http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ta reforma jest dla ludzi

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz*, Jarosław Makowski**
2012-02-23, ostatnia aktualizacja 2012-02-23 13:00

Spotkanie Grupy Pięćdziesiąt Plus w redakcji
Spotkanie Grupy Pięćdziesiąt Plus w redakcji "Gazety Wyborczej".
Fot. Bartosz Bobkowski / AG

Państwo to "tyran", obywatel to "niewolnik", praca to "kara". I dopiero emerytura to czas błogiego wyzwolenia: i od państwa, i od pracy. A tak nie jest

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Agnieszka Kozłowska-Rajewicz
Jarosław Makowski
Fot.Tomasz Wiech / AG
Jarosław Makowski
SERWISY
Opozycja nie chce reformy emerytalnej. Potwierdzają to odbyte z premierem spotkania z klubami parlamentarnymi. Co ciekawe: argumenty, jakie przy tej okazji padają, odsłaniają osobliwe rozumienie państwa. Jak inaczej czytać wypowiedzi o "zmuszaniu" Polaków przez państwo do dłuższej pracy? Albo "wysłaniu kobiet na siedem lat robót, a przecież one rodzą i wychowują dzieci"?

Dla opozycji reforma to kaprys rządzących. Kaprys, który jest mierzony prosto w serce ciemiężonych obywateli. Przez kogo? Przez opresyjne państwo, które nakłada na barki Polek i Polaków ciężary nie do udźwignięcia. Takie spojrzenie przywołuje duchy PRL-u, w którym państwo było wrogiem obywatela. My - obywatele, oni - władza. Państwo i rząd jawi się więc jako tyran, któremu należy dać odpór. Czy czyniąc z państwa chłopca do bicia, politycy nie podcinają gałęzi, na której siedzą?

Praca nie jest karą

Zacznijmy od kwestii pracy. Zgoda: niewielu ma dziś stały etat. Niewielu doświadcza stałego dopływu propozycji, które pozwalają pracować bez przerw - i bez stresu o jutro. Większość z nas o pracę nieustannie zabiega. Trzeba więc rozumieć obawy tych, którzy martwią się, czy po przekroczeniu 60 lat będą mieli dość energii, aby robić to efektywnie.

Dla dzisiejszych 30-latków to nie wiek emerytalny jest zmartwieniem, ale właśnie pewność i stabilność zatrudnienia. Praca jest dla nich istotnym źródłem życiowej satysfakcji i samooceny. Miejscem nawiązywania kontaktów i więzi z innymi ludźmi. Jak pisze błyskotliwy obserwator życia społecznego, francuski prozaik Michel Houellebecq ludzie dziś definiują się poprzez pracę.

Z perspektywy państwa ważne są też inne aspekty dłuższej pracy. Aktywny tryb życia, w tym praca, prowadzi do poprawy samopoczucia. A to przekłada się na lepsze zdrowie. Kiedy jesteśmy aktywni? Wtedy, gdy pracujemy. Co więcej, przecież wielu z nas słyszało o przypadkach, gdy ludzie pełni sił i energii zaczynali słabnąć i chorować dopiero wtedy, kiedy przechodzili na emeryturę.

Badacze z Harvard University School of Public Health i Boston College, pod przewodnictwem dra Estebana Calvo, przeprowadzili w 2006 roku badanie, które pokazało, że praca do późnych lat zmniejsza podatność na choroby i poprawia jakość życia. Dotyczy to zwłaszcza ludzi starszych. I to nawet jeśli ktoś nie pracuje w idealnych warunkach!

Z kolei epidemiolodzy i psychologowie argumentują, że każda forma aktywności społecznej (praca zarobkowa i charytatywna) poprawia zdrowie fizyczne i psychiczne (Lum & Lightfoot, 2005). Okazuje się więc, że praca służy nie tylko do zaspokojenia potrzeb materialnych. I ta społeczna rola pracy, co pokazują prognozy, na przestrzeni najbliższych 20 lat będzie rosła. Nie malała.

