Od maja 2004 roku polscy politycy stanêli wobec nowych wyzwañ zwi±zanych z obecno¶ci± Polski w strukturach Unii Europejskiej. Jednym z nich by³o skuteczne odnalezienie siê polskich reprezentantów w Parlamencie Europejskim.
Ju¿ na pocz±tku kadencji polscy eurodeputowani z inicjatywy pos³ów PiS powo³ali do ¿ycia tzw. Klub Polski. Dzi¶ zalety jego funkcjonowania doceniaj± przedstawiciele wszystkich polskich partii reprezentowanych w PE, którzy bez wyj±tku aktywnie dzia³aj± w jego ramach. Comiesiêczna konsultacja projektów legislacyjnych pozwala na wychwytywanie wa¿nych dla Polski kwestii i ustalanie wspólnej strategii dzia³ania. Wzmacnia to z pewno¶ci± si³ê polskiego g³osu w PE.
Poza wspó³prac± w ramach Klubu Polskiego przedstawiciele ka¿dej partii wybrali jednak w³asn± polityczn± taktykê.
Przedstawiciele PO,
PSL, PD,
SLD i w czê¶ci Samoobrony zrzeszyli siê w ramach du¿ych frakcji parlamentarnych - Europejskiej Partii Ludowej (EPP), Porozumienia Libera³ów (ALDE) i Partii Europejskich Socjalistów (PES) w przekonaniu, ¿e tylko przynale¿no¶æ do znacz±cej frakcji politycznej pozwoli im zaistnieæ w PE.
Z kolei reprezentanci PiS i LPR wybrali mniejsze frakcje prezentuj±ce bliskie im przekonania - Uniê na rzecz Europy Narodów (UEN) i Frakcjê "Niepodleg³o¶æ i Demokracja" (IND/DEM). Tego nie³atwego wyboru dokonali w przekonaniu, ¿e kompromisy ideowe zwi±zane z funkcjonowaniem w dominuj±cych frakcjach uniemo¿liwi± nie tylko wdra¿anie wielu pomys³ów w ¿ycie, ale wrêcz ich prezentowanie na forum PE.
Dzi¶, na rok przed wyborami do PE, warto dokonaæ oceny, która z tych dróg przynios³a Polsce wiêcej korzy¶ci.
K³opoty du¿ych frakcji Wielu publicystów oceniaj±cych prace polskich europarlamentarzystów utyskuje na rozbicie polskiego g³osu w PE na wiele frakcji. Podnosi siê czêsto, ¿e niezmiernie du¿o tracimy na tym, ¿e ledwie nieco ponad po³owa polskich eurodeputowanych nale¿y do najwiêkszych frakcji. Czy s³usznie? Je¶li spytamy o osi±gniêcia deputowanych zrzeszonych w ramach dominuj±cych frakcji, oka¿e siê, ¿e postawiona teza jest co najmniej w±tpliwa.
Pos³owie PO i PSL - po pocz±tkowym entuzjazmie zwi±zanym z obecno¶ci± w najwiêkszej frakcji - przekonywali siê, jak trudno wp³yn±æ na przeforsowanie jakichkolwiek w³asnych projektów, a jednocze¶nie jak wieloma - czêsto dramatycznymi - kompromisami jest okupione funkcjonowanie w ramach wielonarodowo¶ciowego, wielonurtowego kolosa.
Nagle okaza³o siê, ¿e wiêkszo¶æ kolegów z w³asnej frakcji ma inny pogl±d na wiele, o ile nie wiêkszo¶æ kwestii. Eurodeputowani z Platformy z rozdziawionymi ustami s³uchali wyg³aszanych w imieniu ich frakcji oskar¿eñ na tle homofobicznym pod adresem Polski fiñskiego kolegi Alexandra Stubba (by³ego ju¿ pos³a do PE, od niedawna fiñskiego szefa
MSZ), wiceprzewodnicz±cego parlamentarnej intergrupy gejów i lesbijek.
