http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Molestowane w domu. Po co mi to mówisz?

Rozmawiał Dariusz Zaborek
2006-03-06, ostatnia aktualizacja 2006-03-06 00:00

Żadna rodzina nie jest przygotowana na przyjęcie bomby: zdradził żonę z własną córką czy wnuczką. Ale bomba musi zostać zdetonowana.

Ewa Wanat w wieku 13 lat
Fot. Archiwum Rodzinne
Ewa Wanat w wieku 13 lat
ZOBACZ TAKŻE
„Mam 13 lat. Tego dnia dziadkowie, rodzice ojczyma, są u nas z wizytą. Mama mówi: »Odprowadź dziadków «. Cmokam babcię, potem dziadka. Nagle czuję na sobie jego dłoń. Położył ją na mojej 13-letniej piersi, przycisnął i zsunął powoli. Tutaj film się urywa” - wyznała po 30 latach (we wczorajszym „Dużym Formacie”) dziennikarka Ewa Wanat.

To, że była molestowana w dzieciństwie - jak setkom dzieci w takiej sytuacji - odebrało jej poczucie własnej wartości. Tak uważa. Do tego zrobił to nie ktoś obcy, lecz obdarzony zaufaniem. "Zaczął osaczać, wnikać w najintymniejszą część mojej psychiki. Przekroczył nienaruszalną granicę między światami dorosłych i dzieci" - napisała.

Dariusz Zaborek: Czy to dobrze, że Ewa Wanat zdecydowała się mówić publicznie o tym, co ją spotkało?

Jolantą Zmarzlik, terapeuta z fundacji Dzieci Niczyje: - Dla tych, którzy to przeczytali - tak. Po pierwsze - pokazała, że to się wydarzyło w przeciętnej, normalnej rodzinie, która na pierwszy rzut oka wyglądała świetnie. Nie mówimy przecież o „obrzydliwej” patologii rodzinnej, gdzie jest alkohol i inne występki.

Po drugie - powiedziała nam, że z takim problemem żyje się długo i on nie przemija jak choroba dziecięca. Więc nie można tego lekceważyć, mówiąc: "Aaa, jakoś z tego wyrośnie".

Po trzecie - pokazała, jak strasznie samotne jest dziecko, które w tej samotności cierpi przez długi okres życia.

Po czwarte - uzmysłowiła innym, którzy mogli znaleźć się w podobnej sytuacji, że to, co się zdarzyło, to wstyd nie dla ofiary, ale dla sprawcy i rodziny, która nie reaguje.

Poza tym opowiedziała nam o dobroczynnym wsparciu matki i że to dziś uruchomiło miłość między nią a matką. A przecież były w konflikcie. Matka nie rozumiała, skąd się ten konflikt bierze, bo pani Ewa zachowywała się buntowniczo. Gdyby wcześniej ujawniła swoją krzywdę, mogła mieć z matką lepsze relacje. No ale teraz wróciła miłość, odzyskała to, co utraciła w dzieciństwie.

Tyle zysków społecznych. Czy dla niej samej to dobrze, że powiedziała? Nie wiem.

Ma Pani wątpliwości?

- Dotrą do niej różne zwrotne reakcje. Czy będzie w stanie je unieść? Nie wiemy, kto odwróci się od niej i powie: "Zrobiłaś wstyd naszemu nazwisku, rodzinie". Nie jestem zwolenniczką ekspiacji, dawania świadectwa prawdy i opowiadania wszem i wobec, co mnie spotkało.

Ale to może być oczyszczające.

- Dlatego na pytanie, czy mówić, odpowiem: tym, którym chce, powinna mówić.

Czy obnażając się przed setkami tysięcy czytelników, Ewa Wanat nie chce się sama ukarać? Paradoksalnie każdy, kto te wyznania wczoraj przeczytał - tak jak dziadek - wdziera się w jej intymność?

- To skomplikowane. Wszystko, co młody człowiek w dzieciństwie miał, a miał siebie i swoją intymność, zostało mu brutalnie zabrane. Potem może być tak - skoro mi to zabraliście, to proszę bardzo: "Teraz ja wam pokazuję, unieście to, co ja nosiłam w sobie przez całe życie". To jej przeżycie, ma prawo z tym przeżyciem zrobić, co chce. Tylko musi mieć silne wsparcie.

Co może być podporą? Kto?

- Najważniejsze to wsparcie od osób bliskich i ważnych. Bo na pewno dostanie odzew od podobnych do siebie kobiet i to może ją czynić silniejszą. Ale to trochę siła przegranych, zranionych, poniżonych, którzy się jednoczą: wszyscy jesteśmy poniżeni, nie dajmy się więcej poniżać.

To za mało?

- Musi pojawić się wsparcie od najbliższych, którzy powiedzą: "Tak, miałaś prawo to zrobić, wykrzyczeć, co cię przez tyle lat bolało".

Ewa Wanat wzywa: "Niech ofiary przemówią". Ale w jaki sposób? Mają opowiadać wszystkim wokół? Znajomym? Rodzinie? Psychoterapeucie? W telewizji?

- Każdy powinien przemówić tak, jak chce. Przemówić, znaczy przede wszystkim znaleźć kogoś, komu mogą opowiedzieć, jak się z tym czuły, co czuły jako dziecko i potem przez lata, jak to zaszkodziło im w życiu, jak zniszczyło im życie. Ofiary oprócz tego, że mają poczucie winy, potrzebę miłości od krzywdzącego rodzica, to też niosą wstyd. Wstyd jest przy nich, a nie przy sprawcach.

Ofiara, która chce mówić o tym na głos, może obawiać się wyśmiania: "On ją tylko dotykał" - powie wielu, umniejszając jej cierpienie. "Chyba trochę przesadza" - brzmi pierwszy wpis na forum Gazeta.pl pod wczorajszym wyznaniem.

- Najczęstszym sposobem wykorzystywania seksualnego nie jest pełne współżycie seksualne. Najczęściej i najdłużej trwa dotykanie, oglądanie, masturbowanie, zmuszanie do dotykania, do oglądania masturbowania się osoby dorosłej. Często sprawca stwarza atmosferę, że wchodzi do pokoju, tak jak w tym przypadku, i wkłada rękę, dotyka, dziecko się budzi, a on mówi, że poprawia kołdrę, koszulkę, bo jest zimno, odkryłaś się. Bardzo często jest tak, że dziecko natychmiast wierzy w to, co zobaczyło, więc jeśli dorosła i ważna osoba mówi, że robiła coś innego, to dziecko, chcąc też zachować pozytywny obraz dorosłego, jest skłonne mu uwierzyć. Ale wtedy przestaje wierzyć sobie.

W rezultacie traci poczucie własnej wartości.

- To jest ta rana, która zostaje. Rozmawiałam z młodą kobietą wykorzystywaną przez ojczyma, trwało to kilka lat, przychodził do niej wieczorem do pokoju - matka była wiecznie chora, proszki nasenne, wiecznie nieobecna, zajęta swoimi problemami - przychodził, gdy ona zasypiała, i ją masturbował. Obudziła się, ale była sparaliżowana zaskoczeniem, leżała sztywna, spocona, mówiła: "Miałam kołdrę pogryzioną na brzegu, bo trzymałam ją w zębach i bałam się ruszyć. A przy śniadaniu jak gdyby nigdy nic: podaj mi chleb, pospiesz się do szkoły". To działo się tak często, że w pewnym momencie ona nie wiedziała, czy zwariowała, nie potrafiła odróżnić jawy od snu, bo życie wygląda normalnie, ten człowiek rano mówi, żeby się pospieszyła do szkoły. Więc to pewnie jest w niej - jej wybujała wyobraźnia.

Jakie są skutki molestowania w dzieciństwie przez kogoś bliskiego?

- To utrata własnego ja. Moje ja już nie należy do mnie.

A nie jest tak, że to tylko można głową przepracować i sobie powiedzieć: "No, tak się właśnie stało, to było złe, ktoś mnie skrzywdził, ale jestem, do diabła, dorosłym człowiekiem, dosyć tego grzebania się w dzieciństwie, jestem silny, mam już inne doświadczenia i będę sobie dawał radę". Jednak ciało i wnętrze człowieka w dalszym ciągu pamięta. Ta rana oczywiście pokryje się jakąś błonką, jakoś zarośnie, ale jest bardzo delikatna i czuła i przy najbliższym negatywnym doświadczeniu ona pęka. Wydaje nam się, że pożegnaliśmy się z doświadczeniem z dzieciństwa, a ono się odzywa w niespodziewanej chwili, np. wystarczy konflikt małżeński, to pracuje w taki sposób, że skrzywdzone dziecko myśli sobie: "Wszystko przez to, że jestem jakiś zbrukany, felerny, ktoś, kto jest przy mnie blisko - a teraz mój partner - odkrył to we mnie, to moja wina".

Zetknęłam się z młodymi matkami kiedyś wykorzystywanymi seksualnie, które miały ogromny kłopot z opieką nad własnymi dziećmi: z dotykaniem, przewijaniem, przytulaniem, karmieniem piersią, ponieważ ssanie piersi mogło się kojarzyć z nadużyciami seksualnymi. To było silniejsze niż podstawowy instynkt macierzyński. Taka dziewczyna obawiała się, czy aby prawidłowo dotyka dziecko, czy go nie nadużywa. Więc dziecko zaczynało budzić jej lęk, zaczęła odsuwać się od niego, rzadziej dotykać.

Najczęściej spotykany scenariusz, który powiela się w dorosłym życiu molestowanych dziewczynek?

- Kłopoty w życiu seksualnym, w bliskości, niechęć do mężczyzn w ogóle, skrywanie własnej płciowości, seksualności, udawanie, że nie jest się kobietą, maskulinizowanie się, pewna agresja w kontaktach z innymi ludźmi. Mogą pojawić się kłopoty z akceptacją własnego ciała, bulimia, anoreksja, samouszkodzenia, alkoholizm. Może to być prostytucja jako karanie siebie. Jestem szmatą, możecie mnie mieć na wszystkie możliwe sposoby, już nie mam nic własnego.

Czy kula u nogi kiedyś się od ofiary odczepi?

- Istnieją dwa poglądy: jeden mówi, że jak się przepracuje taki uraz, czyli przejdzie się terapię, zrozumie się, wejdzie w swoje uczucia, pozbędzie się nagromadzonych negatywnych uczuć, to właściwie jest już tak, jak gdyby nic się nie stało. Że to daje siłę i umiejętność życia mimo takich doświadczeń.

Ja uważam, jestem z drugiej szkoły, że taka rana w człowieku pozostaje mimo przebytej terapii. W rezultacie nie można całkowicie uwolnić się od tego problemu. Nie można nie poczuć się znów zranionym dzieckiem.

Lepiej, żeby osoba pokrzywdzona w dzieciństwie porozmawiała z rodziną?

- Zebranie rodzinne? Nie, nie przesadzajmy. Ona jest sama z tą bombą. Żadna rodzina nie jest przygotowana na jej przyjęcie: zdradził żonę z własną córką czy wnuczką. Niemniej bomba musi zostać zdetonowana. A co robi rodzina w takiej sytuacji? Jednoczy się wobec wspólnego wroga. Dlatego ofiara musi sobie znaleźć w rodzinie co najmniej jednego sojusznika. Ale nie chciałabym budować scenariusza. Jednak jeżeli ktoś chce bombę w rodzinie wrzucić, niech najpierw pójdzie do psychoterapeuty i opowie, jaką ma rodzinę, jaki ma zamiar, jakie ma relacje w tej rodzinie, jakie motywacje, żeby tę bombę puścić, bo nie może ona być rodzajem zemsty. Pierwsze reakcje rodziny: obrażanie, a nawet zastraszanie, że nas, terapeutów, podadzą do sądu, zniszczą.

Potem następuje koncentracja nie na sprawcy, tylko na dziecku: "Jak ty mogłaś mi to zrobić? Wcześniej mi o tym nie powiedziałaś, okłamałaś mnie, jesteś niedobrym dzieckiem". Po drugie, gdzieś w tle tkwi: "Byłaś kochanką mojego męża. Mąż mnie zdradził z córką. Córka mnie zdradziła z moim mężem". Więc ból: ja tej sytuacji nie wytrzymam, sprawca wtedy schodzi na plan dalszy.

Potem koncentracja na tym, co z tym sprawcą zrobić? "Przeżyłam z tym człowiekiem 30 lat, chcesz na starość wsadzić swojego ojca do więzienia, jemu trzeba pomóc". Osoba, która to ujawnia w rodzinie, zawsze przejdzie przez taki mechanizm.

Skąd w dorosłych bagatelizowanie odczuć dzieci?

- Ponieważ uważa się, że dzieci są naszą własnością. I powinny czuć i myśleć tak, jak my sobie życzymy. Rodzice boją się utraty autorytetu. Ponieważ dorośli dziś w ogóle czują się niepewni w różnych sytuacjach społecznych, dostają w tyłek, to wydaje im się, że dziecko jest ostatnim bastionem, wobec którego mogą być guru.

"Dopóki sprawcy będą chronieni przez tabu, będą pewni, że ich czyny pozostaną tajemnicą" - pisze Ewa Wanat.

- Tabu nie dotyczy tylko Polski. Seks jest u nas coraz większym tabu, rodzina jest tabu, o rodzinie mówi się dobrze albo wcale.

Ofiary molestowania seksualnego pojawiają się w przeróżnych talk-show. Mam jednak wrażenie, że przeważnie opowiadają o sobie ofiary osób obcych. O molestowaniu w rodzinie - cisza.

- Pana wrażenie wydaje mi się subiektywne i zarazem prawdziwe.

Jak to?

- Otóż selekcjonujemy informacje, dobieramy je sobie. Bardzo byśmy wszyscy chcieli - dla naszego komfortu psychicznego - żeby ten molestujący był kimś obcym, dalekim, wstrętnym, wrogim. Natomiast statystyki są okrutne: mówią, że najwięcej przypadków molestowania seksualnego dokonały osoby, które są dzieciom bardzo dobrze znane. Zło które dotyka dzieci jest blisko, a nie - jak byśmy chcieli - daleko.

  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Grammy żegna W. Houston

Dziś w nocy po raz 54. rozdane zostaną muzyczne odpowiedniki Oskarów. Twórcy widowiska chcą oddać specjalny hołd zmarłej w sobotę Whitney Houston