http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sądy potrzebują odwagi

Rozmawiała Ewa Siedlecka
2008-09-26, ostatnia aktualizacja 2008-09-25 17:11

Sędziowie są przekonani, że należy im się szacunek i zaufanie z mocy urzędu. Powtarzają, że "z wyroku zawsze jedna strona jest niezadowolona". To nieprawda. Obie strony, także ta przegrana, powinny rozumieć wyrok - mówi Jacek Ignaczewski, sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie, b. ekspert Ministerstwa Sprawiedliwości


Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Ewa Siedlecka: W środę i czwartek były "dni bez wokandy" - kolejny etap protestu sędziów przeciw niskim zarobkom. Jeśli - jak zapowiadają - zaczną odchodzić z pracy, to czeka nas paraliż państwa. A także to, że sądzić nas będą dwudziestoparolatkowie tuż po studiach.

Pan twierdzi, że ten protest jest niepotrzebny i w ogóle nie chodzi o płace.


Jacek Ignaczewski: Chodzi o to, że trzeba zreformować cały system wymiaru sprawiedliwości. Bo nawet najwyższe zarobki sędziów nie sprawią, że sądy zaczną być sprawne, znikną zaległości, a opinia publiczna odzyska zaufanie do sędziów. Nasz system jest źle zorganizowany i zarządzany. Trzeba zdiagnozować przyczyny choroby. Może się okazać, że do naprawy systemu wcale nie trzeba dodatkowych nakładów, tylko odwagi.

Taką diagnozę zawarł pan w wydanej niedawno książce "Wymiar sprawiedliwości - teraźniejszość i przyszłość". A wnioski, które pan wyciąga, są rewolucyjne, żeby nie powiedzieć anarchistyczne. Np. chce pan zniesienia trójszczeblowej organizacji sądownictwa, zlikwidowania hierarchii wśród sędziów, zrównania płac sędziów wszystkich instancji, wprowadzenia limitów orzeczniczych i odpowiedzialności dyscyplinarnej za ich niedopełnienie

- Zacznijmy od podziału na sądy rejonowe, okręgowe i apelacyjne. Sądownictwo w Polsce ma strukturę piramidy: 90 proc. spraw załatwianych jest przez sądy rejonowe. Nawet jeśli odliczyć sprawy rejestrowe [wpisy do rejestrów i ksiąg wieczystych], to i tak do sądów rejonowych wpływa ponad 4,5 mln spraw rocznie, do okręgowych - niecały milion, a do apelacyjnych - niecałe 100 tys. W rejonie jest też najwięcej spraw na jednego sędziego, a więc proporcjonalnie do wpływu spraw jest najmniej etatów sędziowskich. W dodatku pracują tam albo najmłodsi, a więc najmniej doświadczeni sędziowie, albo sfrustrowani sędziowie ze stażem. To na nich spoczywa ciężar polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jeśli tylko któryś nabierze doświadczenia i sprawności w sądzeniu, stara się awansować do sądu okręgowego, gdzie ma mniej pracy i wyższą pensję. A potem do apelacyjnego.

To nie jest w interesie społeczeństwa. I nie jest prawdą, że sądy rejonowe mają przede wszystkim sprawy drobne i proste. Jeśli skomplikowanie spraw mierzyć liczbą tomów akt, to tylko co szósta sprawa powyżej pięciu tomów trafia do okręgu.

Pan proponuje, aby sędziowie sądów rejonowych zarabiali tyle samo, ile okręgowych, plus dodatek za wysługę lat. I żeby nie było sądów wyższego i niższego szczebla, tylko sądy sądzące sprawy i sądy sądzące wyroki. W tym modelu nie ma miejsca na dzisiejsze sądy apelacyjne.

- To byłby sprawiedliwy system, który pozwoli zatrzymać w sądach rejonowych najlepszych, najbardziej doświadczonych sędziów. Moim zdaniem sędziowie dzielą się na "sędziów faktu" [takich, którzy czują powołanie do sądzenia spraw] i na "sędziów prawa" [którzy wolą sądzić wyroki]. I trzeba im umożliwić karierę w dziedzinie, w której dobrze się czują.

Trzy szczeble sądownictwa i uzależnienie wynagrodzenia od miejsca w hierarchii sprawiają, że kariera zależy od awansu do wyższej instancji, a nie od doskonalenia się w tym, co się robi. To jest model kariery urzędniczo-funkcyjnej, która nie ma nic wspólnego ze służbą sędziowską. Sędzia ma sprawować wymiar sprawiedliwości, stale podnosić swe kwalifikacje i być pomostem pomiędzy obywatelami a państwem. W tych trzech obowiązkach nie ma miejsca na rozglądanie się, gdzie będzie mi lepiej, gdzie będę lepiej zarabiał itp.

Kolejna pana propozycja: znieść kierownicze funkcje w sądach. Obliczył pan, że na 10 tys. sędziów i asesorów połowa pełni rozmaite funkcje: prezesów, wiceprezesów, przewodniczących wydziałów, kierowników sekcji i ich zastępców, wizytatorów itp. To znaczy, że sądzą mniej lub w ogóle. Ale mają za to dodatki, które miesięcznie kosztują budżet państwa 4 mln zł.

- Np. w dwóch trzecich sądów rejonowych na jednego sędziego zwykłego przypada jeden funkcyjny. To właśnie skutek urzędniczego modelu kariery sędziowskiej. Awans to albo przejście do wyższej instancji, albo zajęcie kierowniczego stanowiska. Zresztą często jest to powiązane: z kierowniczego stanowiska do wyższej instancji. Te awanse nie mają wiele wspólnego z poziomem zawodowym sędziego. Ani z jego zdolnościami menedżerskimi. Opierają się na znajomościach, osobistych sympatiach. Mało kto wie, że kryterium wyboru prezesa sądu rejonowego jest to, czy w terminie pisał uzasadnienia.

Sędziowie powinni sądzić, a nie administrować, gdyż na tym po prostu się nie znają. Trzeba wprowadzić taki system płac, żeby opłacało się być dobrym, sprawnym sędzią.

Nie da się wynagradzać za jakość sądzenia, bo byłaby to ingerencja w sędziowską niezawisłość. Pozostaje więc wynagradzać za sprawność. Proponuje pan "limit orzeczniczy" dla sędziów. Ci, którzy go nie wyrobią, mają nie dostawać specjalnego dodatku motywacyjnego. Mogą nawet odpowiadać dyscyplinarnie za "rażące niedopełnienie obowiązków".

- Limit orzeczniczy powinien przewidywać mniej więcej taki sam u każdego sędziego udział spraw prostych i skomplikowanych. Ale najpierw należałoby doprowadzić do tego, żeby na każdego sędziego przypadała podobna liczba spraw. Trzeba więc zbadać wpływ spraw w poszczególnych okręgach, a potem utworzyć okręgi na nowo. I na nowo poprzydzielać etaty sędziowskie, aby obłożenie sędziów sprawami było podobne. Może się okazać, że trzeba przesunąć sędziów z małych miejscowości do dużych miast.

Dziś są sądy, w których sądzi czterech sędziów, każdy ma po kilka spraw i jest przewodniczącym wydziału: karnego, cywilnego, gospodarczego, pracy - z odpowiednim dodatkiem funkcyjnym. Nawet jeśli na danym terenie np. sprawy gospodarcze w ogóle nie wpływają. Więc może się okazać, że trzeba zlikwidować niektóre sądy. Albo zmienić prawo tak, by tam, gdzie wystarczy jeden - dwóch sędziów do sądzenia wszystkich wpływających spraw, mogli je sądzić bez podziału na sędziego od spraw gospodarczych, karnych, cywilnych, rodzinnych, pracy.

To oczywiście naruszy interesy sędziów, samorządów lokalnych. Ale jedyny interes, który powinien się liczyć, to interes wymiaru sprawiedliwości. Dlatego trzeba też oderwać strukturę sądownictwa od struktury administracyjnej. O tym, gdzie tworzy się sąd, nie powinny - jak to dziś bywa - decydować wpływy lokalnego samorządu.

Kolejna pana teza: mamy za dużo sędziów. Nieoryginalna zresztą, bo podobnie mówi Krajowa Rada Sądownictwa i Stowarzyszenie Sędziów "Iustitia". Ale rząd wyraźnie jest przeciwnego zdania: Sejm rozpatruje właśnie rządowy projekt o Krajowej Szkole Sądów i Prokuratury, która ma szkolić m.in. kandydatów na sędziów.

- Zawód sędziego powinien być ukoronowaniem kariery prawniczej, a nie wstępem do niej. Powinni do niego przychodzić ludzie znający już salę sądową, z prawniczym i życiowym doświadczeniem, a nie uczyć się na żywym ciele sądzonych. Dzięki przechodzeniu adwokatów czy radców prawnych do sądownictwa nie byłoby też dzisiejszego sędziowskiego korporacjonizmu - zamykania się sędziów w wieży z kości słoniowej.

Jeśli zlikwidowalibyśmy dzisiejszy model kariery: z sądu niższej do wyższej instancji, znaleźliby się chętni adwokaci czy radcowie także do sądów rejonowych. Żeby ich zachęcić, trzeba oczywiście sprawić, by płaca sędziego rażąco nie odbiegała od ich zarobków. Ale co najmniej tak samo ważne jest, żeby sędzia miał odpowiedni warsztat pracy: swoje biuro z personelem pomocniczym, asystentów. Bo jak adwokat czy radca ma zamienić swoją kancelarię na wspólny z innym sędzią pokoik, sekretarkę - jedną na cały wydział - i jednego na wydział asystenta?

A liczbę sędziów trzeba zmniejszyć do 6 tys. Dziś przodujemy w Europie w liczbie sędziów na 100 tys. mieszkańców. Mamy ich 23,4. We Włoszech jest do 11,7, we Francji - 10,4, w Hiszpanii - 9,8. Sędziowie powinni się zajmować tylko sądzeniem. Wszystko inne powinien przejąć sekretariat, asystenci i referendarze, których potrzeba więcej. A wszystkie sprawy niesporne trzeba wyprowadzić z sądów. Rejestry sprywatyzować tak, jak sprywatyzowano notariat.

  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':