http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rynek zdrowia. Zanim połknie nas krokodyl

Elżbieta Cichocka, Gazeta Wyborcza
2008-06-12, ostatnia aktualizacja 2008-06-12 12:41

Im gorzej dzieje się w publicznej opiece zdrowotnej, tym większa wiara w to, że prywatyzacja, konkurencja, demonopolizacja publicznego płatnika (NFZ) pozwoli na samoistne rozwiązanie problemów, które narastają i będą piętrzyć się z roku na rok i miesiąca na miesiąc

Największy wzrost kosztów w służbie zdrowia generuje medyczny biznes - nowe technologie, nowe sposoby walki z chorobą, czasem mniej skuteczne, ale zawsze znacznie droższe od poprzednich. Na zdjeciu: sala operacyjna z nowoczesnym tomografem w Klinice Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu we Wrocławiu
Fot. Paweł Kozioł / AG
Największy wzrost kosztów w służbie zdrowia generuje medyczny biznes - nowe...
Zwolenników rynku w zdrowiu może i nie przybywa, ale ich głos rozbrzmiewa coraz donośniej. To zrozumiałe - póki pieniędzy w systemie było mało, żaden prywatny inwestor nie chciał ryzykować wydatków, które nie miały szans na przyniesienie zysku.

Dzisiaj prywatne grupy kapitałowe szacują wartość rynku usług zdrowotnych na 80 mld zł rocznie (47 mld ze składek, reszta to abonamenty, wydatki obywateli na leki i leczenie prywatne, a także opłaty w szarej strefie).

Liczą na to, że ten rynek z roku na rok będzie się powiększał, bo obywatele zarabiają coraz więcej. Dlatego prywatni inwestorzy są zainteresowani szybkimi reformami, które zrównają w prawach sektor publiczny i prywatny.

Są zainteresowani rozwojem prywatnych szpitali, które będą mogły leczyć za pieniądze ze składek obowiązkowych, ale również leczyć komercyjnie.

Liczą również na to, że niedługo będzie możliwe wejście na rynek prywatnych firm ubezpieczeniowych, które będą pobierać część pieniędzy z obowiązkowych składek, a część z dobrowolnych - zróżnicowanych w zależności od wielkości kieszeni ubezpieczonego. Ten biznes chce się rozwijać.

Milowym krokiem w tym kierunku będzie dla nich powszechna komercjalizacja szpitali i szybkie wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń. Prywatne firmy świadczące usługi medyczne już się do tego przygotowują, konsolidując rynek.

Na przełomie 2007 i 2008 r. przejęcia jednych firm usług medycznych przez drugie osiągnęły wartość 200 mln euro. Planowane są dalsze przejęcia. - W ciągu najbliższych 10 lat na rynku pojawi się kilka firm, które będą dążyły do uzyskania dominującej roli i najprawdopodobniej skonsolidują co najmniej 30 proc. rynku usług zdrowotnych - twierdzi Marcin Ajewski, prezes zarządu Healthcare Consultants Poland. - Firmy będą się konsolidować, w ciągu 8-10 lat będą chciały wyjść z zyskiem, sprzedając placówki firmom ubezpieczeniowym. Mamy nadzieję na liberalizację rynku ubezpieczeń zdrowotnych. Największe ryzyko dla inwestorów stanowi to, że nie będzie żadnej wyraźnej zmiany - uważa prezes Ajewski.

Coraz lepiej, więc coraz drożej

Wygląda więc na to, że plany reformatorskie rządu są spełnieniem marzeń prywatnego kapitału, który jest zainteresowany inwestowaniem w rynek zdrowia. Warto więc obejrzeć dokładnie drugą stronę medalu i policzyć koszty takich reform.

- Ogromna ilość doświadczeń z krajów OECD pokazuje, że konsolidacja placówek zdrowotnych i podział publicznego płatnika [u nas to NFZ] powoduje eksplozję kosztów - mówi prof. Gregg Bloche, doradca Baracka Obamy ds. zdrowia.

<b>W USA</b>koszty opieki zdrowotnej osiągnęły w 2007 r. poziom 15 proc. PKB. Trend jest rosnący i groźny jak rozwarte szczęki krokodyla. Za kilkadziesiąt lat, jeśli nie uda się go odwrócić, może pochłonąć nawet cały PKB.

Od początku XXI wieku roczny przyrost kosztów opieki zdrowotnej w USA wynosi kilkanaście procent. Przy czym znacznie szybciej rosną ceny ubezpieczeń komercyjnych niż prywatnych.

W Medicare, powszechnym ubezpieczeniu dla osób starych, koszty rosną dość umiarkowanie, natomiast nikt nie jest w stanie ograniczyć kosztów w rozproszonym systemie ubezpieczalni prywatnych.

