W parlamencie dobiega końca praca nad projektem ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. To bardzo ważna ustawa, ustrojowa. Przesądza o sposobie działania szpitali w przyszłości. W pośredni sposób będzie wpływała i na pacjentów, i na pracowników szpitali.
Zarazem jest to ustawa trudna. Zawiera rozstrzygnięcia niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela, dlatego obywatelowi muszą wystarczyć uproszczone hasła głoszone przez polityków w mediach. A głównym straszakiem, który będzie używany przeciwko tej ustawie, jest groźba prywatyzacji.
Nie pomogą tu zaklęcia minister Kopacz, premiera i wszystkich jego ministrów, że nie chodzi im o prywatyzację, ale o poprawienie gospodarki finansowej szpitali i zatrzymanie procesu niekontrolowanego ich zadłużania.
Faktem jest, że przekształcenie szpitala w spółkę otwiera drogę do prywatyzacji. To może, chociaż nie musi, być następny krok. Tak jest już dzisiaj. Nie ma do tego specjalnej ustawy, ale jest dozwolona prawem możliwość likwidacji szpitala jako samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej i stworzenia spółki, która ten sam szpital poprowadzi bez jednego dnia przerwy w jego działaniu.
Spółka może być w całości własnością samorządu, ale właściciel w każdej chwili może sprzedać większość lub całość udziałów i wtedy jest to prywatyzacja. Na kilkadziesiąt szpitali powiatowych przekształconych w spółki tylko w kilku przypadkach doszło do prywatyzacji. Ale taką możliwość ma każdy pozostały.
Co zatem ma zmienić ustawa? Rząd chce przyspieszyć proces komercjalizacji szpitali, czyli przekształcenia ich w spółki. Chce zobowiązać do tego ustawą wszystkich publicznych właścicieli szpitali (samorządy, uczelnie medyczne). I chce im dać na to rok, z groźbą wykreślenia szpitala z rejestru zakładów, gdyby do takiego przekształcenia nie doszło.
Likwidacja przez hipotekę
Czy rząd wie już dzisiaj, jakie mogą być tego konsekwencje? Czy na pewno wie, ile istniejących dzisiaj publicznych szpitali nie ma uregulowanych stosunków własnościowych dotyczących terenu, na którym stoi szpital? Spółka nie może powstać, jeśli nie ma uregulowanego problemu własności.
- Pierwszy zostanie skreślony Szpital Wolski - mówi poseł Marek Balicki, do wyborów jego dyrektor. - Bo miasto nie zadbało o uregulowanie własności.
Ile jeszcze szpitali i w ilu miastach musiałoby zostać z dnia na dzień zamkniętych, bo teren, na którym stoją, jest w księgach wieczystych cudzą własnością? Pacjenci tych szpitali na pewno nie będą wdzięczni pani minister za jej wizję reformy.
Dlaczego przymusowo
Ale termin przekształcenia szpitali jest sprawą drugorzędną. Najważniejsze, że nie ma zgody opozycji parlamentarnej na przymusowe przekształcenie wszystkich szpitali w spółki.
Dobitnie to pokazała debata zorganizowana w maju w redakcji "Gazety Wyborczej" z udziałem koalicji rządzącej i partii opozycyjnych. Jedyny dopuszczalny przymus, na jaki wszyscy się zgodzili, to uzależnienie pomocy publicznej od przekształcenia. Jednym słowem - chcesz skorzystać z pomocy budżetu, by pozbyć się starych długów - musisz się skomercjalizować.
Jednak ten bardzo wyraźny sygnał rząd zignorował. Z uporem godnym lepszej sprawy chce przeforsować swoją "jedynie słuszną" wizję. W rezultacie ma przeciw sobie nie tylko opozycję polityczną, ale także wszystkich partnerów społecznych związanych z ochroną zdrowia.
- Samorząd lekarski zawsze był postrzegany jako grono liberałów. Ale przekształcenie wszystkich placówek ochrony zdrowia w spółki budzi nasz sprzeciw. Tego nie ma w żadnym kraju na świecie i to nie jest dobry kierunek. Jest zgoda na spółki, ale dobrowolne i działające nie dla zysku. Przede wszystkim liczy się misja - mówił podczas posiedzenia komisji zdrowia Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Adam Sandauer ze stowarzyszenia pacjentów Primus Non Nocere w pełni zgodził się z tymi argumentami i to jest pierwszy przypadek, by ta organizacja pacjentów popierała stanowisko korporacji lekarskiej.
Co zostało z białego szczytu, czyli jak stracono misję
Na początku roku odbyła się kilkutygodniowa konferencja związków zawodowych działających w ochronie zdrowia, samorządów zawodowych, organizacji pozarządowych zrzeszających pacjentów, przedstawicieli samorządów terytorialnych, stowarzyszeń biznesowych. Uczestniczyli w niej przedstawiciele prezydenta, Ministerstwa Zdrowia, kancelarii premiera. W pierwszym i o ostatnim spotkaniu brał udział sam premier.
Uczestnicy szczytu nie odnieśli się do sprawy przymusowych przekształceń, bo w styczniowym projekcie ustawy przekształcenia miały być dobrowolne. W rekomendacjach białego szczytu znalazła się więc zgoda na komercjalizację szpitali, z wyraźnym jednak zastrzeżeniem, że mają działać nie dla zysku, lecz po to, by realizować misję.