http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tusk w butach Ziobry

Adam Bodnar, Agnieszka Graff
2008-09-19, ostatnia aktualizacja 2008-09-21 04:31

Platforma, która doszła do władzy, deklarując szacunek dla obywatela, jego praw oraz wartości demokratycznych, traktuje dziś prawa człowieka instrumentalnie i lekceważy wartości stanowiące sedno demokratycznego państwa prawa


Fot. Dominik Sadowski / AG
ZOBACZ TAKŻE

Migotliwość przekonań Platformy i pobłażliwość elit liberalno-demokratycznych wobec jej słabości stanowią zwieńczenie dwudziestolecia wolnej Polski - artykuł Marka Beylina



Donald Tusk przewidział nasz artykuł i zapewne zbytnio się nim nie przejmie. Zapowiadając 9 września przymusową kastrację pedofilów, premier wspomniał z ironią, że jego słowa wywołają oburzenie u obrońców praw człowieka. Miał rację - wywołują.

Odezwał się już i Komitet Helsiński i trzech byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, przypominając, czym są prawa człowieka. My też jesteśmy "oburzeni" - przede wszystkim politycznym sensem wypowiedzi premiera. Uważamy, że nie była odosobnionym wybrykiem, lecz częścią strategii, a może wręcz filozofii politycznej rządzącej Polską partii.

Słowa premiera z pozoru wypowiedziane były w stanie wzburzenia po ujawnieniu szokującej sprawy wieloletniego kazirodztwa, gwałtu i znęcania się. W gruncie rzeczy mamy tu jednak do czynienia z zagrywką medialną, z retoryką szczucia na przestępców znaną z epoki tzw. IV RP.

Donald Tusk wybrał typ przestępcy wyjątkowo plugawy, jednak mechanizm jest ten sam. Premier wie doskonale, że jego elektorat nie składa się - w większości - z obrońców praw człowieka. Jeśli zaś chodzi o wyborców potencjalnych, to adresatem jego słów są dziś raczej wyborcy PiS niż lewicy. Dlatego politykom PO populizm w stylu PiS się opłaca. Rzecz w tym, że zupełnie nie opłaca się on polskiej demokracji.

Podobnie jak "wzburzony" potwornościami z Siemiatycz Donald Tusk, większość Polaków uważa, że z przestępcami trzeba ostro, a prawo służy do tego, by społeczeństwo mogło się zemścić na rozmaitych "kreaturach". Najprostszą i bardzo popularną formą zemsty jest eliminacja. Chociaż liczba zwolenników kary śmierci spadła w ostatnich latach znacznie, a jej przywrócenie wobec członkostwa Polski w Unii Europejskiej jest niemożliwe, to nadal popiera ją 63 proc. Polaków (CBOS, 2007).

Kastracja pedofilów okazała się strzałem w dziesiątkę. Po wypowiedzi premiera w sondażu portalu TVN 24 aż 79 proc. internautów poparło kastrowanie. Mało tego, 60 proc. opowiedziało się za zabiegiem w wersji radykalniejszej, czyli "chirurgicznej".

Śladami PiS

To właśnie popularność wizji państwa jako pogromcy i mściciela sprawiła, że kilka lat temu do władzy doszli politycy PiS. W ten sam sposób we Francji budował popularność Nicolas Sarkozy, a w Stanach Zjednoczonych - Rudy Giuliani.

Minister sprawiedliwości w rządzie PiS Zbigniew Ziobro zdumiewał i oburzał liberalne elity, ale społeczeństwo polubiło w nim twardziela, surowego szeryfa, który rozprawi się z przestępcami, nie bacząc na prawa człowieka.

Instrumentalne traktowanie polityki karnej opłaca się politycznie - dlatego dziś buty Zbigniewa Ziobry przymierza Donald Tusk. Wypowiedź o pedofilach to przecież bezpieczniejsza - bo skierowana przeciw uogólnionej grupie pariasów, a nie konkretnej grupie zawodowej - wersja słynnej wypowiedzi min. Ziobry: "już nikt nigdy przez tego pana ".

