Wyobrażam sobie szok i oburzenie dawnych właścicieli i ich spadkobierców wywołane tekstem mojego redakcyjnego kolegi Tomasza Żuradzkiego "Zabrać źle, oddać też niedobrze" (w "Gazecie" z 30 lipca). Na naszych łamach to bodaj pierwsza tak ostra krytyka idei reprywatyzacji. I to autorstwa publicysty "Gazety", która w środowisku właścicielskim postrzegana jest jako medium stojące na straży poszanowania prawa własności.
Według Żuradzkiego nawet symboliczne rekompensaty wypłacane tym, którym odebrano własność w czasach PRL, są dziś nie tylko niesprawiedliwe, ale wręcz szkodliwe! Przede wszystkim dlatego, że Polska Ludowa wyrządziła wiele zła wielu ludziom i dziś rodziny ofiar mogą liczyć najwyżej na symboliczną rehabilitację swych przodków.
Żuradzki twierdzi, że odebranie prywatnej własności nie zasługuje więc na specjalne traktowanie. Szkoda, że nie zauważa, iż to właśnie ci, którym zabrano własność, byli represjonowani. To przede wszystkich ich torturowano i zabijano w ubeckich katowniach, przetrzymywano latami w więzieniach za działalność opozycyjną lub nie pozwalano im iść na
studia.
Sądy nierychliwe, ale sprawiedliwe Inny argument: "symboliczne zadośćuczynienie potomkom właścicieli z II RP ufundowane zostanie kosztem innych powinności państwa, np. dotyczących infrastruktury, edukacji, nauki czy służby zdrowia". Przyznaję, że mnie, dziennikarza ekonomicznego, właśnie to zdanie poruszyło najbardziej. Toż na takie stwierdzenie nie odważyliby się niechętni reprywatyzacji politycy lewicy. Nawet oni przyznają, że ustawa regulująca problem roszczeń ma ratować finanse publiczne przed skutkami roszczeń. Toczący się do tej pory spór między prawicą i lewicą dotyczył więc jedynie zakresu i formy zadośćuczynienia.
Sęk w tym, że w PRL bardzo często odbierano
nieruchomości prawem kaduka. A do naprawienia tego typu krzywd nie jest potrzebna specjalna ustawa. Teoretycznie swoją dawną własność (bądź odszkodowanie, jeśli zwrot nie jest już możliwy) można odzyskać na drodze administracyjnej lub sądowej. Trzeba więc mieć na uwadze, że jeśli państwo nie zaproponuje dawnym właścicielom i ich spadkobiercom rozsądnych rekompensat, jak nie oni, to wyspecjalizowane kancelarie prawne prędzej czy później wyegzekwują w sądach o wiele większe odszkodowania. Te sprawy się nie przedawnią!
Resort skarbu podaje, że tylko w ostatnich latach przeszło 1,8 tys. osób i firm dostało odszkodowania o łącznej wartości ok. 350 mln zł. Skala i wysokość wypłat najprawdopodobniej będzie rosła, bo resorty gospodarki, rolnictwa, infrastruktury są zasypane wnioskami o uchylenie bezprawnych decyzji nacjonalizacyjnych. Wnioski te leżą w szufladach urzędników nawet po kilkanaście lat, bo ci czekają na ustawę rozwiązującą problem roszczeń. Niedawno
Najwyższa Izba Kontroli (
NIK) ostrzegła, że z powodu przewlekłości tego typu spraw coraz więcej z nich trafia do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Według NIK skutki jego wyroków mogą okazać się dla finansów państwa dotkliwsze od ustawy, która całościowo uregulowałaby problem roszczeń reprywatyzacyjnych.
W 2001 r. resort skarbu szacował wartość mienia przejętego przez władze PRL na ok. 190 mld zł. Do tego dochodzą utracone korzyści. Według najbardziej pesymistycznych prognoz odszkodowania mogłyby sięgać 270 mld zł! Nawet jeśli te szacunki są grubo przesadzone, to i tak strach myśleć, ile pieniędzy trzeba by wydać na odszkodowania.
Ustawa na miarę możliwości państwa Żuradzki stwierdza, że "za prawo cieszenia się przez pewną grupę ludzi jakąś częścią własności swych przodków zapłacą w pierwszej kolejności ci, których przodkowie - najczęściej na skutek niezawinionego przez nich zbiegu historycznych okoliczności - nie posiadali nic i którzy w żaden sposób nie są winni tego, co stało się z Polską po roku 1944".