50+ : dobry pracownik!

Jest też prawdą, że osoby między 50. a 60. rokiem życia najbardziej obawiają się reformy, choć proponowane zmiany dotyczą ich w małym stopniu. Pokolenie 50+ ma złe doświadczenia jeśli chodzi o rynek pracy. Co więcej, przenosi je na Polskę roku 2030. A gdzie tak na prawdę leży problem?

Zauważmy: w grupie 50+ wskaźnik zatrudnienia nie przekracza 40 proc. Dla kobiet jest jeszcze mniejszy: poniżej 30 proc. To nieomal najniższe wartości w Europie. Dziś kobiety, które kończą 60 lat, często są zwalniane z pracy. Nawet wtedy, gdy chcą pracować. Wyższy wiek emerytalny zmniejszy ryzyko przedwczesnych zwolnień. I zwiększy wysokość emerytur kobiet (ok. 70 proc). Tyle że nie potrafimy ani w sektorze prywatnym, ani publicznym korzystać z doświadczenia pracowników z długim stażem pracy. Nie potrafimy też pomóc im odnaleźć się na rynku, który jest dramatycznie odmienny od tego, jaki był, gdy zaczynali pracę jako młodzi ludzie.

Jak przykroić umiejętności, kwalifikacje, zachowania tej grupy pracowników do nowych i szybko zmieniających się warunków zewnętrznych? Podwyższenia wieku emerytalnego można dokonać za pomocą stosunkowo prostej zmiany ustawy. Ale gra idzie o zmianę mentalności pracodawców i pracowników. Ta jest bardziej skomplikowana i wymaga czasu.

Tymczasem to właśnie z grupą 50+ powinniśmy wiązać nadzieje, gdy myślimy o reformie rynku pracy. Dlaczego?

Zmiany demograficzne powodują, że za 25 lat rynek pracowników będzie przez nich zdominowany. Druga prawda o Polsce przyszłości to przewidywany dramatyczny brak rąk do pracy. Ministerstwo Finansów wylicza, że zabraknie ponad 1,5 mln pracowników. Obserwacja dzisiejszego rynku i demografii daje jasną wskazówkę, gdzie są największe rezerwy: właśnie w grupie pracowników 50+. A także w grupie kobiet, których zatrudnienie jest kilkanaście procent niższe niż mężczyzn.

Ci pracodawcy, którzy będą potrafili sięgnąć po te rezerwy, unikną kryzysu. Równościowa polityka w firmach jest więc największym wyzwaniem i zarazem szansą dla pracodawców przyszłości. Jak mówi prof. Piotr Błędowski w rozmowie opublikowanej na stronie Instytutu Obywatelskiego, "musimy przeprosić się ze starszymi pracownikami i zacząć postrzegać ich nie jako potencjalne obciążenie dla pracodawców (...), tylko widzieć ich potencjał jako szansę dla przedsiębiorstwa" (zob. www.instytutobywatelski.pl). Zadaniem państwa natomiast jest tak organizować system kształcenia, aby zapewnić doskonalenie i zdobywanie kwalifikacji w systemie long-life-learning (uczenie się przez całe życie), dla wszystkich chętnych pracowników. I to bez względu na wiek, płeć i inne przesłanki natury dyskryminacyjnej.

Dziecko - gest patriotyczny?

Decyzje o macierzyństwie i ojcostwie mają mało wspólnego z wiekiem emerytalnym. Należą do kategorii indywidualnych i prywatnych. Tymczasem PSL z uporem maniaka, chce to zmienić, obniżając wiek emerytalny kobiet o trzy lata za każde dziecko. Zapomina, że w obecnym systemie emerytalnym wysokość świadczeń oblicza się na podstawie zebranego w ciągu życia zawodowego kapitału, a nie liczby dzieci czy wysokości ostatniej pensji. Czyż nie jest to podważenie dotychczasowej filozofii?

Co więcej, rodzenie dzieci nie może być gestem patriotycznym. Gestem, który Polki wykonują na rzecz poprawy struktury rynku pracy. Dziecko nie może być zakładnikiem w debacie emerytalnej. Przepustką do wcześniejszej emerytury. Państwo, zamiast "nacjonalizować" prywatne decyzje ludzi o rodzicielstwie, powinno usuwać młodym rodzinom spod nóg te bariery, które faktycznie wpływają na demografię. Jedną z nich jest nierówne i przez to niesprawiedliwe obciążenie obowiązkami domowymi kobiet i mężczyzn. W konsekwencji maleją szanse kobiet na rynku pracy i w życiu publicznym.

Dopóki kobiety będą stawały przed wyborem: rodzić czy pracować, dzieci nie będzie przybywać. Zamiast dopłacać do dramatycznie niskich świadczeń emerytalnych kobiet w przyszłości, lepiej od razu płacić wyższe składki w okresie urlopu macierzyńskiego i wychowawczego. Także mężczyznom, jeśli to oni podejmą się zadań wychowawczych w domu. PSL-owskie założenie, że dzieci wychowują tylko kobiety, i dlatego to im, w ramach rekompensaty, należy się niższy wiek emerytalny, naprawdę trąci myszką.

Dziś młodzi rodzice potrzebują pewności pracy: niekoniecznie w tym samym miejscu i w tym samym zawodzie. Potrzebują też elastyczności form jej realizacji. Żeby wyjść z demograficznej depresji, należy ułatwiać ludziom podjęcie decyzji o rodzicielstwie, a nie skracać wiek aktywności zawodowej kobietom.

Równość się opłaca

Wiek, płeć, niepełnosprawność są dziś dla pracodawców przeszkodą, kłopotem i obciążeniem. Pokazują to kolejne raporty i wskaźniki równości. Co zrobić, żeby nie tylko elitarny klub podpisujący Kartę różnorodności, ale większość podmiotów na rynku pracy dostrzegła szanse w równym traktowaniu i korzystaniu z różnorodności zespołu?

Podczas konferencji, która w połowie lutego w kancelarii premiera inaugurowała Kartę różnorodności w Polsce, pracodawcy mówili: "Równość i równe traktowanie to dziś element marketingu, dobrego wizerunku. Ale w naszej firmie to nie tylko marketing. Zachowujemy równowagę płci i wieku w zespołach pracowników. Praca w zróżnicowanych grupach pozwala nam lepiej zrozumieć potrzeby klienta i być dla niego bardziej wiarygodnymi. Zauważyliśmy, że to się realnie opłaca".

Niestety, taka postawa i takie podejście do polityki równości nie jest jeszcze powszechne. Jeśli jednak chcemy, żeby wysiłek związany z podniesieniem wieku miał sens, musimy zrozumieć znaczenie polityki równości nie tylko na rynku pracy, ale we wszystkich politykach sektorowych. Inaczej sprawiedliwość pozostanie wyłącznie kosztem, której wymiar można mierzyć wysokością kar płaconych przez pracodawców za niewypełnianie zobowiązań o równości.

Dyskusja o emeryturach pozwala zrozumieć, że równe traktowanie kobiet i mężczyzn, starych i młodych może przynieść indywidualne i państwowe zyski. Pozwoli nam też wyjść z kolein retoryki, w której praca jest "karą" narzuconą na zniewolonych obywateli przez państwo - "tyrana".

*Agnieszka Kozłowska-Rajewicz jest pełnomocniczką rządu ds. równego traktowania

*Jarosław Makowski jest publicystą i filozofem, szefem związanego z PO Instytutu Obywatelskiego (www.instytutobywatelski.pl).


Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4
  • 1
  • 1
  • 2
  • 2
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':