Represyjna polityka karna jednak nie redukuje przestępczości. Temu służy raczej prewencja niż represja, a przede wszystkim sprawny i drożny - a nie groźny - system sprawiedliwości. Tusk podnosi sobie słupki, proponując okaleczanie przestępców seksualnych, tymczasem polski system sprawiedliwości jest wobec przemocy seksualnej w dużej mierze bierny.

Tylko około jednej trzeciej zgwałconych kobiet zgłasza fakt popełnienia przestępstwa na policji, a jedną z przyczyn ich milczenia jest brak jasnych procedur postępowania w przypadku gwałtów.

Od ponad trzech lat nie udaje się wprowadzić pakietów dla ofiar gwałtów zaproponowanych jeszcze w 2005 roku przez Towarzystwo Rozwoju Rodziny (chodzi o zabezpieczenie przed chorobami i niechcianą ciążą oraz o ułatwienie zbierania dowodów w sprawie o gwałt).

Od lat bez odzewu pozostają też apele organizacji kobiecych o nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. W obecnym kształcie chroni ona raczej sprawców niż ofiary, bo te zmuszone są często mieszkać pod jednym dachem z oprawcą. Odpowiednie zmiany w ustawie zostały przygotowane przez organizacje pozarządowe w ramach projektu obywatelskiego oraz przez lewicę, ale bynajmniej nie przez rząd.

W obliczu tragedii z Siemiatycz z pewnością łatwiej jest wzywać do kastrowania zboczeńców, niż skonfrontować się z realnymi problemami społecznymi, których ta historia jest symptomem - ogromną skalą przemocy w rodzinie i przyzwolenia na przemoc jako sprawę "prywatną". Obojętność sąsiadów, nieporadność lokalnych instytucji, takich jak szkoła, zaszczucie ofiar i bezkarność sprawców - w każdej z tych kwestii można zrobić wiele, a nie robi się nic.

Wypowiedź premiera Tuska nie posuwa tych spraw o milimetr, przeciwnie - odciąga od nich uwagę.

Niewygodne prawa człowieka

Prawa człowieka pojawiają się w wypowiedziach polityków Platformy bardzo rzadko. Wiedzą, że to niebezpieczny grunt, łatwo tu wejść na polityczną minę, taką jak prawo przestępcy do sprawiedliwego procesu czy do obrony. Tymczasem wielu wyborców woli opowieści o ściganiu bandytów i zwyrodnialców. I woli polityków, którzy dają do zrozumienia, że potrafią odróżniać zło od dobra, czarne od białego.

Opłaca się więc budować argumentację w ten właśnie sposób. Tu jesteśmy my, porządni ludzie, którzy chętnie wykastrują złoczyńcę-dewianta. A tam są oni, kreatury (terroryści, gwałciciele, mordercy, imigrancka hołota - niepotrzebne skreślić), oraz ich obrońcy, naiwni idealiści, zwani obrońcami praw człowieka. A niech się oburzają, my wiemy swoje. Upolitycznienie polityki karnej, oderwanie jej od argumentów merytorycznych i realiów społecznych należy do chorób współczesnych demokracji. Jak się okazuje, również PO jest tej choroby nosicielem.

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym było podejście Donalda Tuska do Karty Praw Podstawowych UE. Choć przed wyborami deklarował pełne poparcie dla Karty, to po wyborach jego postawa się zmieniła. Prof. Zbigniew Hołda podsumował, że decyzja premiera to "porażka państwa praw człowieka". Podobno zgodził się na tzw. protokół brytyjski (ograniczający zastosowanie Karty) w zamian za zgodę prezydenta na ratyfikację traktatu z Lizbony. Można próbować zrozumieć racjonalność tej polityki, jednak warto ją nazwać po imieniu - to handel prawami człowieka, a więc prawami własnych obywateli.

Ścinanie ustawy o równym traktowaniu

Drugi sygnał ostrzegawczy to ustawa o równym traktowaniu. Jej wniesienie do Sejmu rząd planował na pierwszą połowę roku. Mija wrzesień, a ustawa wciąż jest na etapie prac w Ministerstwie Pracy.

Ciekawą lekcją jest porównanie różnych wersji projektu. Pierwszy - powstały jeszcze za czasów PiS - był porządną, wręcz wzorową ustawą (co było raczej skutkiem dobrej pracy eksperta niż politycznego planu). Obejmował wszystkie najważniejsze przesłanki dyskryminacji, zakazywał jej w różnych sferach życia publicznego, tworzył niezależny urząd ds. równości.

Najpierw projekt był okrajany przez PiS, a później przez rząd PO. Teraz obejmuje tylko niektóre przesłanki dyskryminacji i napisany jest tak, aby tylko wykonać dyrektywy unijne. Ani kroku dalej. Brak w nim mowy o niezależnym Urzędzie ds. Równości. Zamiast tego będzie specjalny minister - a więc urzędnik podległy rządowi - odpowiedzialny za kwestie równości. Znów - jak najmniej praw dla obywateli, a jak najwięcej dla państwa.

Prawdziwy strzał z armaty nastąpił jednak kilka dni temu - zapowiedź wprowadzenia przymusowej kastracji farmakologicznej dla pedofilii. Naszym zdaniem najważniejszy jest tu polityczny wymiar słów Tuska, bo oddają one jego prawdziwy stosunek do praw człowieka. Premier powiedział mianowicie, że nie sądzi, aby „wobec takich indywiduów, takich kreatur jak te przypadki można zastosować termin »człowiek «. W związku z tym nie sądzę, żeby obrona praw człowieka dotyczyła tego rodzaju zdarzeń”.

Bo lud chce karać

Wielokrotnie słyszeliśmy takie zdania w pociągu czy autobusie. Taka właśnie jest mentalność znacznej części społeczeństwa. Zawiera się w niej przekonanie, że prawo powinno działać wedle logiki "ząb za ząb", irytacja, że w imię jakiejś abstrakcji zlikwidowano karę śmierci, podejrzenie, że przestępcom w więzieniach dzieje się za dobrze (za nasze pieniądze!). A także niechęć do adwokatów, bo ci - nie wiadomo po co - bronią przestępców.

Zresztą do zwolenników kary śmierci premier Tusk też puszcza oko. Deklarował ostatnio, że "większość Polaków chce wprowadzenia kary śmierci, ja tego nie robię, chociaż w moich poglądach nie jestem od tego daleko". Pozostaje zapytać, czy odwoływanie się do tego rodzaju przekonań, utrwalanie ich w społeczeństwie to zadanie dla partii, której celem jest modernizacja i europeizacja Polski.

W sprawie kastracji wszystko poszło zgodnie z planem. Na hasło premiera "kastrować" naród odpowiedział tłumnie "kastrować!". Poseł Stefan Niesiołowski dodał radośnie, że kastracją można by objąć też gwałcicieli, a następnego dnia min. Sławomir Nowak był gotów zmieniać konstytucję, aby umożliwić realizację pomysłów premiera.

To, że przymusowa kastracja może być zakazana z punktu widzenia prawa międzynarodowego, nie jest jego zdaniem ważne, bo przecież to tylko "kwestia debaty [...] być może na szerszym forum". Rzecznik praw obywatelskich też nie widzi przeciwwskazań. A zatem do dzieła, panowie, noże w garść. I nie będą nam te mięczaki od praw człowieka mówić, co wolno, a czego nie. Słupki w sondażach rosną jak na drożdżach. A min. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który jako jedyny miał wątpliwości, jakoś udobruchamy.

Należy przypomnieć politykom, że o zakazie tortur i poniżającego traktowania się nie "debatuje" na żadnym forum, ani wąskim, ani szerokim, bo jest to zakaz absolutny. Ale skoro w PO takie debaty się toczą, to może istotnie warto się zastanowić, do jakiego forum Polska chce należeć. Na początku roku premier deklarował konieczność ratyfikacji "Europejskiej konwencji bioetycznej". We wrześniu opowiada się za przymusowym leczeniem pedofilii, co z tą konwencją jest absolutnie sprzeczne (bo wymóg zgody na leczenie jest w niej świętością).

Jeśli zestawi się walkę z pedofilią z prawami człowieka, to wybór dla przeciętnego wyborcy jest oczywisty. Problem w tym, że takiego zestawienia nie wolno robić premierowi demokratycznego państwa w środku Europy. Nie wolno podważać wiary w prawa człowieka.

Prawa człowieka przysługują każdemu - w tym najgorszemu przestępcy, z pedofilem czy mordercą włącznie. Przysługują zwykłemu złodziejaszkowi, politykowi lewicy i politykowi prawicy, obywatelowi uczciwemu i nieuczciwemu.

Przykre, że trzeba o tym przypominać w państwie należącym do UE, szczycącym się swoimi przemianami demokratycznymi. W państwie, które chce być wzorem dla Gruzji, Ukrainy czy innych państw w drodze do Europy.

Członkowie Komitetu Helsińskiego, protestując przeciw wypowiedzi Tuska, ujęli rzecz następująco: "Sądzimy każdego zbrodniarza jako człowieka. Nasze własne człowieczeństwo zmusza nas do powstrzymywania się od kar okrutnych i zadawania tortur, tak fizycznych, jak psychicznych. Odrzucenie ich nie wynika ze współczucia dla zbrodniarzy, lecz z szacunku dla siebie samych, społeczeństwa i państwa".

Rząd Tuska najwyraźniej poczuł się w butach po PiS nader wygodnie, bo dwa dni po wypowiedzi o kastracji ogłoszono kolejny nowatorski plan zmagań z przestępczością - minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiedziała, że aby walczyć z podziemiem aborcyjnym, wprowadzi obowiązek rejestracji ciąż. Traf chciał, że w odróżnieniu od zapowiedzi kastrowania pedofilów rejestr nie wzbudził w społeczeństwie entuzjazmu. Toteż parę dni później ("Gazeta", 13-14 września) Ewa Kopacz tłumaczyła, że to wszystko nieporozumienie: rejestr ma być dobrowolny, chodzi o to, by "ciężarna w każdej sytuacji mogła liczyć na pomoc lekarza czy położnej".

Pani minister najwyraźniej nie może się jednak powstrzymać przed myśleniem w kategoriach przymusu, nawet wówczas, gdy się z niego wycofuje: w tym samym wywiadzie ubolewa nad niską liczbą urodzeń i zaznacza, że refundacji antykoncepcji nie ma w planach. A zatem jednak nie chodzi o zapobieganie aborcji, lecz o przymus rodzenia. Warto mieć świadomość, że pierwotny plan min. Kopacz w gruncie rzeczy przewidywał, że kobiety w ciąży zostaną pozbawione prawa do prywatności, a ich lekarze staną się donosicielami z urzędu. Warto też zestawić ten pomysł z deklaracją z exposé premiera, że "Polacy dobrze sobie radzą, kiedy władza nie zamierza kontrolować ich życia".

xxxx

Platforma Obywatelska wygrała wybory w dużej mierze jako anty-PiS. Odcięła się od niechlubnych konferencji prasowych min. Ziobry, od nadużywania służb do uzyskiwania korzyści politycznych, od łamania praw człowieka. Wielu Polaków, w tym wybitne autorytety, tej cywilizowanej europejskiej twarzy Donalda Tuska zaufało. On zaś obiecywał powrót do normalnego państwa, deklarował zaufanie do obywateli i ich aktywności, rozsądek w sprawowaniu władzy, poszanowanie wartości demokratycznych czy wreszcie "państwo miłości". Tylko nieliczni sceptycy przypominali skrót PO-PiS, twierdząc, że te dwie partie dużo więcej łączy, niż dzieli. Dziś widać, że mieli sporo racji.

Czy polityk to tylko marionetka w świecie sondaży? listydogazety@gazeta.pl



Dr Adam Bodnar jest adiunktem w Zakładzie Praw Człowieka Wydziału Prawa i Administracji UW oraz sekretarzem Zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Dr Agnieszka Graff jest adiunktem w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW, członkinią zespołu "Krytyki Politycznej" oraz rady programowej Programu Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Niedawno wydała książkę pt. "Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie".

  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':