Jak bym słyszał prezesa
PiS Jarosława Kaczyńskiego! "To byłoby tak: biedni Polacy, a dokładnie potomkowie biednych Polaków, mają zapłacić potomkom bogatych Polaków czy obywateli polskich" - powiedział kilka miesięcy temu. Pamiętam, że słowa tego polityka odebrałem jako szczucie jednych Polaków na drugich. Dopiero tekst mojego redakcyjnego kolegi, którego wszak o podobny zamiar nie posądzam, uświadomił mi, jak bardzo w Polsce zmienił się stosunek do reprywatyzacji.
Kaczyński wyczuł, że na jej kontestowaniu PiS może zyskać. Potwierdziły to zresztą majowe badania CBOS - poparcie dla idei reprywatyzacji jest najniższe od 1991 r., czyli odkąd prowadzone są tego typu badania. Na początku lat 90. sięgało 65 proc., obecnie jest o blisko połowę mniejsze (34 proc.). Górą są przeciwnicy, którzy stanowią już dwie piąte naszego społeczeństwa.
Wielu polityków prawdopodobnie zechce wykorzystać te nastroje. Np. lider PiS nie wykluczył, że jego partia zaproponuje referendum.
Oby premierowi Donaldowi Tuskowi nie zabrakło determinacji w doprowadzeniu tej sprawy do końca. Absolutnie nie można zarzucić rządowi Tuska, że zachowuje się nieodpowiedzialnie. W założeniach do ustawy o zadośćuczynieniu dobro finansów publicznych stawia się na pierwszym miejscu. Nie mówi się, że dawni właściciele i ich spadkobiercy dostaną określony odsetek wartości utraconego majątku. Wysokość rekompensat będzie znana dopiero za jakiś czas, bo będzie zależała od tego, ile pieniędzy Sejm zapisze na ten cel w ustawie (minimum to 20 mld zł z Funduszu Reprywatyzacyjnego), oraz od liczby i wartości uznanych roszczeń reprywatyzacyjnych. W dodatku rekompensaty mają być wypłacane nawet przez kilkanaście lat.
Nie tylko koszty, ale i korzyści W dyskusji na temat reprywatyzacji, a właściwie zadośćuczynienia, bo rząd nie przewiduje przecież zwrotu mienia, trzeba wziąć pod uwagę nie tylko koszty, ale także i korzyści. Te pierwsze łatwo policzyć. Z drugimi jest pewien problem, bo ujawniać się będą przez wiele lat w wielu sferach naraz.
Ustawa rozwiązująca problem roszczeń reprywatyzacyjnych przede wszystkim ma pomóc w radykalnym uporządkowaniu stanu prawnego gruntów w Polsce. Bez tego rynek nieruchomości będzie się rozwijał wolniej. Większa liczba transakcji nieruchomościami przysporzy zaś państwu i gminom dochodów.
Polska zyska też na atrakcyjności w oczach inwestorów zagranicznych. Ponadto znikną konflikty między dawnymi a obecnymi właścicielami nieruchomości. Ustawa o zadośćuczynieniu jest też paradoksalnie korzystna dla tysięcy lokatorów w czynszówkach należących do gmin czy zakładów. Wiele domów stoi na gruntach o nieuregulowanym statusie własności. Dopóki ta kwestia nie zostanie wyjaśniona, sprzedaż mieszkań tym lokatorom została wstrzymana. Ustawa przecięłaby ten problem.
Jak widać, korzyści można wymienić całkiem sporo, nie wspominając choćby o wizerunku Polski. Bo to, że zyskamy, jeśli będziemy postrzegani w świecie jako kraj szanujący własność, jest oczywiste.
Dane do info
Stosunek Polaków do reprywatyzacji
| zwolennicy | przeciwnicy | nie mają zdania |
| III '91 | | 65 | | 28 | | 7 |
| XI '92 | | 53 | | 41 | | 6 |
| V '95 | | 45 | | 38 | | 17 |
| V '97 | | 41 | | 38 | | 21 |
| XII '97 | | 52 | | 28 | | 20 |
| IV '99 | | 44 | | 37 | | 19 |
| IX '99 | | 40 | | 40 | | 20 |
| I '00 | | 47 | | 39 | | 14 |
| II '01 | | 38 | | 48 | | 14 |
| V '04 | | 42 | | 41 | | 17 |
| V '08 | | 34 | | 44 | | 22 |
Źródło: CBOS