http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kupili Olimpiadę

Tadeusz Gadacz
2008-08-25, ostatnia aktualizacja 2008-08-24 18:45

Komitet Olimpijski powinien się samorozwiązać, ponieważ ostatecznie się skompromitował

ZOBACZ TAKŻE
Ewa Siedlecka: - Kiedy wiosną, podczas pacyfikacji tybetańskich wystąpień pojawiły się apele o bojkot igrzysk, poprosiłam jednego z nestorów polskich komentatorów sportowych o wypowiedź: jak w świetle idei olimpijskich -pokoju, równości, poszanowania godności - powinni się zachować sportowcy i działacze. Odmówił komentarza dodając: to są utopijne, dziewiętnastowieczne idee, które w ogóle nie przystają do współczesnego sportu. Czy rzeczywiście te idee się przeżyły? Są tylko opakowaniem marketingowym?

prof. Tadeusz Gadacz*: - Wartości się nie przeżyły. To świat się zmienia, i to niebezpiecznie. Igrzyska w Pekinie są podobne do igrzysk w hitlerowskich Niemczech w 1936 roku. W Berlinie chodziło o pokazanie światu potęgi Trzeciej Rzeszy i wyższości narodu niemieckiego. W Pekinie - o pokazanie potęgi Chin. W jednym i w drugim przypadku chodziło nie o sport, tylko o politykę i pieniądze. To dla nich poświęca się nie tylko wartości, ale i ludzi.

Po igrzyskach w Berlinie było doświadczenie nazizmu - i odrodziła się w nas pamięć wartości. Może dlatego demokratyczny świat częściowo zbojkotował olimpiadę w Moskwie w 1980 r? Ale igrzyska w Pekinie świadczą o tym, że znowu tracimy pamięć i sumienie. Zastępuje je interes polityczny, biznes.

Może sumienie umarło w 1989 roku, razem z obaleniem komunizmu? Wcześniej Zachód używał idei praw człowieka do walki z totalitaryzmem komunistycznym. Gdy ten upadł, upadły idee obrony praw człowieka, jako politycznie nieużyteczne.

Dla mnie to raczej proces związany z globalizacją gospodarczą świata i prymatem interesu ekonomicznego. Wielkie korporacje wolnego świata jak Google czy Yahoo w dążeniu do zysku wprowadziły nawet cenzurę w chińskim internecie. Dążenie do maksymalizacji zysku sprawia, że przenosi się produkcję do krajów o najtańszej sile roboczej, a utrzymanie taniości tej siły oznacza łamanie podstawowych praw pracowniczych, wyzysk.

Gdy rządzi pieniądz, biznes i korporacje, prawa człowieka przeszkadzają?

Tak. Ale stało się coś jeszcze gorszego: skuteczność, interes, zysk wyparły etyczną wrażliwość. Tej ideologii interesu podlega także Międzynarodowy Komitet Olimpijski, który przecież realizuje interesy. Musi zarabiać.

Choćby użyczając korporacjom-sponsorom praw do olimpijskiego logo

W tym wymiarze być może nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy dzisiejszym wolnym światem a dawnymi totalitaryzmami. Majakowski pisał "Jednostka niczym, jednostka bzdurą". Wtedy człowiek miał być podporządkowany ideologii politycznej. Dziś jednostka jest "bzdurą" wobec wielkich interesów. Podobnie, jak "bzdurą" jest olimpijski ideał harmonijnego rozwoju człowieka w duchu piękna, dobra i prawdy. Bo zysk korporacji sponsorujących olimpiadę, to przecież także zysk z milczenia wobec torturowania i zabijania Tybetańczyków.

Deficyt sumienia i prymat interesu widać też u polityków. Nawet ci, którzy w pierwszym odruchu deklarowali solidarność z Tybetańczykami i zapowiadali zbojkotowanie ceremonii otwarcia igrzysk - jak prezydent Francji Nicolas Sarkozy - szybko się wycofali, gdy okazało się, że zagrożony jest interes ich kraju, bo Chińczycy bojkotują ich produkty.

Sarkozy zapewne uważa, że interes jego kraju jest wartością. Ci, którzy mówili, że nie można nawoływać do bojkotu igrzysk, bo to negowanie trudu sportowców włożonego w przygotowania i pozbawianie ich nadziei na zwycięstwo uważają za wartość interes sportowców w zdobyciu sławy i pieniędzy. I stawiają go na szali obok życia, wolności od tortur, prawa do wyznawania religii, które rząd Chin odbiera Tybetańczykom. Nie uważa Pan, że znaleźliśmy sobie wygodny sposób na oczyszczanie sumienia: nazywamy interesy wartościami?

Zgadzam się z tą diagnozą. W ogóle żyjemy w czasach, gdzie najwyższą wartością jest skuteczność i osiąganie sukcesu.

W początkach XX wieku rozwinęła się nauka o wartościach. Max Scheler, niemiecki filozof zbudował ich hierarchię. Na samym dole były wartości hedonistyczne - zabawa, użycie. Wyżej utylitarne, czyli to, co ułatwia nam życie. Potem wartości witalne - zdrowie. Wyżej duchowe: kultura, wiedza, moralność. I wreszcie wartości religijne. Dziś ta hierarchia uległa odwróceniu. Najważniejsze są wartości hedonistyczne i utylitarne. A sferę wartości duchowych jakoś odcięliśmy. Ale redukowanie wartości do interesu musi się na człowieku zemścić.

W jaki sposób?

Człowiek jest istotą nie tylko cielesną, ale też moralną i duchową. To istota człowieczeństwa. Bez takich pojęć jak dobro, piękno, godność, zdolność do wewnętrznej refleksji nie byłoby człowieka, kultury, sztuki, filozofii - nie byłoby zachodniej cywilizacji.

Jeśli nie rozbudzimy na nowo wrażliwości etycznej, to wartości duchowe same się o nas upomną. Tak, jak upomniała się przyroda - zatruciem środowiska naturalnego. Do niedawna ludzi, którzy ostrzegali przed zanieczyszczaniem rzek czy powietrza, przed efektem cieplarnianym, traktowano jak mniej lub bardziej szkodliwych maniaków. Dzisiaj wszyscy, łącznie z wielkimi korporacjami i politykami biorą to na poważnie. Prędzej, czy później dojdziemy do tego, że należy też chronić środowisko moralne. Inaczej cywilizacja zachodnia, się skończy. Nikt nie powiedział, że będzie trwać wiecznie.

Do tej pory tylko jeden sportowiec - zresztą polski - uczynił gest solidarności z Tybetem goląc głowę na wzór tybetańskich mnichów. Ale już kiedy go dziennikarze pytali, dlaczego ogolił, odpowiedział, że nie powie, bo straciłby medal. Poza tym jakoś nikt ze sportowców nie poczuwa się do solidarności. Nikt nie postawił MKOl-u przed dylematem, czy można odebrać medal za to, że ktoś upomniał się o prawa człowieka.

Też spodziewałem się większych protestów. Szczególnie wobec dramatycznej sytuacji w Tybecie i konfliktu w Gruzji.

To jest pytanie o granice heroizmu, czyli o cenę, jaką gotowi jesteśmy zapłacić za upominanie się o wartości. Każdy znajduje tu własną miarę. Steven Spielberg odmówił wyreżyserowania ceremonii otwarcia w proteście przeciw tragicznej sytuacji w Darfurze, której współwinne są Chiny. Można powiedzieć, że mógł sobie na taki gest pozwolić, bo jest bogaty i sławny. Ale ten gest miał znaczenie fundamentalne. Podobnie, jak tysiące innych gestów pojedynczych osób, czy grup. Jest taka przypowieść biblijna, w której Abraham spiera się z Bogiem, ilu sprawiedliwych potrzeba, żeby ocalić miasto: trzydziestu, dwudziestu, dziesięciu. A może wystarczy jeden?

Jeśli znajdzie się przynajmniej jeden sprawiedliwy, to nasza cywilizacja, nasza kultura będzie trwać. Dlatego, że wartości istnieją dopóty, dopóki są urzeczywistniane - przez działanie, gest, świadectwo.

  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':