W ostatnich miesiącach "Życie Warszawy" stało się pismem szczególnym, stosującym dziwne standardy dziennikarskie. Dwa dni po ujawnieniu "sprawy ks. Czajkowskiego" w podobny sposób doniosło o aferze w resorcie infrastruktury. Tytuł na pierwszej stronie: "Policja rozbija układ w kolejnym resorcie". Podtytuł: "Skorumpowani urzędnicy sprzedawali informacje o planowanych autostradach". Drugie zdanie tekstu: "śledczy badają, czy urzędnicy sprzedawali dane o inwestycjach".
Przeciętnie inteligentny szympans rozumie, że te trzy zdania nawzajem się dezawuują. Skoro policja wciąż "bada, czy", to znaczy, iż jeszcze nie jest pewne, "że". Skoro nie wiadomo, że "sprzedawali", tym bardziej nie wiadomo, czy stanowili "układ". Póki zaś policja nie wie, że taki układ istniał, póty nie może go rozbijać, bo trudno by było rozbić, coś, co nie istniało. "Życie" jednak tego nie rozumie albo liczy, że czytelnicy się w tym nie połapią i "ciemna masa to kupi".
"Życie Warszawy" jest liderem rosnących w siłę środowisk medialnych, które nie tylko w sprawie ks. Czajkowskiego i urzędników z resortu infrastruktury mieszają domniemania z prawdą, podejrzenia z winą i przypuszczenia z wiedzą. Taka dezinformacja narusza podstawowe reguły dziennikarstwa, a jej upowszechnienie jest groźne dla demokracji. Dezinformowani wyborcy nie mogą bowiem dokonywać racjonalnych wyborów politycznych i powierzają władzę nieodpowiednim osobom.
Statutowym obowiązkiem pracującej w czynie społecznym Rady jest obrona jakości mediów - więc także demokracji - poprzez piętnowanie tego rodzaju naruszeń. Społeczeństwo obywatelskie nie ma dziś w Polsce żadnego innego gremium, które mogłoby pełnić tę funkcję. Dlatego - mimo zastrzeżeń wobec dotychczasowego funkcjonowania REM - nie tylko organizacje wydawców, nadawców i dziennikarzy, które ją powołały, ale wszystkie prodemokratyczne instytucje społeczeństwa obywatelskiego powinny dać jasny sygnał, że Radę popierają i gotowe są użyć wszystkich dostępnych środków, by zapewniając pomoc prawną i wsparcie materialne, okazać solidarność osobom występującym w obronie publicznego dobra, jakim w demokracji jest wiarygodność mediów.