Te dane rozbijają mit o tym, że starzenie się społeczeństwa pochłania najwięcej pieniędzy. Okazuje się, że największą rolę odgrywa tu biznes medyczny - nowe technologie, nowe leki, nowe sposoby walki z chorobą, które czasem są bardziej skuteczne, czasem mniej, ale od poprzednich różnią się tym, że dużo więcej kosztują.

Politycy amerykańscy boją się używać strasznego słowa na "r": racjonowania dostępu do usług. Bo to oznacza wielkie zmiany. Ale ponieważ 47 mln Amerykanów nie ma żadnego ubezpieczenia, coś trzeba z tym zrobić. Zarówno Hillary Clinton, jak i Barrack Obama chcieliby zbliżać się do europejskiego modelu - z powszechnym i obowiązkowym systemem ubezpieczeń - twierdzi prof. Bloche.

<b>W Niemczech</b>10 proc. obywateli jest ubezpieczonych w firmach prywatnych. Głównie leczą się w placówkach prywatnych. Władze publiczne zauważyły z niepokojem, że najlepsi specjaliści z dziedziny onkologii odeszli z sektora publicznego do prywatnego, gdzie mogą więcej zarobić.

W rezultacie ci lekarze, którzy do niedawna zajmowali się najbardziej skomplikowanymi schorzeniami i leczyli najciężej chorych, operują teraz nawet bardzo proste przypadki, ale za większe pieniądze. Pacjenci bez prywatnego ubezpieczenia zaś nie mają dostępu do najlepszych specjalistów.

<b>W Holandii</b>, po burzliwych debatach w parlamencie, w 2006 r. państwo wprowadziło reformę zdrowia. Firmy ubezpieczeniowe - czy publiczne, czy prywatne - muszą sprzedawać ten sam pakiet podstawowy i nikt nikomu nie może odmówić uczestnictwa, nawet jeśli jest ciężko chory.

Zróżnicowany jest natomiast pakiet dodatkowy. Można wykupić np. lepszą opiekę stomatologiczną. W rezultacie holenderskiej reformy składki są trochę wyższe niż wcześniej. Ubezpieczalnie konkurują między sobą i na razie ponoszą straty.

Konkurencja pomiędzy szpitalami sprawiła, że nawet małe szpitale chcą wykonywać najbardziej skomplikowane zabiegi.

Z punktu widzenia interesu społecznego jest to nieopłacalne, bo wiąże się z koniecznością dodatkowych inwestycji tam, gdzie mogłoby ich nie być. W medycynie liczy się efekt skali - najtaniej i najlepiej wykonuje się zabiegi w tych miejscach, które wykonują ich dużo. Tak więc mit o tym, że konkurencja pomiędzy szpitalami przyniesie obniżkę kosztów, jest wyłącznie myśleniem życzeniowym.

Piekło rynku i utopia równości

- Nie mam nic przeciwko medycynie prywatnej, jeśli stan mego konta pozwoli mi na leczenie wszystkich moich chorób do końca życia - mówi prof. Zbigniew Szawarski. - Na rynku tylko konsument decyduje, czy i gdzie się leczyć. Tak jak z hotelem pięciogwiazdkowym - każdy ma prawo w nim zamieszkać, pod warunkiem że zapłaci rachunek. Ale czy to jest sprawiedliwe? - pyta.

Rynek w medycynie nie jest dobry na wszystko i nie rozwiąże najbardziej palących problemów polskiej ochrony zdrowia. Na pewno - widać to po przykładzie innych krajów - nie obniży kosztów, tylko je podniesie. Na pewno też zwiększy nierówność w dostępie do leczenia w zależności od statusu majątkowego pacjenta.

I politycy muszą dzisiaj dokonać wyboru - czy bardziej im zależy na tym, żeby się kręcił biznes medyczny, czy na zaspokojeniu potrzeb zdrowotnych społeczeństwa. Czy zależy im bardziej na tym, by wzrastała liczba operacji, czy na tym, żeby obywatele byli zdrowsi.

Jak na razie politycy zdrowotni karmią nas pustymi sloganami i obietnicami bez pokrycia. I wymagają dla swych koncepcji zgody w ciemno, bez liczenia kosztów społecznych.

Nie sądzę, by ten rządowy kurs na rynek brał się z chęci robienia "biznesu na służbie zdrowia". Wynika on raczej z niedostatku wiedzy o społecznych skutkach zmian wśród naszych decydentów. Dlatego szkoda, że na seminarium zorganizowanym przez PAN licznie obecni byli tylko politycy opozycji, a jedyny przedstawiciel rządu wiceminister Marek Twardowski uczestniczył w nim tylko przez pierwsze pół godziny, a potem pobiegł reformować system.

* Międzynarodowe seminarium zorganizowane przez wiceprezesa PAN prof. Andrzeja Górskiego "Służba zdrowia, rynek oraz publiczne potrzeby i interesy", Warszawa, 2 czerwca

  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':