http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Negocjator Kremla

Tomasz Bielecki
2008-09-10, ostatnia aktualizacja 2008-09-10 17:03

Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow jest łagodniejszą twarzą Moskwy, lecz nie uczestniczy w ustalaniu priorytetów rosyjskiej polityki międzynarodowej. Ten świetny dyplomata jest tylko negocjatorem, który dobija się celów postawionych mu przez Kreml.

Siergiej Ławrow
Fot. DENIS SINYAKOV AFP
Siergiej Ławrow
Siergiej Ławrow nie jest członkiem kilkunasto-, kilkudziesięcioosobowej elity najwyższych rosyjskich biurokratów, którzy wraz z tandemem Putin - Miedwiediew ucierają główne decyzje polityczne Moskwy. Nie jest też jednak chłopcem na posyłki lub prowokatorem, jak przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin, który decyduje co najwyżej o godzinach własnych konferencji prasowych i skupia się wyłącznie na coraz gwałtowniejszym pohukiwaniu na Zachód.

Kim jest więc Ławrow w kremlowskiej hierarchii? - Prawdziwym ministrem, który ostro walczy o racje Kremla, lecz nigdy nawet na krok nie wykroczy poza instrukcje swych mocodawców - mówią o nim w Moskwie. Zachodni dyplomaci, którzy pracowali z Ławrowem w ONZ do 2004 r., wspominają, że potrafił jednym zręcznym zdaniem zmienić bieg dyskusji podczas posiedzeń Rady Bezpieczeństwa ONZ, lecz gdy dochodziło do prawdziwych negocjacji - tracił brawurę i czekał na ścisłe polecenia z Moskwy.

Urodzony w 1950 r. Ławrow zaczął karierę od studiów w elitarnym Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), gdzie nauczył się języka syngaleskiego, i dlatego po zakończeniu studiów w 1972 r. skierowano go na cztery lata do pracy w ambasadzie ZSRR na Sri Lance. W 1981 r. wyjechał do pracy w radzieckiej misji dyplomatycznej przy ONZ w Nowym Jorku (do 1988 r.), gdzie jego zwierzchnikiem był Oleg Trojanowski, legenda radzieckiej dyplomacji, dawny osobisty tłumacz Stalina i Chruszczowa. Praca w ONZ była wówczas dla wielu Rosjan szkołą chłodnego pragmatyzmu radzieckiej dyplomacji, która z dużą dowolnością przywoływała i porzucała hasła "walki o sprawiedliwość społeczną" w zależności od tego, czy walka ta służyła, czy szkodziła imperialnym celom Kremla.

Wychowany na ideologii radzieckiego supermocarstwa Ławrow należy do pokolenia Rosjan, którzy w po rozpadzie ZSRR cierpieli upokorzenie wskutek upadku międzynarodowego znaczenia Moskwy. - Jechałem na Zachód i mówiłem, że Rosja się na coś nie zgadza. Ale wiedziałem, że za plecami nie mam żadnej Rosji, bo mało kto w Moskwie zajmował się moimi misjami. Prawie wszystkich pogrążały kryzysy wewnętrzne, a nie nasze interesy na Bliskim Wschodzie lub w Azji - wspominał niedawno jeden z kolegów Ławrowa.

Po kilkuletniej przerwie na pracę w centrali w Moskwie Ławrow został przedstawicielem Rosji w ONZ w latach 1994-2004. To stamtąd bezsilnie przyglądał się wojnie na Bałkanach, w której Rosja czuła się lekceważona przez Zachód, oraz przygotowaniom USA do wojny z Saddamem Husajnem. Zasłynął w ONZ z awantury z amerykańskim policjantem, który na krótko odebrał mu kluczyki do samochodu na ulicy Nowego Jorku, za co Waszyngton musiał oficjalnie przepraszać Moskwę w 1997 r. Ten zapamiętały palacz burzliwie sprzeciwiał się też całkowitemu zakazowi palenia w budynkach ONZ narzuconemu przez ówczesnego sekretarza generalnego Kofiego Annana. - Nie będzie mi mówił, co robić. Budynek ONZ należy do wszystkich krajów członkowskich, a Annan jest tylko jego etatowym zarządcą - zaperzał się Ławrow.

