"Strzałkowo polski Katyń", "Czerwonoarmiści w piekle polskich obozów koncentracyjnych", "Na długo przed Katyniem", "Tragedia zamurowanych w polskich lochach". To tytuły artykułów. Zamieściły je w początkach lat 90.: "Izwiestija", "Rossyjskije Wiesti", "Krasnaja Zwiezda" i naukowy miesięcznik "Wojenno-Istoriczeskij Żurnał".
Rzecz wyjaśnia rozporządzenie prezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa z 3 listopada
1990 r., wydane kilka miesięcy po komunikacie TASS ujawniającym sprawców zbrodni katyńskiej i po uroczystych obchodach w wolnej Polsce 70. rocznicy Bitwy Warszawskiej. Punkt 9. tego rozporządzenia głosi: [Polecam] "Akademii Nauk ZSRR, Prokuraturze ZSRR, Ministerstwu Obrony ZSRR, Komitetowi Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR, by wspólnie z innymi instytucjami i organizacjami przeprowadziły do 1 kwietnia 1991 r. prace badawcze celem ujawnienia materiałów archiwalnych, dotyczących wydarzeń i faktów z historii sowiecko-polskich stosunków dwustronnych, w których wyniku strona sowiecka poniosła straty. Dane te wykorzystać - jeśli okaże się to niezbędne - w rozmowach ze stroną polską o problematyce >>białych plam<<".
Za fakt najbardziej odpowiedni do rozliczeń rosyjscy badacze uznali losy jeńców bolszewickich wziętych do niewoli w wojnie 1920 r.
"A może rząd polski nie chce pójść za przykładem naszego, nie zdobędzie się na powiedzenie o tym w obawie, że liczba ofiar jest znacznie większa niż w Katyniu?" - pisały "Izwiestia" (8 września 1990 r.).
Strudzona, zbiedzona masa
W polskich obozach jenieckich znalazło się w 1920 r. około 100 tys. jeńców Armii Czerwonej. W tej liczbie byli też internowani, m.in. żołnierze armii sprzymierzonych, którzy razem z Wojskiem Polskim bili się przeciwko Armii Czerwonej Rosji.
Większość jeńców dostała się do niewoli w bitwach pod Warszawą, Lwowem i nad Niemnem.
Lord D'Abernon, który Bitwę Warszawską wymienia jako 18. decydującą w dziejach świata, pisze: "Widziałem sam wielu jeńców rosyjskich - takich, którzy od pięciu zaledwie minut znajdowali się w niewoli, i takich, którzy byli już od miesiąca - wszyscy na ogół zdradzali żywe zadowolenie ze swego losu i traktowali niewolę jako wyzwolenie z jarzma trudów i niebezpieczeństw wojny. Widziałem poza tym, że stosunek oficerów i władz polskich do jeńców nie był ani przykry, ani okrutny".
Czerwonoarmista Jerzy Bordziłowski, który trafił do niewoli polskiej w kwietniu 1920 r., wspomina:
"Nie szykanowano nas, nie znęcano się nad nami. Jedynym człowiekiem, który psuł nam krew, był szef kuchni - podoficer. Uwziął się, by strudzoną, zbiedzoną, schorzałą masę jeniecką nauczyć porządku przy pobieraniu posiłków. (...) Zatrudniano nas przy przeładunku towarów. (...) Płacono nam nawet żołd - 10 marek miesięcznie".
Zozulin Piotr z 72 pułku 8 Dywizji Strzelców zeznawał po powrocie do kraju: "Do niewoli trafiłem 18.08. [1920] pod Mińskiem Mazowieckim, niedaleko Warszawy. Następnie rozebrali mnie, zabrali buty, płaszcz, spodnie, czapkę, pieniądze - 3 tys. rubli, jeden rubel srebrny, uderzyli kilka razy kolbą i odstawili do sztabu 4 Pułku Poznańskiego w m. Mińsk Mazowiecki".
Dramat zaczął się jesienią
Nadzór i opieka nad jeńcami należała do Ministerstwa Spraw Wojskowych. Utworzono w nim sekcję jeńców Oddziału II i Referat Sanitarny Jeńców.
