Siergiej Ławrow nie jest członkiem kilkunasto-, kilkudziesięcioosobowej elity najwyższych rosyjskich biurokratów, którzy wraz z tandemem Putin - Miedwiediew ucierają główne decyzje polityczne Moskwy. Nie jest też jednak chłopcem na posyłki lub prowokatorem, jak przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin, który decyduje co najwyżej o godzinach własnych konferencji prasowych i skupia się wyłącznie na coraz gwałtowniejszym pohukiwaniu na Zachód.
Kim jest więc Ławrow w kremlowskiej hierarchii? - Prawdziwym ministrem, który ostro walczy o racje Kremla, lecz nigdy nawet na krok nie wykroczy poza instrukcje swych mocodawców - mówią o nim w Moskwie. Zachodni dyplomaci, którzy pracowali z Ławrowem w ONZ do 2004 r., wspominają, że potrafił jednym zręcznym zdaniem zmienić bieg dyskusji podczas posiedzeń Rady Bezpieczeństwa ONZ, lecz gdy dochodziło do prawdziwych negocjacji - tracił brawurę i czekał na ścisłe polecenia z Moskwy.
Urodzony w 1950 r. Ławrow zaczął karierę od studiów w elitarnym Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), gdzie nauczył się języka syngaleskiego, i dlatego po zakończeniu studiów w 1972 r. skierowano go na cztery lata do pracy w ambasadzie ZSRR na Sri Lance. W 1981 r. wyjechał do pracy w radzieckiej misji dyplomatycznej przy ONZ w Nowym Jorku (do 1988 r.), gdzie jego zwierzchnikiem był Oleg Trojanowski, legenda radzieckiej dyplomacji, dawny osobisty tłumacz Stalina i Chruszczowa. Praca w ONZ była wówczas dla wielu Rosjan szkołą chłodnego pragmatyzmu radzieckiej dyplomacji, która z dużą dowolnością przywoływała i porzucała hasła "walki o sprawiedliwość społeczną" w zależności od tego, czy walka ta służyła, czy szkodziła imperialnym celom Kremla.
Wychowany na ideologii radzieckiego supermocarstwa Ławrow należy do pokolenia Rosjan, którzy w po rozpadzie ZSRR cierpieli upokorzenie wskutek upadku międzynarodowego znaczenia Moskwy. - Jechałem na Zachód i mówiłem, że
Rosja się na coś nie zgadza. Ale wiedziałem, że za plecami nie mam żadnej Rosji, bo mało kto w Moskwie zajmował się moimi misjami. Prawie wszystkich pogrążały kryzysy wewnętrzne, a nie nasze interesy na Bliskim Wschodzie lub w Azji - wspominał niedawno jeden z kolegów Ławrowa.
Po kilkuletniej przerwie na pracę w centrali w Moskwie Ławrow został przedstawicielem Rosji w ONZ w latach 1994-2004. To stamtąd bezsilnie przyglądał się wojnie na Bałkanach, w której Rosja czuła się lekceważona przez Zachód, oraz przygotowaniom
USA do wojny z Saddamem Husajnem. Zasłynął w ONZ z awantury z amerykańskim policjantem, który na krótko odebrał mu kluczyki do samochodu na ulicy Nowego Jorku, za co Waszyngton musiał oficjalnie przepraszać Moskwę w 1997 r. Ten zapamiętały palacz burzliwie sprzeciwiał się też całkowitemu zakazowi palenia w budynkach ONZ narzuconemu przez ówczesnego sekretarza generalnego Kofiego Annana. - Nie będzie mi mówił, co robić. Budynek ONZ należy do wszystkich krajów członkowskich, a Annan jest tylko jego etatowym zarządcą - zaperzał się Ławrow.
Niedługo po nominacji na szefa
MSZ w 2004 r. Ławrow opublikował artykuł o zacieśniającej się współpracy Rosji i USA w walce z terrorystami oraz o potrzebie ciągłego polepszania stosunków Moskwy z NATO.
Syn Ormianina z Tbilisi nazywał obszar b. ZSRR "rejonem żywotnych interesów Rosji", ale sformułowanie "strefa wpływów" wciąż było wówczas językowym tabu rosyjskich dyplomatów. Jednak tuż potem przyszła pomarańczowa rewolucja na Ukrainie i Ławrow stał się rzecznikiem coraz bardziej antyzachodniego i krzykliwego Kremla pod kierownictwem prezydenta (dziś premiera) Władimira Putina. Kiedy sekretarz stanu USA Condoleezza Rice w 2005 r. skrytykowała Rosję za łamanie wolności słowa, Ławrow złośliwie przesłał jej CD z artykułami i audycjami rosyjskich mediów. - Doradzam szybką lekturę, bo kiedy się zestarzeją, będą nudne - zalecał.
Podczas sierpniowej wojny na Kaukazie Ławrow kpił z zatroskania Waszyngtonu "losami amerykańskiego projektu, którym jest Micheil Saakaszwili". - Rozważania nad sankcjami UE wobec Rosji to tylko emocjonalna reakcja na kłopoty małego pieszczocha Zachodu na Kaukazie - mówił przed ostatnim szczytem UE.
Jednak pomimo tych perełek język Ławrowa w porównaniu z językiem Putinem wciąż może uchodzić za wzór powściągliwości i dyplomatycznego umiarkowania. Jak dla wielu Rosjan, geopolityczna konkurencja z Zachodem nie oznacza dla Ławrowa odrzucenia zachodniego stylu życia - córkę posłał na studia w USA.
Uczestnicy dyplomatycznych rozmów z udziałem ministra Ławrowa opowiadają, że potrafi być do bólu rzeczowy. Czasem omawia sporne sprawy punkt po punkcie, krótko odnotowując: "załatwione", "nierozwiązywalne", "dla podwładnych". Ani słowa o ideologii.
Z jaką misją Kreml przysyła szefa swojej dyplomacji do Polski Dla Moskwy ważniejszy od treści rozmów jest termin wizyty - zaledwie miesiąc po wojnie w Gruzji i przy niewygasłych protestach UE przeciw secesji Abchazji oraz Osetii Południowej. - Wojna minęła, a nasza dyplomacja m.in. za pomocą tej wizyty chce pokazać światu, że czas wracać do zwykłego życia i przestać zajmować się geopolitycznymi zyskami Kremla na Zakaukaziu - mówi Aleksander Konowałow z moskiewskiego Instytutu Ocen Strategicznych.
Rosyjski głos na rzecz powrotu do "pragmatycznego dialogu" jest tym silniejszy, że Warszawa jest postrzegana w Moskwie jako część "proamerykańskiego komsomołu" wewnątrz UE. - Ławrow pokaże, że Rosja jest gotowa rozmawiać ze wszystkimi, którzy chcą rozmawiać z nią - mówi Konowałow.
Rosyjscy eksperci sceptycznie odnoszą się do hipotez, że Kreml próbuje tą wizytą rozgrywać polskie spory o politykę wschodnią między rządem i radykalniejszym wobec Rosji prezydentem Lechem Kaczyńskim, który dziś nawet nie spotka się z Ławrowem.
Robocza wizyta, której celem jest podtrzymanie dyplomatycznych więzi, najpewniej nie przyniesie żadnych konkretów. Obie strony chyba nie ogłoszą nawet przełomu w negocjacjach o żegludze w Cieśninie Pilawskiej.