http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lech Kaczyński jest mniejszym złem

Waldemar Kuczyński
2008-09-19, ostatnia aktualizacja 2008-09-19 17:32

Mirosław Czech napisał obszerną polemikę ("Lech Kaczyński nie jest samym złem") z moim tekstem "Konstytucja czy Świstek", w którym zarzuciłem prezydentowi wykraczanie w polityce zagranicznej poza uprawnienia, a rządowi tolerowanie prezydenckiej samowoli


Fot. Geert Vanden Wijngaert ASSOCIATED PRESS
Moją odpowiedź zacznę od szacunku dla polemisty, który niczym starzec z emocjami za sobą, a więc z samą mądrością i statecznością, poucza rząd i mnie, byśmy nie zachowywali się, jak "chłopcy z podwórka". Boże, jakże chciałbym nim być! Zgadzam się też, że Lech Kaczyński nie jest samym złem, bo takie jest w piekle, ani największym, bo większym jest jego brat. Wynika stąd, że Lech Kaczyński jest mniejszym złem, może nawet mniejszym od stanu wojennego.

Lech Kaczyński nie jest samym złem, bo takie jest w piekle, ani największym, bo większym jest jego brat. Wynika stąd, że Lech Kaczyński jest mniejszym złem, może nawet mniejszym od stanu wojennego



Gdy chodzi o uwagi do merytorycznej strony jego polemiki, to uważam, że niedbale przeczytał tekst z którym polemizuje. Ja nie pisałem, co mi zarzuca, że prezydent jest podporządkowany rządowi. Zgadzam się, że mając mandat wyborów powszechnych, ma mocną i samodzielną pozycję ustrojową. Ale mocną i samodzielną nie w ogóle, tylko, jak pisze cytowany przez Czecha, choć przeciwko niemu (dziwne, że tego nie dostrzegł) prof. Sarnecki "we własnych jemu tylko przypisanych kompetencjach, które wykonuje we własnym imieniu, na własny rachunek i na własną odpowiedzialność".

Otóż w sprawach prowadzenia polityki zagranicznej prezydent nie ma żadnych przypisanym tylko jemu kompetencji. Wspólną (kontrasygnata premiera) jest mianowanie ambasadorów, a reszta jest wyraźnie przypisana rządowi. W tej dziedzinie prezydent nie jest podmiotem samodzielnym, lecz podrzędnym, zobowiązanym do współdziałania z rządem. Tak jest z rządem!

Oprócz podparcia się cytatem, który wskazuje, że w tej sprawie nie Czech, lecz ja mam rację, dokonuje on karkołomnej wykładni stwierdzenia, iż prezydent "w zakresie polityki zagranicznej współdziała z prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem". To sformułowanie ma, jego zdaniem, świadczyć, że prezydent jest tu samodzielny wobec rządu, bo premier to ponoć nie rząd. Zalecałbym szanownemu polemiście zapoznanie się nie tylko z wybranymi artykułami, lecz z całą konstytucją. Premier w odróżnieniu od prezydenta nie jest samodzielnym podmiotem władzy, lecz reprezentantem Rady Ministrów zapewniającym wykonywanie jej polityki (art.148). A zatem współdziałając z premierem, prezydent współdziała z rządem.

Gdyby prezydent był gronem osób, jak Rada Państwa w PRL, to zapewne w konstytucji zapisano by współdziałanie tego grona osób z Radą Ministrów jako innym gronem osób. Ponieważ prezydent jest osobą fizyczną, to jako jego interlokutorów twórcy konstytucji wskazali osoby fizyczne, reprezentanta Rady Ministrów (premier) i ministra właściwego w sprawach polityki zagranicznej. Tyle i nic więcej.

Pełna znajomość konstytucji, jej treści, ale także generalnego oblicza, tego, jaki ustrój wyraża, przydałaby się Mirosławowi Czechowi także w dalszej części jego polemiki, a mianowicie, by uniknąć błędnej interpretacji punktu drugiego w artykule 126. Stwierdza on, że "Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium". Ten fragment konstytucji, jak wszystkie inne, trzeba interpretować w zgodzie z ogólnym obliczem ustawy zasadniczej z 1997 roku, która przedstawia ustrój parlamentarno-gabinetowy, a nie parlamentarno-prezydencki czy prezydencki.

Po pierwsze, zapewnianie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego kraju to uprawnienie i obowiązek Rady Ministrów (art.146). Prezydent nie ma tu więc roli wyłącznej ani nadrzędnej, lecz rolę awaryjną, rolę straży pożarnej. I trzeba niezwykle silnej chęci, by w wydarzeniach gruzińskich dostrzec zagrożenie bezpieczeństwa Polski wymagające interwencji prezydenta. Na dodatek w postaci wystąpienia na wiecu, kilka tysięcy kilometrów od kraju i ewidentnie wbrew woli rządu, który dla świętego spokoju samowolę przyklepał, dołączając do delegacji ministra Sikorskiego.

Tak daleko idąca interpretacja tego sformułowania konstytucji, gdyby miała być prawdziwa, oznaczałaby, że jest ono nadrzędne nad artykułami, które mówią, iż rząd prowadzi politykę zagraniczną, a prezydent z nim współdziała. Tak rozszerzające odczytanie oznaczałoby, że władzą nadrzędną w sprawach polityki zagranicznej nie jest rząd, lecz prezydent mogący w oparciu o wspomniany fragment konstytucji robić w każdej chwili, co uzna za stosowne. Byłoby to bez wątpienia sprzeczne z całą konstytucją i z wolą jej twórców.

Czech w naciąganiu ustawy zasadniczej idzie podobną drogą co kancelaria prezydencka, PiS i "poputczycy" PiS w mediach, odczytujący zdanie, że prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej, jako równoznaczne z tym, że jest najwyższą władzą.

Nie jest! Najwyższą władzą jest naród, a reszta władz jest równorzędna, działając w ramach swych kompetencji. Gdyby trafna była interpretacja PiS-owców i Czecha, oznaczałoby to, że mamy ustrój prezydencki, a nie parlamentarno-gabinetowy.

Pozostaję więc przy swoim, także przy mojej emocji w stosunku do PiS, prezydenta i jego brata, której nie ukrywam i która kieruje do pewnych granic moim piórem, a zatem potwierdzam to, z czego Czech czyni mi zarzut. Radziłbym mu tylko, by zdał sobie sprawę z własnej emocji na przykład do Donalda Tuska i Platformy. Emocje uświadamiane można trzymać pod kontrolą, nieuświadamiane podsuwają chociażby karkołomne interpretacje ustawy zasadniczej.

A w ogóle byłoby dobrze, by w tej sprawie, w sprawie ewidentnego sporu kompetencyjnego rządu i prezydenta, nie półgębkiem, lecz wyraziście, bez owijania w bawełnę wypowiedzieli się konstytucjonaliści. Myślę, że obaj z Czechem jako laicy z pokorą przyjmiemy ich wyjaśnienia i przejdziemy do innych tematów.

  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':