Agnieszka Kublik: Jest jesień 2005 r. Wybory parlamentarne wygrało PiS. 31 października Zbigniew Ziobro zostaje ministrem sprawiedliwości - prokuratorem generalnym. Już dwa miesiące później każe się tłumaczyć prokuratorom z Katowic, dlaczego w śledztwie dotyczącym wyłudzania rządowych dotacji na usuwanie szkód górniczych nie ma zarzutu dla Barbary Blidy. Skąd to zainteresowanie Blidą? Ryszard Kalisz (
SLD), szef sejmowej komisji śledczej badającej okoliczności samobójczej śmierci Barbary Blidy: Zanim jeszcze Ziobro zadał to pytanie, zmienił szefów katowickiej prokuratury: szefem prokuratury apelacyjnej został Tomasz Janeczek, wcześniej szeregowy prokurator w prokuraturze okręgowej. Awansował dlatego, że myślał jak Ziobro. Po przesłuchaniu Janeczka wiem, że Ziobro się nie pomylił, bo gdy pytaliśmy Janeczka o konkrety, kręcił, a o Ziobrze mówił gładko i tylko dobrze.
Wtedy też Krzysztof Sierak został prokuratorem okręgowym. I właśnie ta dwójka szczególnie interesowała się zarzutami dla Blidy. Chodziło im o śledztwo prowadzone od 2004 r. przez prokuratora Jacka Krawczyka. Barbara K. była w tym śledztwie podejrzaną, w końcu oskarżoną, proces ciągle trwa. Blida się w nim pojawiła, ale tylko jako świadek. Krawczyka zaniepokoiła tylko jedna sprawa dotycząca Blidy: umowa z 1998 r. między Blidą a Barbarą K. K. deklarowała, że sfinansuje remont basenu w letniskowym domu Blidy w Szczyrku. W zmian Blida na dziesięć lat udostępni w nim pokój Barbarze K. Zresztą i kwota partycypacji w remoncie i okres udostępnienia pokoju zostały zmniejszone o połowę. Krawczyk poprosił tylko urząd kontroli skarbowej o sprawdzenie, czy z tytułu tej umowy należą się świadczenia na rzecz fiskusa. Kontrolerzy uznali, że nie. Krawczyk nie miał nic przeciwko Blidzie. Dlatego w styczniu 2006 r. Krawczyk przesyła do sądu akt oskarżenia: oskarżona jest Barbara K., Blida nie.
Ale zanim do tego dojdzie, Sierak i Janeczek na jesieni 2005 r. wydają mu polecenie przedstawienia najbardziej interesujących wątków w jego śledztwie. Okazuje się, że dla nich najbardziej interesująca jest Blida. Jeszcze przed zamknięciem śledztwa wydają polecenie wyłączenia z tej sprawy dwóch wątków dotyczących Blidy - to jest kwestii mercedesa (czy kupiła go Blida, czy dostała) i remontu basenu w Szczyrku. Po złożeniu w styczniu 2006 r. przez prok. Krawczyka aktu oskarżenia przeciwko Barbarze K. rozpoczynają się działania funkcjonariuszy katowickiej delegatury
ABW, zresztą też z wymienionym szefem, wobec tymczasowo aresztowanej Barbary K.
Co to za działania ABW? - Nie mogę o tym mówić. W każdym razie w wyniku prowadzonych przez ABW przesłuchań aresztowanej Barbary K. wyłączono kolejny wątek z postępowania prokuratora Krawczyka. Chodziło o pośrednictwo Blidy w przekazaniu łapówki za umorzenie długu. To bardzo dziwne, bo stało się to już po zamknięciu śledztwa, po złożeniu aktu oskarżenia. A kpk mówi, że można to zrobić tylko przed zamknięciem śledztwa.
Pytałem o to prok. Sieraka, odparł, że zrobiono to w wyniku "oględzin akt". Czegoś takiego nie można zrobić, kpk tego nie przewiduje. "Oględziny" mogą dotyczyć postępowania dowodowego, w tym przypadku postępowanie przygotowawcze było już zamknięte, i "oględziny" dotyczą osoby, miejsca lub rzeczy. Akta nie są dowodem, to, co jest w aktach, jest dowodem. Moim zdaniem nie można było wyłączyć tego trzeciego wątku, a to on stał się potem powodem przygotowania postanowienia o postawieniu Blidzie zarzutu.
Czyli złamano kpk, by zrobić z Blidy podejrzaną? - Stawiam hipotezę, że tak mogło być. Musimy sprawdzić, czy legalnie dołączono ten trzeci wątek do śledztwa. Jeśli rzeczywiście było tak, jak zeznał prok. Sierak, że powodem były "oględziny akt", to złamano kpk.
Jaka mogłaby być konsekwencja złamania kpk? - Gdyby sprawa trafiła do sądu - a jak wiadomo, nie trafiła, bo Blida nie żyje i nie można jej było oskarżyć - musiałby on zwrócić prokuraturze akt oskarżenia, bo śledztwo dotyczące tego wątku było po prostu niezgodne z prawem. Gdyby udowodnić, że to było działanie celowe, to w grę mógłby wchodzić zarzut przekroczenia uprawnień.
Chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jeden zbieg okoliczności: w marcu 2006 r. sąd z urzędu podjął decyzję o wypuszczeniu z aresztu Barbary K. Nie wystąpiła o to ani prokuratura, ani K. Ciekawe, prawda?
Uważa pan, że te przesłuchania K. przez ABW mają związek z tą decyzją sądu? Zeznała, co chcieli na Blidę, i w nagrodę wyszła? - Stawiam taką hipotezę, będziemy ją badać. Proszę zwrócić uwagę, że właśnie w marcu 2006 r. Prokuratura Okręgowa w Katowicach wszczyna nowe postępowanie, by zbadać powiązania K. z politykami i szefami spółek węglowych.
To było po tym, jak prezesem Sądu Okręgowego w Katowicach została sędzia Monika Śliwińska. Jej mąż kierował wtedy katowicką delegaturą ABW. Szef ABW Bogdan Święczkowski, wcześniej katowicki prokurator, przyznał, że to on zabiegał u Ziobry o nominację dla Śliwińskiej. To właśnie wtedy Ziobro i Święczkowski poinformowali premiera Kaczyńskiego, że ABW ma dowody na związki polityków SLD z mafią węglową. Według ówczesnego zastępcy Ziobry Janusza Kaczmarka Święczkowski sugerował wtedy, że nominacja dla Śliwińskiej będzie gwarancją dobrej współpracy Agencji z sądem. Sądzi pan, że wypuszczenie K. to właśnie przykład tej "dobrej współpracy"? - Sędzia Śliwińska nie zasiadała w składzie orzekającym w sprawie Barbary K., ale to ona była prezesem tego sądu.
Skąd w tej sprawie przeciwko K. wzięło się ABW? - Tego jeszcze nie wiemy. Wiemy, że między marcem a październikiem 2006 r. to ABW, a nie prokuratura miało dominującą rolę. Prokuratura zgromadziła zaledwie dwa tomy akt. W międzyczasie, we wrześniu, został zmieniony szef ABW - został nim właśnie Święczkowski, wcześniej katowicki prokurator. W istocie Agencja prowadziła to śledztwo, a nie powinno tak być. Gospodarzem śledztwa może być tylko prokuratura, która - jeśli chce - zleca wykonanie jakichś czynności procesowych innym jednostkom, np. policji czy ABW. Nie było w tej sprawie żadnej formalnej decyzji. Można wysnuć wniosek, że to Agencja podejmowała decyzje i oczekiwała od prokuratury, że je będzie akceptować. A w tej sprawie ABW dążyło do udowodnienia hipotezy, którą sama sobie postawiła: że na Śląsku istniał przestępczy układ, w którym tkwili liderzy SLD.
Mam hipotezę, że w tym czasie doszło do konfliktu między prowadzącym to śledztwo prokuratorem Emilem Melką a ABW. Dlatego jego zwierzchnicy byli z niego niezadowoleni i zabrali mu śledztwo. Pretekstem było to, że Melka dostał sprawę zawalenia się hali targowej MTK. Śledztwo od Melki przejął prok. Tomasz Balas i trzech asesorów.
I proszę sobie wyobrazić, że w grudniu 2006 r. Balas zostaje zaproszony do Warszawy na spotkanie z szefami ABW. Stawiam hipotezę, że chodziło o uświadomienie Balasowi prawdziwej roli ABW w jego śledztwie. Szef ABW dał Balasowi do zrozumienia, że to Agencja, a nie on będzie kierować tym śledztwem.