„Mam 13 lat. Tego dnia dziadkowie, rodzice ojczyma, są u nas z wizytą. Mama mówi: »Odprowadź dziadków «. Cmokam babcię, potem dziadka. Nagle czuję na sobie jego dłoń. Położył ją na mojej 13-letniej piersi, przycisnął i zsunął powoli. Tutaj film się urywa” - wyznała po 30 latach (we wczorajszym „Dużym Formacie”) dziennikarka Ewa Wanat.
To, że była molestowana w dzieciństwie - jak setkom dzieci w takiej sytuacji - odebrało jej poczucie własnej wartości. Tak uważa. Do tego zrobił to nie ktoś obcy, lecz obdarzony zaufaniem. "Zaczął osaczać, wnikać w najintymniejszą część mojej psychiki. Przekroczył nienaruszalną granicę między światami dorosłych i dzieci" - napisała.
Dariusz Zaborek: Czy to dobrze, że Ewa Wanat zdecydowała się mówić publicznie o tym, co ją spotkało?
Jolantą Zmarzlik, terapeuta z fundacji Dzieci Niczyje: - Dla tych, którzy to przeczytali - tak. Po pierwsze - pokazała, że to się wydarzyło w przeciętnej, normalnej rodzinie, która na pierwszy rzut oka wyglądała świetnie. Nie mówimy przecież o „obrzydliwej” patologii rodzinnej, gdzie jest alkohol i inne występki.
Po drugie - powiedziała nam, że z takim problemem żyje się długo i on nie przemija jak choroba dziecięca. Więc nie można tego lekceważyć, mówiąc: "Aaa, jakoś z tego wyrośnie".
Po trzecie - pokazała, jak strasznie samotne jest dziecko, które w tej samotności cierpi przez długi okres życia.
Po czwarte - uzmysłowiła innym, którzy mogli znaleźć się w podobnej sytuacji, że to, co się zdarzyło, to wstyd nie dla ofiary, ale dla sprawcy i rodziny, która nie reaguje.
Poza tym opowiedziała nam o dobroczynnym wsparciu matki i że to dziś uruchomiło miłość między nią a matką. A przecież były w konflikcie. Matka nie rozumiała, skąd się ten konflikt bierze, bo pani Ewa zachowywała się buntowniczo. Gdyby wcześniej ujawniła swoją krzywdę, mogła mieć z matką lepsze relacje. No ale teraz wróciła miłość, odzyskała to, co utraciła w dzieciństwie.
Tyle zysków społecznych. Czy dla niej samej to dobrze, że powiedziała? Nie wiem.
Ma Pani wątpliwości?
- Dotrą do niej różne zwrotne reakcje. Czy będzie w stanie je unieść? Nie wiemy, kto odwróci się od niej i powie: "Zrobiłaś wstyd naszemu nazwisku, rodzinie". Nie jestem zwolenniczką ekspiacji, dawania świadectwa prawdy i opowiadania wszem i wobec, co mnie spotkało.
Ale to może być oczyszczające.
- Dlatego na pytanie, czy mówić, odpowiem: tym, którym chce, powinna mówić.
Czy obnażając się przed setkami tysięcy czytelników, Ewa Wanat nie chce się sama ukarać? Paradoksalnie każdy, kto te wyznania wczoraj przeczytał - tak jak dziadek - wdziera się w jej intymność?
- To skomplikowane. Wszystko, co młody człowiek w dzieciństwie miał, a miał siebie i swoją intymność, zostało mu brutalnie zabrane. Potem może być tak - skoro mi to zabraliście, to proszę bardzo: "Teraz ja wam pokazuję, unieście to, co ja nosiłam w sobie przez całe życie". To jej przeżycie, ma prawo z tym przeżyciem zrobić, co chce. Tylko musi mieć silne wsparcie.
Co może być podporą? Kto?
- Najważniejsze to wsparcie od osób bliskich i ważnych. Bo na pewno dostanie odzew od podobnych do siebie kobiet i to może ją czynić silniejszą. Ale to trochę siła przegranych, zranionych, poniżonych, którzy się jednoczą: wszyscy jesteśmy poniżeni, nie dajmy się więcej poniżać.
To za mało?
- Musi pojawić się wsparcie od najbliższych, którzy powiedzą: "Tak, miałaś prawo to zrobić, wykrzyczeć, co cię przez tyle lat bolało".