykoncepcji nie są rozstrzygające. Uważali jednak, że tej nauki nie można zmienić, bo uderzyłoby to w autorytet Kościoła.
A potem Paweł VI opublikował encyklikę "HV", w której całkowicie pominął wyniki prac komisji. Dlaczego?! - Po otrzymaniu raportu komisji, a przed ogłoszeniem "HV" Kongregacja Nauki Wiary powołała tajną grupę wysokich rangą duchownych, którzy mieli przygotować papieżowi nowy raport. Ale był on tak zachowawczy w swoim charakterze, że sama Kongregacja go odrzuciła. Powołano więc drugą grupę, znowu składającą się wyłącznie z duchownych, ale nie wiadomo, jaki miała ona wpływ na decyzję papieża. Po ogłoszeniu HV papież powiedział, ile go to kosztowało i dlaczego podjął taką decyzję. Tłumaczył, że komisja miała charakter tylko doradczy, a on biorąc pod uwagę pro i contra, uważa, że nie mógł napisać nic innego, bo wystąpiłby przeciwko swoim poprzednikom.
Jaki udział w tych dyskusjach, a może i kształcie encykliki miał kard. Karol Wojtyła? - Był wśród członków komisji, ale nie przyjechał na głosowanie, w którym przygotowano raport większości, bo musiał zostać w Polsce. Niektórzy twierdzą, m.in. kard. Christoph Schönborn, że Pawła VI do zostania przy tradycyjnym stanowisku Kościoła przekonał Wojtyła, ale moim zdaniem to tylko hipoteza. Papież na pewno znał jego opinię, chociażby przez telefon, ale byłbym ostrożny z mówieniem, że to autorytet
Karola Wojtyły wpłynął na Pawła VI. To trochę taki polski mit.
Ale można zakładać, że podczas głosowania kard. Wojtyła byłby w tej mniejszości? - Tak, bo rok później, w '69 r. ukazał się jego tekst w "L'Osservatore Romano", w którym z perspektywy personalizmu uzasadniał słuszność decyzji Pawła VI. Uważa się jednak, że zarys encykliki przygotował papieżowi francuski jezuita Gustave Martelet, na którego książkę o ludzkiej płodności i małżeństwie Paweł VI powołał się w trakcie publicznego wystąpienia po publikacji "HV".
Dlaczego o antykoncepcji nie było mowy na soborze? - W komisji pracującej nad "Lumen Gentium" [konstytucja dogmatyczna o Kościele z 1964 r.] powstał spór między ojcami soboru na temat nauki o hierarchii celów małżeństwa. Istniała także rozbieżność opinii w sprawie oceny pigułki. Do soboru za główne cele pożycia małżeńskiego Kościół uważał spłodzenie potomstwa i ochronę przed pożądliwością. Część biskupów domagała się zmiany tego nauczania i wprowadzenia elementu personalistycznego. Inni uważali to za wymysł modernistyczny, który zaprowadzi katolików na manowce. Papież Jan XXIII kwestię antykoncepcji wyciągnął z obrad soborowych, ponieważ uważał, że najpierw powinna się nią zająć grupa ekspertów, a nie biskupów; Paweł VI był natomiast świadomy, że ojcowie soboru nie byli jednomyślni w tej sprawie. Aczkolwiek biskupi byli przekonani, że razem z
papieżem będą podejmowali decyzję w sprawie antykoncepcji na podstawie opracowywanego raportu komisji.
Może papież bał się wpuścić temat antykoncepcji pod obrady soboru? - Nie można tego wykluczyć.
Jak zareagowali hierarchowie po ukazaniu się "HV"? - Wiele episkopatów, przede wszystkim krajów germańskich, zaczęło łagodzić jej wydźwięk, podkreślając, że encyklika nie jest elementem nauczania nieomylnego, że nie są to prawdy objawione. I jeśli katoliccy małżonkowie mają trudności z jej recepcją, to niech będą wierni swojemu sumieniu. Kard. Schönborn komentuje to twierdzeniem, że biskupom brakowało odwagi, żeby jednoznacznie stanąć za Pawłem VI. Uważam jego ocenę za jednostronną: wątpliwości hierarchów były szczere, mieli je jeszcze przed ogłoszeniem encykliki, i sygnalizowali je papieżowi.
Czy ktoś papieżowi wprost robił wyrzuty? - Tak, nie bez przyczyny cały miesiąc po ogłoszeniu encykliki nazywano miesiącem teologicznej złości. Papieża to bardzo przybiło, był świadomy, że podjął decyzję niezgodną z oczekiwaniami wielu hierarchów, teologów i osób świeckich. Kard. Leon-Joseph Suenens miał żal do papieża, że chociaż potrafił przekonać do przyjęcia zasady kolegialności w Kościele ojców soboru, to kiedy nadarzyła się sposobność, aby z niej skorzystać przy kwestii antykoncepcji, nie uczynił tego. I odrzucił raport większości. Paweł VI podobno płakał, widząc reakcję wewnątrz Kościoła. Jego sposób argumentacji, że sprzeniewierzyłby się wielowiekowej nauce Kościoła, jest podejmowany do dzisiaj. Ale ludzie, którzy się nim podpierają, nie rozumieją, że nie chodziłoby o zerwanie z tradycją, ale o rozwój nauczania zwykłego Magisterium.
Nauczanie o antykoncepcji nie należy więc do nauczania nieomylnego Kościoła? - Po pierwsze, encyklika jako dokument nie ma takiego charakteru; po drugie, Kościół nie jest nieomylny w sprawach zjawisk naturalnych, do których należy również kwestia ludzkiej płodności. Zatem nauczanie o antykoncepcji to tzw. nauczanie zwykłe, zobowiązujące do przyjęcia, ale nie nieomylne. Nie formułuje dogmatycznych prawd wiary.
Kościół argumentuje, że antykoncepcja prowadzi do rozdzielenia miłości i odpowiedzialności. - Tylko czy słusznie? Bez odwoływania się do autorytetu Kościoła trudno obronić tezę, że każdy akt rozdzielenia aspektu seksualnego od prokreatywnego jest wewnętrznie zły. Przecież większość stosunków jest niepłodna. Czym więc się różni etycznie takie współżycie od współżycia przy zastosowaniu antykoncepcji, skoro intencja jest ta sama? Twierdzenia, że gdy nie ma możliwości prokreacji w sposób naturalny, to tym samym współżycie jest chronione przed depersonalizacją, nie da się utrzymać. Teza, że w antykoncepcji chodzi jedynie bądź przede wszystkim o przyjemność, również nie jest uniwersalną zasadą.
Bez odwoływania się do autorytetu Kościoła trudno obronić tezę, że każdy akt rozdzielenia aspektu seksualnego od prokreatywnego jest wewnętrznie zły
Dominikanin o. Mirosław Pilśniak pisał niedawno w "Tygodniku", że skoro tylu papieży sprzeciwiało się antykoncepcji, to oznacza, że działali pod natchnieniem Ducha Świętego i niemożliwe, żeby się mylili. - Ten argument mnie nie przekonuje. Nikt nie mówi, że papieże nie byli pod natchnieniem Ducha Świętego, ale Jego asystencja nie miała na celu sformułowania nieomylnego nauczania. Papieże interpretowali prawo naturalne dla dobra wiernych w świetle dostępnej im wiedzy i rozeznania. Rozwój nauczania zwykłego Magisterium zakłada możliwość zmiany, ewolucji.
Czytałam wypowiedzi katolickich małżeństw, które twierdziły, że antykoncepcja zaszkodziła ich związkowi. - Nie uważam bynajmniej, że się mylą. Ale nie mogą ekstrapolować swoich doświadczeń na wszystkich. Sam znam pary, którym antykoncepcja pomogła. Ciekawą grupą są tu konwertyci. Ponieważ nie byli wierzący, nie stosowali się do tego zalecenia Kościoła. Ale jako katolicy wcale nie uważają, że byli wtedy gorszym małżeństwem albo że ich miłość zrodziła się dopiero po nawróceniu. Podkreślają: gdy ktoś mówi nam, że to nie była prawdziwa miłość - bo stosowaliśmy antykoncepcję - to nas oczernia.
Gdy ktoś spowiada ci się z tego, że stosuje antykoncepcję, rozgrzeszasz go? - W konfesjonale penitent staje przed Bogiem; nie przede mną. Konfrontuje się z nauczaniem Kościoła, a nie moimi poglądami.
Dlatego taka osoba się z tego spowiada. Nakazuje to jemu/jej sumienie. Przecież Kościół uczy, że antykoncepcja to grzech. Co odpowiadasz? - Badam ich sumienie. Często mamy błędne rozumienie tego, czym ono jest. Sobór naucza, że to miejsce, w którym człowiek sam staje przed Bogiem, ale to nie jest jakiś majestatyczny trybunał. Sumienie jest głosem rozumu praktycznego, nie głosem z zaświatów. Czyń dobrze, unikaj zła - tego domaga się sumienie przy podejmowaniu decyzji moralnych. Jeśli ktoś w sumieniu uważa, że stosując antykoncepcję, czyni dobro, a unika zła, ale się z tego spowiada, to jego sumienie nie jest pewne. Ja nie będę go uspokajał swoim "autorytetem". Jeśli się nie spowiada, bo ma sumienie niepokonanie błędne, to i tak ma się kierować jego głosem. Ja nie mogę mu deptać sumienia, a jedynie rozpoznać jego kwalifikację.
Po burzy wokół "Humanae Vitae" były w Kościele jeszcze jakieś starcia o antykoncepcję? - Na synodzie biskupów w 1980 r. oczekiwano, że papież
Jan Paweł II odniesie się do tej kwestii. Mocno wtedy zabrzmiał głos amerykańskiego arcybiskupa Johna R. Quinna. Stwierdził on, że tradycyjne nauczanie Kościoła na temat antykoncepcji nie jest spójne i nie odzwierciedla doświadczenia większości katolików. Ale Jan Paweł II w "Familiaris Consortio" potwierdził nauczanie Pawła VI. Były również liczne manifesty teologów domagające się zmiany postawy Watykanu.
Wierzysz, że nastąpi zmiana w nauczaniu Kościoła o antykoncepcji? - Może ona nastąpić, ale jedynie na następnym soborze. Wierzę, że prawda jest przed autorytetem. Jeśli tak wielu katolików chodzących do Kościoła, modlących się i dbających o siebie i swoje dzieci uważa, że obecne nauczanie jest zbyt restrykcyjne, a nawet szkodliwe dla ich związków, to wierzę ich intuicji moralnej. Nie można zakładać, jak robią to niektórzy katolicy, że brak im heroizmu, bo rozwiązaniem ich problemów jest wstrzemięźliwość seksualna. Heroizm jest odpowiedzialnością za siebie nawzajem i dzieci. Nie musi mieć jedynie charakteru ascetycznego. Miłość małżonków jest najlepszą szkołą heroizmu i odpowiedzialności, a nie ich postawa wobec antykoncepcji.
Przeczytaj tez inne teksty ks. Jacka Prusaka w Gazecie
Dla chrześcijanina seks nigdy nie jest neutralny: albo buduje duszę, albo działa na nią destrukcjynie. Jest stałym zobowiązaniem, które musi pozostać czyste. Pamiętajmy, że to też sposób przeżywania miłości
- Chrześcijańska ars erotica
Skoro dzieci zachodzą w ciążę, skoro aborcja u dzieci jest legalna
- co robić? - Uważam, że taka edukacja powinna opierać się na dwóch nogach: wiedzy o antykoncepcji i wychowaniu do odpowiedzialności
- Szkoła musi uczyć o antykoncepcji
Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl