Czemu posłanki
PiS Beata Kempa i Jolanta Szczypińska krzyczą "precz z komuną" na wicemarszałka Stefana Niesiołowskiego z PO? Co chce osiągnąć prezes PiS Jarosław Kaczyński, gdy oznajmia, że patronem Platformy jest gen. Kiszczak? Czy poseł PiS Jacek Kurski naprawdę widzi w sopockim radnym PO nowego Mołotowa, szefa radzieckiej dyplomacji za Stalina? Wątpię. Kurski musiał to porównanie wytrenować, żeby go potem nie rozbawiło.
Pytania o sens działań PiS nasuwają się po każdym zestawieniu Polski Tuska z Białorusią Łukaszenki. Nasuwają się tym natrętniej, że wciąż żyje stereotyp Kaczyńskiego stratega.
Jeśli ten strateg nie zwariował, to skąd taki ładunek purnonsensu w działalności jego partii? Zagadkę objaśnia
Jacek Żakowski w "Polityce". PiS chce przejąć rolę ofiary, twierdzi więc, że reżim Tuska prześladuje "pogromcę mafii" Ziobrę, a Komorowski to nie marszałek, lecz dyktator Sejmu. PiS pamięta, że PO wygrała wybory, występując w imieniu obrażanych przez PiS wykształciuchów, pielęgniarek, tych, co stali tam gdzie ZOMO itp. Dziś PiS stara się oddać katowski kaptur Platformie.
Ponadto PiS podgrzewa nastroje, bo to już raz zagrało. Żakowski przypomina, że zwycięstwa PiS w 2005 r. wzięły się po części z przekonania, że w Polsce jest chaos. Że Polacy żyją w poczuciu zagrożenia, a szeryfowie z PiS zapewnią im bezpieczeństwo.
Dlatego teraz PiS wojuje z
TVN, paraliżuje pracę komisji sejmowej, bojkotuje obrady parlamentu.
To przekonywające wyjaśnienia. Ale czy ta strategia jest skuteczna? - Z trzech liczących się partii tylko PiS czuje się w chaosie jak ryba w wodzie, i tylko PiS na chaosie nieodmiennie zyskuje - pisze Żakowski.
I tu jak sądzę bardzo się myli.
Nie tylko dlatego, choć to też istotne, że PiS w krytyce rządu popada w tony histeryczne, a wyborcy to czują. Strategia PiS nie działa głównie dlatego, że od 2005 r. dużo się zmieniło.
Zmienił się PiS i jego wizerunek. Trzy lata temu PiS szedł po władzę pod rękę z "przyjaciółmi z PO".
We wrześniu 2005 r. Jarosławowi Kaczyńskiemu ufało 56 proc. Polaków, 20 proc. okazywało nieufność. Istniało więc mnóstwo ludzi, którzy nie popierali PiS, a ufali Kaczyńskiemu.
Teraz ich nie ma. W lipcu 2008 r. prezesowi PiS ufało 26 proc., tyle samo, co popiera jego partię. Nie ufało - 59 proc.
Zaufanie do Kaczyńskiego topnieje stale. Wyższym cieszył się nawet jako premier rządu z Lepperem i Giertychem.
Wspomniany sondaż o zaufaniu wygrał Tusk. Co na to Kaczyński? Wraca do "wilczych oczu" Tuska, przekonuje, że inni też je widzą, a nawet, że w razie procesu może powołać ich na świadków.
Awantury przynoszą PiS straty. Przed ostatnimi wyborami 34 proc. Polaków deklarowało, że PiS to oni nigdy przenigdy nie poprą; w lipcowym sondażu "Gazety" takich ludzi było już 48 proc.
PiS odrzuca aż 60 proc. osób z wyższym wykształceniem. Jeszcze kilka porównań PO z Łukaszenką, kilka wstawek zoologicznych o premierze i będzie 80 proc.
Na PiS z inteligencji zagłosują Kaczyńscy, Dorn - jak się nie obrazi - oraz filozof Legutko z politologiem Migalskim.
Wśród wszystkich Polaków poparcie dla PiS od wyborów spadło z 32 do 24-30 proc. W tym czasie Platforma skoczyła z 41 do ok. 50 proc.
Platformie hałaśliwy styl opozycji służy, macha więc czasem przed PiS czerwoną płachtą, a PiS ochoczo zrywa się do boju. Marszałek Komorowski przyspieszył obrady komisji w sprawie immunitetu Ziobry. Hałas i chaos był nieunikniony. I co? Sondaże pokazały, że to PiS przegrał wizerunkowo. A jego osamotnienie wyszło następnego dnia. Gdy wszystkie kluby i koła za ekscesy przepraszały, przedstawiciela PiS zabrakło.
Co przytomniejsi ludzie w PiS dostrzegają błędy partii. - Musimy zrozumieć, że styl jest ważny - mówił niedawno "Gazecie" Adam Bielan, wpływowy rzecznik prasowy PiS. - PO żywi się słabością PiS. Właściwą formułą bycia w opozycji nie jest wdawanie się w każdy konflikt, który wywołuje PO - powiedział Telewizji Trwam
Ludwik Dorn, b. marszałek Sejmu z PiS.
Jednak to nie oni rządzą dziś w PiS. A jeśli ich partia nie wymyśli się na nowo, jeśli nie zacznie krytykować rządu racjonalnie, jeśli nie stworzy projektu IV RP, wersja 2.0 - bo stara wersja nikogo już nie porywa - to stanie się formacją niszową, anachroniczną i bez szans na rządy. Ani samodzielne (bo poparcie za małe), ani koalicyjne (bo żadna partia PiS nie zechce).
Ale czy Kaczyński jest zdolny do jeszcze jednego wysiłku?
Hałas nie pomaga PiS, bo rozmija się z nastrojami społecznymi. PiS zachowuje się, jakby wciąż był rok 2005. Wówczas dominował pesymizm: większość ankietowanych (CBOS) uważało, że sytuacja gospodarcza i polityczna w Polsce jest zła. Wielu ludzi miało poczucie, że państwo wymaga rewolucji moralnej czy szarpnięcia cuglami. Było zapotrzebowanie na PiS Kaczyńskich, na PO Jana Rokity.
Teraz nastroje są o wiele lepsze i co innego jest trendy. A PiS nie ma strategii na spokojniejsze czasy.
Machiavelli pytał, czy dla księcia jest lepiej, żeby go ludzie kochali, czy żeby się go bali. Dick Morris, wieloletni doradca b. prezydenta
USA Billa Clintona, odpowiada, że to zależy - są okresy, gdy wyborcy chcą przywódcy budzącego respekt, są i takie, gdy poszukiwany jest człowiek kompromisu. Jedni politycy potrafią się dostosować do nastrojów, inni muszą czekać, aż się nastroje zmienią.
PiS najwyraźniej jest w tej drugiej grupie.