Ci, którzy trafili do niewoli na polu walki, odsyłani byli do punktów koncentracyjnych (m.in. w Kowlu, Brzozie nad Bugiem, Wołkowysku i Wilnie). Stamtąd przesyłano ich do stacji rozdzielczych (m.in. w Stryju, Dęblinie, Brześciu Lit., Grodnie i Puławach), gdzie przechodzili kwarantannę, a następnie rozsyłani byli do stałych obozów jenieckich lub obozów dla internowanych. Stacje rozdzielcze mogły pomieścić około 14 tys. jeńców. Największe obozy stałe znajdowały się w Strzałkowie, Wadowicach, Pikulicach, Szczypiornie, Aleksandrowie, Tucholi, Dąbiu, Kaliszu, Piotrkowie Tryb., Łukowie, Toruniu, Modlinie, Płocku, Radomiu, Dorohusku.
W okresie letnim 1920 r. warunki w obozach były znośne. Dramat rozpoczął się jesienią, kiedy nadeszły chłody i napływało coraz więcej jeńców chorych na tyfus i czerwonkę, panoszące się szczególnie na południowych frontach Armii Czerwonej. Jeńcy byli obdarci, bosi, wycieńczeni. W obozach brakowało leków, pościeli, bielizny, środków dezynfekcyjnych itp. Wszystko to sprzyjało rozprzestrzenianiu się epidemii. Kraj był wyniszczony wojną, nie starczało żywności, opału.
Szczególnie ciężkie warunki były w Tucholi. Jeniec Bołujew Wasilij po ucieczce zeznawał przed sowieckim śledczym: "Ranni leżeli całymi tygodniami nie opatrywani, na ich ranach mnożyło się robactwo. Wielu rannych umierało, codziennie chowano 90-95 osób. Ranni leżeli w zimnych barakach, bez jedzenia i pomocy medycznej".
W raporcie przewodniczącego Rosyjsko-Ukraińskiej Delegacji Wojskowej z 9 grudnia 1920 r. zapisano o tejże Tucholi: "W tym dniu był silny mróz, wiał wiatr, a jeńców wojennych półnagich, bosych prowadzono do łaźni, która mieściła się w zimnym baraku z cementową podłogą. Z łaźni jeńcy zostali przeniesieni do brudnych ziemianek bez podłóg. W wyniku takiego stosunku do jeńców miały miejsce wśród nich masowe zachorowania i 45 wypadków śmiertelnych. (...) Rosyjsko-Ukraińska Delegacja Wojskowa gorąco protestuje przeciwko naruszeniu podstawowych praw i zwyczajów ustanowionych przez prawo międzynarodowe i określających stosunek do jeńców wojennych; domaga się też przekazania tego do wiadomości rządu polskiego i surowego zbadania przebiegu wspomnianego wypadku, pociągając winnych do zgodnej z prawem odpowiedzialności".
Epidemie, głód, ucieczki
Służby kwatermistrzowskie, lekarze i pielęgniarki, pracownicy PCK wykazywali ogromną ofiarność w niesieniu pomocy jeńcom. Otwierano przy wojskowych szpitalach oddziały zakaźne dla jeńców, organizowano szpitale polowe, a także specjalne pociągi szpitalne. Zdarzały się jednak i przykłady nieodpowiedzialności. Oto 5 listopada 1920 r. wysłano z punktu koncentracyjno-wysyłkowego w Kowlu do stacji rozdzielczej w Puławach transport 300 jeńców wziętych do niewoli na Ukrainie. Jak melduje szef sanitarny Generalnego Okręgu Lublin gen. L. Dąbrowski: "Na stację przybyło tylko 263, reszta w drodze zginęła. Transport ten był właściwie transportem chorych i nadawał się do przewozu pociągiem szpitalnym. (...) Dostarczył on od razu 137 chorych. Jeńcy (...) byli pięć dni w drodze i przez ten czas nie dostawali jedzenia, toteż po przybyciu do Puław, skoro ich wyładowano (...) rzucili się na zdechłego konia, leżącego przy drodze i jedli surową padlinę".