Błędy obnażone w tegorocznych testach dla gimnazjalistów i maturzystów świadczą nie tylko o niedbałości autorów zadań oraz całkowitym braku kontroli nad procesem wyboru zadań i ich dopuszczania do egzaminów. Problem jest dużo poważniejszy. Dotyczy formy egzaminów, która coraz częściej preferuje zadania wymagające prostego wyboru "a", "b", "c" lub "d". Tymczasem praktyka pokazuje, że w najciekawszych, najgłębszych pytaniach, jakie można zadać w każdej dziedzinie, prawidłowa odpowiedź najczęściej mieści się gdzieś pośrodku. I co wtedy? Czytając tegoroczne zadania egzaminacyjne, nierzadko miałem ochotę dopisać własną odpowiedź "e".
Zilustruję to na przykładzie zadania nr 21 ze sprawdzianu dla szóstoklasistów. Był tam rysunek pokazujący trzy położenia Słońca nad horyzontem - najwyżej, najniżej i pośrodku. Trzeba było przypisać tym położeniom naszej gwiazdy poszczególne pory roku. Wzór odpowiedzi podawał, że prawidłowo najwyższemu położeniu Słońca powinno odpowiadać lato, najniższemu zima, a pośrodku - to wiosna i jesień. Oczywiste? Tak się wydaje na pierwszy rzut oka, bo w potocznym odczuciu latem Słońce jest najwyżej, zimą najniżej, a w międzyczasie gdzieś pośrodku. Ale to przecież nieprawda. Premiowana odpowiedź jest całkowicie błędna.
Słońce jest najwyżej nad horyzontem w dniu przesilenia letniego (w tym roku 21 czerwca), który to dzień jest granicą między astronomiczną wiosną a latem. Zarówno przed tym dniem, jak i po nim Słońce jest niżej na niebie. Dla każdego dnia lata można wskazać taki dzień wiosny, kiedy Słońce było wyżej. To samo dotyczy astronomicznej jesieni i zimy.
Prawidłowa odpowiedź nie mieściła się w schemacie komisji egzaminacyjnej. Myślący uczeń dostał zero. Skandalem jest, że nikt do tej pory tego zadania nie unieważnił. Takich przykładów jest więcej. W zadaniu na maturze z matematyki zabrakło informacji, że chodzi o wielomian trzeciego stopnia - trzeba się było tego domyślić. Myślący uczeń mógł jednak dojść do wniosku, że zadania nie da się rozwiązać. I to jest właśnie prawidłowa odpowiedź, ale nie ma jej w szablonie odpowiedzi.
Śmiem przy tym twierdzić, że nie rozwiąże problemu poprawienie pytań czy arkuszy odpowiedzi. Nasze testy po prostu preferują sztampowe myślenie albo typ umysłu szaradzisty, który potrafi szybko dokonywać wyboru. Nauczyciele akademiccy skarżą się, że właśnie taką tendencję dostrzegają w wykształceniu kandydatów na studia w ostatnich latach. Tych, co myślą wolniej, ale potrafią głębiej wniknąć w problem i dostrzegają więcej możliwości niż "a", "b", "c", "d", nasz system karze. Jak widać, deprawuje również autorów pytań, których myślenie także weszło w koleiny sztampy, i dlatego popełniają coraz więcej błędów.
Z naszymi egzaminami miałby problem np. Niels Bohr, duński naukowiec z początku XX w., noblista, który wywarł wielki wpływ na podstawy współczesnej fizyki. Jego przyjaciele mówili, że myślał co najmniej dwa razy wolniej niż inni. Koszmarem było chodzić z nim do kina, zwłaszcza na filmy o dynamicznej akcji, bo niczego nie łapał i ciągle się dopytywał, kto, gdzie, z kim i dlaczego. Na seminariach zwykle to on był tym ostatnim, który nie rozumiał wywodów prelegenta i wciąż mnożył wątpliwości. W pewnej chwili cała sala zaczynała go już przekonywać, że to proste, ale w końcu okazywało się, że właśnie Bohr miał rację, a inni byli w błędzie.
Oczywiście, obecny system sprawdzania wiedzy jest bardzo wygodny dla sprawdzających, bo cóż łatwiejszego, niż porównać odpowiedzi z szablonem. Bezmyślna praca. Ale też i często bezmyślne będą wyniki takiego sprawdzianu. Sprawdza się tak wiedzę z natury płytką i powierzchowną. Bo nie uda się w ten sposób zadać naprawdę dobrego pytania wymagającego odpowiedzi dużo szerszej niż krótkie tak/nie. Czasami różne odpowiedzi są dobre - jeśli tylko przekonująco uzasadni się ich wybór, ale przecież na uzasadnienia nie ma miejsca w testach wyboru. Przetrenowaliśmy to w "Gazecie", gdy kilka lat temu prowadziliśmy dla czytelników "Ligę Naukową". Zadawaliśmy w niej pytania z różnych dziedzin nauki, m.in. tak - wydawałoby się - łatwe jak "Z ilu kwarków składa się proton?". Proszę wybrać: z jednego, dwóch, trzech czy czterech? Oczywiście, wiadomo, że z trzech - tak w każdym razie podają wszystkie podręczniki szkolne i encyklopedie.
Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Świetny uczeń, który zna tajniki mechaniki kwantowej, może się orientować, że nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. We wnętrzu protonu stale powstają wirtualne pary kwark-antykwark. Oczywiście, świetny uczeń może też domyślić się, co miała na myśli komisja egzaminacyjna, i wskaże "właściwą" pozycję na arkuszu odpowiedzi. Albo - jak w zadaniu na matematycznej maturze - dopowie sobie, że chodzi o wielomian trzeciego stopnia. Ale czy naprawdę chcemy tego, żeby test premiował nie tyle wiedzę, ile umiejętność domyślenia się, "jakiej odpowiedzi po mnie oczekują".
Właśnie do tego dziś przygotowują nauczyciele w wielu szkołach. Ostatni rok nauki jest poświęcony głównie rozwiązywaniu niezliczonych testów. Żeby uczeń doszedł do "wprawy". Myślę jednak, że nie tego mieliśmy w szkołach nauczać nasze dzieci.