Pó¼niej przyszed³ przegrany bój o kszta³t tzw. dyrektywy us³ugowej - przepisów, które mia³y zliberalizowaæ rynek us³ug w Europie, a ostatecznie jeszcze bardziej go skrêpowa³y. G³os pos³ów PO i PSL zosta³ st³umiony w zarodku ponadpartyjnym porozumieniem frakcji chadeckiej (EPP) i socjalistów (PES).
Z czasem coraz ja¶niejsze stawa³o siê, ¿e polscy pos³owie EPP s± zmarginalizowani, czego nie zmienia³ nawet sukces Jerzego Buzka w sprawie dyrektywy patentowej i pasja, z jak± stara³ siê wp³ywaæ na swoich kolegów Jacek Saryusz-Wolski.
Mimo ¿e czê¶æ pos³ów PO stara siê byæ aktywnymi, uwarunkowania frakcyjne sprawiaj±, ¿e lista osi±gniêæ PO w PE, jak na ambicje tej partii i liczebno¶æ jej reprezentacji jest mizerna. Do tego europos³owie PO s± równie¿ stosunkowo s³abo reprezentowani na wa¿nych stanowiskach w PE (jeden przewodnicz±cy Komisji).
Z kolei osi±gniêcia pos³ów SLD i
SdPl oraz Partii Demokratycznej maj± raczej charakter symboliczny. Nie mo¿na rzecz jasna pomin±æ tego, ¿e Marek Siwiec pe³ni funkcjê wiceprzewodnicz±cego PE. Jednak przy ich liczebno¶ci w ramach swych grup politycznych ju¿ objêcie wspomnianego stanowiska traktowaæ nale¿y w kategoriach osi±gniêcia.
Gazoci±g i inne sukcesy Na tym tle najbardziej zwart± i najwiêksz±, bo licz±c± 19 pos³ów, polsk± reprezentacjê w Parlamencie Europejskim stanowi polska delegacja we frakcji Unii na rzecz Europy Narodów (UEN) licz±cej 43 eurodeputowanych.
Warto przypomnieæ, ¿e pocz±tkowo delegacja ta liczy³a jedynie siedmiu pos³ów wybranych z listy PiS. Z czasem jednak inni pos³owie obserwuj±cy trudno¶ci w prowadzeniu polityki w ramach innych frakcji, a jednocze¶nie widz±cy szansê na zbudowanie silnego frontu w ramach grupy UEN do³±czyli do reprezentantów PiS. Polacy stali siê tym samym wiod±c± si³± w tej grupie. Dziêki zwiêkszeniu liczby polskich reprezentantów w UEN, a co za tym idzie liczebno¶ci ca³ej frakcji uda³o siê wywalczyæ fotel drugiego wiceprzewodnicz±cego PE z Polski, któr± to funkcjê piastuje Adam Bielan, oraz utrzymaæ stanowisko przewodnicz±cego Komisji Petycji dla Marcina Libickiego na drug± po³owê bie¿±cej kadencji.
Dziêki dominuj±cej pozycji polskich pos³ów w UEN Wojciech Roszkowski mo¿e bez skrêpowania partyjnego umacniaæ pamiêæ historyczn± Europy, a Konrad Szymañski stanowczo wystêpowaæ w obronie praw rodziny. To w³a¶nie dziêki tej pozycji mo¿liwe by³o przygotowanie istotnych raportów w sprawie tzw. Instrumentu S±siedztwa i polityki wzglêdem Ukrainy (autorstwa Konrada Szymañskiego i Micha³a Kamiñskiego). Dodatkowo najczê¶ciej polskim pos³om udaje siê przekonaæ do w³asnych postulatów ca³± frakcjê, która mówi wtedy w debatach parlamentarnych "polskim g³osem". Przyk³adem na to by³a choæby debata w sprawie sytuacji w Gruzji, podczas której Konrad Szymañski (PiS/UEN) przemawia³ w imieniu ca³ej frakcji, co nie uda³o siê polskim pos³om z EPP ani partii socjalistów.