Niedługo po nominacji na szefa MSZ w 2004 r. Ławrow opublikował artykuł o zacieśniającej się współpracy Rosji i USA w walce z terrorystami oraz o potrzebie ciągłego polepszania stosunków Moskwy z NATO.

Syn Ormianina z Tbilisi nazywał obszar b. ZSRR "rejonem żywotnych interesów Rosji", ale sformułowanie "strefa wpływów" wciąż było wówczas językowym tabu rosyjskich dyplomatów. Jednak tuż potem przyszła pomarańczowa rewolucja na Ukrainie i Ławrow stał się rzecznikiem coraz bardziej antyzachodniego i krzykliwego Kremla pod kierownictwem prezydenta (dziś premiera) Władimira Putina. Kiedy sekretarz stanu USA Condoleezza Rice w 2005 r. skrytykowała Rosję za łamanie wolności słowa, Ławrow złośliwie przesłał jej CD z artykułami i audycjami rosyjskich mediów. - Doradzam szybką lekturę, bo kiedy się zestarzeją, będą nudne - zalecał.

Podczas sierpniowej wojny na Kaukazie Ławrow kpił z zatroskania Waszyngtonu "losami amerykańskiego projektu, którym jest Micheil Saakaszwili". - Rozważania nad sankcjami UE wobec Rosji to tylko emocjonalna reakcja na kłopoty małego pieszczocha Zachodu na Kaukazie - mówił przed ostatnim szczytem UE.

Jednak pomimo tych perełek język Ławrowa w porównaniu z językiem Putinem wciąż może uchodzić za wzór powściągliwości i dyplomatycznego umiarkowania. Jak dla wielu Rosjan, geopolityczna konkurencja z Zachodem nie oznacza dla Ławrowa odrzucenia zachodniego stylu życia - córkę posłał na studia w USA.

Uczestnicy dyplomatycznych rozmów z udziałem ministra Ławrowa opowiadają, że potrafi być do bólu rzeczowy. Czasem omawia sporne sprawy punkt po punkcie, krótko odnotowując: "załatwione", "nierozwiązywalne", "dla podwładnych". Ani słowa o ideologii.

Z jaką misją Kreml przysyła szefa swojej dyplomacji do Polski

Dla Moskwy ważniejszy od treści rozmów jest termin wizyty - zaledwie miesiąc po wojnie w Gruzji i przy niewygasłych protestach UE przeciw secesji Abchazji oraz Osetii Południowej. - Wojna minęła, a nasza dyplomacja m.in. za pomocą tej wizyty chce pokazać światu, że czas wracać do zwykłego życia i przestać zajmować się geopolitycznymi zyskami Kremla na Zakaukaziu - mówi Aleksander Konowałow z moskiewskiego Instytutu Ocen Strategicznych.

Rosyjski głos na rzecz powrotu do "pragmatycznego dialogu" jest tym silniejszy, że Warszawa jest postrzegana w Moskwie jako część "proamerykańskiego komsomołu" wewnątrz UE. - Ławrow pokaże, że Rosja jest gotowa rozmawiać ze wszystkimi, którzy chcą rozmawiać z nią - mówi Konowałow.

Rosyjscy eksperci sceptycznie odnoszą się do hipotez, że Kreml próbuje tą wizytą rozgrywać polskie spory o politykę wschodnią między rządem i radykalniejszym wobec Rosji prezydentem Lechem Kaczyńskim, który dziś nawet nie spotka się z Ławrowem.

Robocza wizyta, której celem jest podtrzymanie dyplomatycznych więzi, najpewniej nie przyniesie żadnych konkretów. Obie strony chyba nie ogłoszą nawet przełomu w negocjacjach o żegludze w Cieśninie Pilawskiej.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne