http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zabrać źle, oddać jeszcze gorzej

Tomasz Żuradzki, Gazeta Wyborcza
2008-07-30, ostatnia aktualizacja 2008-07-30 15:48

Odebranie prywatnej własności nie zajmuje najwyższego miejsca na skali zła wyrządzonego przez Polskę Ludową i nie zasługuje na specjalne traktowanie - uważa


Fot. Tomasz Wawer / AG
RAPORTY

Michnik: Rekompensaty za utracone mienie? Tak, ale dla wszystkich i na równych prawach

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Polska Ludowa wyrządziła wiele zła wielu ludziom: jedni byli torturowani i zabijani w ubeckich katowniach, innych przetrzymywano latami w więzieniach za działalność opozycyjną, niektórym nie pozwolono z powodów klasowych lub politycznych iść na studia, innym latami zabraniano wyjazdu z kraju, jeszcze innym odebrano własność.

Dziś, 64 lata od powstania komunistycznej Polski i 19 lat po jej upadku, rząd chce zrekompensować - najczęściej już tylko potomkom ofiar - wyłącznie jedną z tych kategorii szkód: utratę znacjonalizowanej własności prywatnej.

Rząd zdaje się nie zauważać, że każda próba naprawienia niesprawiedliwości wyrządzonych przed dziesiątkami lat wiąże się z poważnymi problemami, a filozofowie i prawnicy od lat debatują nad tym aspektem sprawiedliwości międzypokoleniowej. Problem odszkodowań za dawno wyrządzone krzywdy nie jest polską domeną - historia ludzkości to jeden wielki koszmar: całe społeczności wymazywane były z mapy świata, niewinni ludzie mordowani, katowani, rabowani, gwałceni, wykorzystywani.

Dyskusje o odszkodowaniach za popełnione przed laty niesprawiedliwości toczą się i w Stanach Zjednoczonych (niewolnicy, Indianie, Amerykanie japońskiego pochodzenia bezprawnie internowani podczas II wojny światowej), i w Wielkiej Brytanii (dziedzictwo kolonializmu), i w Australii (Aborygeni), i w Niemczech (dziedzictwo III Rzeszy).

W tym świetle najbardziej rzucającą się w oczy cechą rządowego projektu jest założenie, że własność prywatna jest szczególnie wyróżnioną kategorią, którą należy chronić ponad wszystko - cenniejszą niż życie, zdrowie czy wolność osobista.

Osoba, której dziadek był torturowany w ubeckiej katowni np. za przynależność do AK, a jej rodzicom zablokowano możliwość studiowania, dziś może liczyć najwyżej na symboliczną rehabilitację swego przodka. Ten, którego dziadek stracił wielkie gospodarstwo rolne na skutek zgodnej z ówczesnym prawem reformy rolnej ma - zgodnie z zapowiedziami rządu - dostać odszkodowanie.

Czas zamazuje odpowiedzialność

Ze względu na upływ czasu (ponad 60 lat) rekompensata przyznana będzie w większości spadkobiercom dawnych właścicieli. A to rodzi spore problemy, bo czas nie tylko leczy rany, ale i zamazuje odpowiedzialność.

To oczywiste, że gdy ktoś kradnie mi samochód, a po tygodniu łapie go policja, musi auto oddać. Ale jeśli mój nieżyjący dziadek ukradłby twojemu także nieżyjącemu już dziadkowi rower przed ponad sześćdziesięcioma laty, to czy ja jestem zobowiązany zwrócić ci go teraz? Może powinienem jeszcze dodać rekompensatę za bezprawne korzystanie z cudzej własności przez mego przodka? A może - i to by było zgodne z intencjami rządu w sprawie reprywatyzacji - powinienem zwrócić ci kilkanaście procent dzisiejszej wartości tego typu przedmiotu w ramach "symbolicznej rekompensaty" za wyrządzoną niesprawiedliwość?

Problem z reprywatyzacją znacjonalizowanego mienia jest bardziej skomplikowany niż w tym przykładzie, bo ani nie ma jasno określonej grupy sprawców, ani tych, którzy na tym skorzystali, a za odszkodowania dla potomków byłych właścicieli zapłacą wszyscy podatnicy.

Nacjonalizacja jak Holocaust

Jedyna szkoda ludzi, którzy dziś domagają się zwrotu majątku przodków, polega na tym, że nie odziedziczyli własności, którą mogliby dostać, gdyby komunizmu w Polsce nie było.

Jak zauważył Gregory S. Alexander, prawnik z amerykańskiego uniwersytetu Cornell specjalizujący się w prawie własności, państwo nie chroni uprawnień swoich obywateli z jakichś abstrakcyjnych przyczyn, ale ze względu na znaczenie, jakie te uprawnienia mają w życiu realnie istniejących ludzi.

Ktoś, kto jest właścicielem, ma wobec tego, co posiada, pewne plany i zamierzenia. Odebranie mu własności rujnuje część jego planów na przyszłość, w pewnych wypadkach odbiera sens życia. Czy jednak zabranie własności przed 60 laty może grzebać jakieś plany na przyszłość obecnie żyjącym potomkom byłych właścicieli?

To, że upływ czasu istotnie wpływa na odpowiedzialność, widać doskonale w kodeksie karnym - prócz najokrutniejszych zbrodni wojennych i kilku innych kategorii wszystkie, nawet te najbardziej straszne przestępstwa, jak morderstwa czy gwałty, ulegają z czasem przedawnieniu.

Czy naruszenie własności prywatnej miałoby być tak straszną zbrodnią, że byłaby jednym z nielicznych wyjątków od tej zasady? Czy nacjonalizację mamy traktować np. na równi z nieprzedawnialną zbrodnią Holocaustu?

Zaraza niesprawiedliwości

Nawet jeśli założylibyśmy, jak czyni to rząd, że własność prywatna jest wyróżnioną kategorią, której utratę - nawet przed dziesiątkami lat - należy dziś zrekompensować, to istnieje inny problem.

Nacjonalizacja psuje rynek, tj. wpływa na ceny także tych nieruchomości, które nie zostały znacjonalizowane. Jeremy Waldron w artykule „Superseding historic injustice” („Ethics” 103/1, 1992) określił to zjawisko jako „zarazę niesprawiedliwości”.

  • 82 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':