Jednak najbardziej spektakularnym dowodem zaprzeczaj±cym tezie, i¿ skuteczna polityka wymaga obecno¶ci w du¿ej frakcji parlamentarnej, jest sprawa gazoci±gu ba³tyckiego. Kiedy pod koniec 2005 roku polscy pos³owie, przede wszystkim PO, zabiegali o poparcie dla zaproponowanego przez nich tzw. pytania ustnego w tej sprawie, liczyli, ¿e pozwoli to na wprowadzenie tej kwestii pod obrady ca³ego Parlamentu. Jak¿e srogi by³ zawód tych¿e pos³ów, kiedy okaza³o siê, ¿e ich grupa polityczna - zdominowana przez Niemców - ani my¶li popieraæ tej inicjatywy.
Pomys³ upad³, a
Parlament Europejski, wydawa³o siê, na jaki¶ czas zapomnia³ o sprawie gazoci±gu. Sprawa jednak od¿y³a w 2006 roku, gdy do Parlamentu Europejskiego wp³ynê³a petycja poznañskiego radnego PiS Krzysztofa M±czkowskiego. Wkrótce potem do PE wp³ynê³a równie¿ podobna petycja z Litwy podpisana przez blisko 30 tys. osób. Dziêki silnej pozycji Polaków w UEN, a w konsekwencji poparciu tej grupy, przewodnicz±cemu komisji petycji Libickiemu uda³o siê uzyskaæ aprobatê w³adz PE dla odbycia debaty w tej sprawie na podstawie raportu przez niego przygotowanego.
Od tego momentu ku zdumieniu pos³ów z innych frakcji sprawa zaczê³a siê dynamicznie rozwijaæ. W Parlamencie odby³o siê wys³uchanie publiczne, w którym udzia³ wziê³o kilkaset osób, ¶wiatowej s³awy eksperci oraz dwaj komisarze - ds. ¶rodowiska Stavros Dimas i energii Andris Piebalgs. Pose³ Hanna Foltyn-Kubicka zorganizowa³a wystawê na temat zagro¿eñ ekologicznych zwi±zanych z budow± gazoci±gu, która unaoczni³a wielu skalê problemu.
Nastêpnie uda³o siê zbudowaæ szerok± ponadnarodow± koalicjê pos³ów, którzy poparli bardzo krytyczn± wersjê sprawozdania wskazuj±c± na wiele istotnych zagro¿eñ ¶rodowiskowych. Wreszcie w lipcu 2008 Parlament przyj±³ tekst rezolucji krytycznej wobec tej inwestycji. W ten sposób pos³om ze stosunkowo ma³ej frakcji uda³o siê to, co nie uda³o siê polskim pos³om zgrupowanym w najwiêkszej partii w Parlamencie.
UEN to frakcja mniejsza, ale to w³a¶nie w niej polscy pos³owie mog± bez problemów przedstawiaæ i równie¿, jak siê okazuje, skutecznie realizowaæ w³asne postulaty. Nie musz± postêpowaæ jak jeden z niemieckich konserwatywnych pos³ów nale¿±cy do EPP, który niemal w tajemnicy przed kolegami musi organizowaæ spotkania w sprawach ochrony rodziny i procedur bioetycznych w obawie o w³asny partyjny los. Sama obecno¶æ w du¿ej frakcji parlamentarnej nie daje bowiem gwarancji sukcesu, szczególnie je¶li zdominowanie jej przez grupê pos³ów o pewnych pogl±dach utrudnia lub wrêcz uniemo¿liwia nie tylko realizacjê, ale choæby prezentacjê w³asnych celów. W kontek¶cie zbli¿aj±cych siê wyborów do Parlamentu Europejskiego, a wiêc i nowego rozdania w samym Parlamencie warto o tym pamiêtaæ.
*Marcin Libicki, pose³ do Parlamentu Europejskiego (PiS/UEN)
** Szymon Szynkowski vel Sêk, ekspert ds. europejskich w Biurze PiS w Poznaniu