Jestem prawdopodobnie jednym z kilkudziesięciu lub kilkuset cudzoziemców mieszkających w Polsce, którzy przyłączyli się do ruchu "Solidarność", a następnie działali na rzecz jego zwycięstwa. Ta postawa spowodowała zainteresowanie się mną przez
SB.
Instytut Pamięci Narodowej przeprowadził, na mój wniosek, analizę akt policyjnych i przyznał mi status pokrzywdzonego. Kilka dni temu otrzymałem z
IPN list z zapytaniem, czy zgodzę się, aby wpisano moje imię i nazwisko do katalogu "osób, wobec których organy bezpieczeństwa państwa zbierały informacje na podstawie celowo gromadzonych danych, w tym w sposób tajny". Odpowiedziałem, że zgadzam się, ale dopiero, kiedy w tym samym katalogu znajdzie się imię i nazwisko Lecha Wałęsy, człowieka, któremu zaufałem, i który doprowadził mnie i pozostałych mieszkańców Polski do ustroju demokratycznego, z którego korzystamy.