http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Politycy odbiją prokuraturę?

Ewa Siedlecka, Gazeta Wyborcza
2012-02-02, ostatnia aktualizacja 2012-02-02 11:47

Seremet chce wzmocnić niezależność prokuratury, a Gowin ją ograniczyć

Jarosław Gowin
Fot. Krzysztof Karolczyk / AG
Jarosław Gowin
Kryzys wywołany buntem prokuratorów wojskowych ujawnił groźbę kryzysu poważniejszego: na tle sporu o przyszły kształt prokuratury. Politycy chcą nad nią większej kontroli. A to oni piszą ustawy

Tydzień temu w wywiadzie dla "Gazety" ("Gowin między batem a wycofaniem") minister sprawiedliwości Jarosław Gowin mówił, że autonomia prokuratury poszła za daleko, prokuratorzy wyradzają się w niekontrolowaną korporację, że trzeba więcej kontroli rządu i parlamentu nad prokuraturą: rząd powinien prokuraturze wyznaczać priorytety w ściganiu i z tego ją rozliczać, a posłowie powinni móc zwracać się do prokuratorów w sprawie konkretnych śledztw, śladem skarg obywateli.

Nie wiadomo, czy to tylko pomysły ministra, czy też konsultował je z premierem i rządem. Ale sprawa wygląda poważnie, bo ogłosił, że to on - a konkretnie powołany przez niego w Ministerstwie Sprawiedliwości zespół - przygotuje najpierw "cząstkową nowelizację" ustawy o prokuraturze, a potem nową ustawę.

Tego samego dnia, kiedy minister Gowin mówił o tych planach, odbyła się konferencja zorganizowana przez Prokuraturę Generalną na temat wizji nowej prokuratury. Bo prokurator generalny Andrzej Seremet też powołał zespół i pisze ustawę. W zespole jest nawet przedstawiciel ministra sprawiedliwości. Zespół ma też wyniki ankiety rozesłanej do wszystkich prokuratorów. Generalny kierunek zmian według Seremeta to umocnienie niezależności prokuratury m.in. przez wprowadzenie jej do konstytucji (o takiej potrzebie pisał we wtorkowej "Gazecie" prof. Piotr Winczorek).

Ale ponieważ prokurator generalny nie ma inicjatywy ustawodawczej, swój projekt może zaproponować co najwyżej posłom z którejś partii opozycyjnej. Bo nie widać szans na porozumienie Gowina i Seremeta w tej sprawie, skoro Seremet chce wzmocnić niezależność prokuratury, a Gowin ją ograniczyć.

W jednym cień takiej szansy widać - oczywiście, jeśli Gowin nie wycofa się z deklaracji złożonej w wywiadzie dla "Gazety". Chodzi o deklarację "umocnienia kompetencji prokuratora generalnego w zarządzaniu prokuraturą, także w sprawach personalnych". Przyczyną obecnego kryzysu jest ubezwłasnowolnienie prokuratora generalnego w dobieraniu sobie zastępców. Ustala się ich w toku politycznych uzgodnień: decyzją prezydenta, a - w przypadku naczelnego prokuratora wojskowego - po opinii szefa MON.

Gdyby nie ta procedura, nie byłoby niedawnego kryzysu na tle konfliktu Seremet - Parulski, bo Seremet po prostu odwołałby zbuntowanego podwładnego. Nie byłoby też zarzutów, że Seremet jest człowiekiem PiS, bo uzgodnił kandydatury swoich zastępców z prezydentem Kaczyńskim. Skoro wymusza to ustawa, to nie miał innego wyjścia.

Uwolnienie prokuratora generalnego od polityków w sprawach kadrowych byłoby krokiem w stronę politycznej niezależności prokuratury. Czy zostanie on zrobiony? Zobaczymy.

Ale robiąc krok w przód, minister deklaruje też dwa kroki w tył: zwiększenie kontroli rządu i parlamentu nad prokuraturą. Rząd miałby wytyczać prokuraturze kierunki specjalnej troski na dany rok, z których realizacji prokurator generalny byłby rozliczany. Będą tego dwa skutki: pogorszy się ściganie kierunków niepriorytetowych, czyli znakomitej większości spraw. A w razie niewykazania się w rocznym sprawozdaniu przez prokuratora generalnego widocznymi sukcesami w priorytetowych dziedzinach będzie pretekst do jego odwołania.

Kontrola parlamentu polegać by miała na zadawaniu prokuratorom przez posłów pytań o konkretne śledztwa. To otwarcie drogi do nacisków na prokuratorów. Ćwiczyliśmy to przez lata i był to jeden z powodów, dla których prokuratura została oddzielona od rządu - a przez to i od parlamentu, bo przestała być organem władzy wykonawczej, który tłumaczy się przed posłami.

Prokuraturę za jakość prowadzonych śledztw rozlicza sąd. Jeśli postępowanie się przewleka - jest skarga na przewlekłość. Jeśli nie dojdzie do oskarżenia - pokrzywdzony może się odwołać do sądu. To kontrola znacznie bardziej konstruktywna niż wyrywkowe interwencje, które - jak pokazała to praktyka sprzed oddzielenia prokuratury od rządu - powodują przewlekłość, bo akta krążą między prokuraturą prowadzącą a nadzorem.

Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej pokazuje dobroczynne dla rządu i rządzącej większości skutki oddzielenia prokuratury: to nie rząd jest z tego śledztwa rozliczany. Nie mamy też sejmowych spektakli, podczas których prokurator generalny czy naczelny prokurator wojskowy muszą odpowiadać na pytania posłów o rozpylanie mgły. Spektakli, które śledztwo zmieniłyby w igrzyska i odebrały mu wiarygodność. Igrzyska w Sejmie robi zespół Macierewicza - i wystarczy.

Dlatego kuriozalne jest, że po doświadczeniu ze śledztwem smoleńskim to polityk partii rządzącej zgłasza postulat zwiększenia rządowej i parlamentarnej kontroli nad prokuraturą.

Minister Gowin jest przeciwny wpisaniu prokuratury do konstytucji. A bez jej wpisania nie da się dokończyć reformy: dać prokuraturze gwarancji, że jej niezależność nie będzie zależała od tego, kto ma większość w parlamencie i jak zechce widzieć usytuowanie prokuratury. Samo rozdzielenie funkcji ministra i szefa prokuratury i wyłączenie prokuratora generalnego ze struktury władzy wykonawczej to tylko jeden z warunków niezależności.

A jeśli w dodatku prokurator generalny zostanie związany wytycznymi rządu i będzie mógł być za ich niezrealizowanie odwołany głosem sejmowej większości - to już będzie naprawdę mocna polityczna smycz: by istnieć, będzie musiał mieć poparcie rządu albo opozycji.

Przy okazji konfliktu Seremet - Parulski widać, jak łatwo wywołać w prokuraturze sytuację, której bez politycznej ingerencji nie da się rozwiązać. I jak pod tym pretekstem łatwo dowodzić potrzeby zwiększenia rządowej i parlamentarnej kontroli nad prokuraturą.

Politycy chcą więc sobie zostawić swobodę wycofania się z reformy. Jedna z najważniejszych reform rządu Tuska pierwszej kadencji, w drugiej kadencji jest podważana.

Z tego, co mówi minister Gowin, wynika, że rząd postanowił reformować prokuraturę po swojemu, bez wzięcia pod uwagę głosu zainteresowanych. Może działać z pozycji siły, bo to on ma inicjatywę legislacyjną. A za sobą PiS-owską i po-PiS-owską opozycję, która marzy o powrocie prokuratury w struktury rządu. Zaś premier, mianując Gowina ministrem, podkreślał, że jego największą zaletą jest to, że nie jest prawnikiem, więc nie będzie się czuł związany z żadną korporacją. Jeśli kwestie niezależności prokuratury minister Gowin traktuje jak interes korporacyjny - to gratulacje!

Obawiam się, że politycy ograniczą tę niezależność w drodze zapowiadanej przez ministra Gowina "cząstkowej nowelizacji". I że nie będzie nowej ustawy o prokuraturze. Mimo że - jak pisał prof. Winczorek - obecna (z 1985 roku) nie przystaje do dzisiejszej sytuacji. I będzie przystawać jeszcze mniej, jeśli rząd dokona zapowiadanej rewolucji w kodeksie postępowania karnego: by sąd już nie dochodził do prawdy, tylko oceniał argumenty stron.

Dla polityków wygodna jest możliwość dłubania w ustawie o prokuraturze zależnie od doraźnych potrzeb. Dla prokuratury oznacza to sytuację tymczasowości, niepewności. I pozorności oddzielenia od polityki, której byle konflikt może poważnie zagrozić.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':