http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Europa jest chora. Nie ma jednego lekarstwa

Rozmawiała Krystyna Naszkowska, Gazeta Wyborcza
2012-01-16, ostatnia aktualizacja 2012-01-16 12:06

Nie da się uratować Europy za pomocą jednej czy dwóch uchwał. Cywilizacja europejska przechodzi kryzys cywilizacyjny - mówi prof. Tadeusz Cegielski

David Cameron
Fot. Kirsty Wigglesworth AP
David Cameron
Krystyna Naszkowska: Politycy spierają się, czy grozi nam utrata suwerenności. Opozycja zarzucała polskiemu rządowi zbytnie podporządkowanie się interesom Unii, a właściwie, to interesom niemieckim.

Prof. Tadeusz Cegielski: Spór polityków jest naturalny. Nie ma w nim niczego złego, pod warunkiem, że unikniemy demagogii. Spór w istocie jest o to, gdzie przebiega granica utraty suwerenności. Ja bym powiedział, że określa ją wspólny interes Europy, czyli że my mamy oddać do wspólnej przestrzeni tyle, ile wymaga tego sytuacja.

Naszą racją stanu jest, by oddać nie za mało i nie za dużo. Nie za mało, byśmy się nie znaleźli w sytuacji Camerona i Brytyjczyków, którzy się odizolowali na własne życzenie. Ale i nie za dużo, czyli nie oddać tyle, by społeczeństwo się z tym nie pogodziło i nie utraciło zaufania do swoich przedstawicieli. To, ile oddać, powinno być przedmiotem dyskusji i negocjacji.

Politycy nie powinni uważać, że mają stuprocentowy mandat, by do tego wspólnego europejskiego kotła wrzucić tyle, ile zechcą. Ale też my nie możemy co chwilę krzyczeć, że źle robią, że nie mają prawa. Przecież myśmy im w wyborach dali mandat do decydowania w naszym imieniu.

Czy to znaczy, że premier może samodzielnie, bez konsultacji z parlamentem, obiecać pomoc finansową strefie euro? Nieważne, czy dojdzie do tej pomocy, ważne, że Tusk ją obiecał.

- Na miejscu Tuska postąpiłbym tak samo. Powstała sytuacja wymagająca szybkich działań i deklaracji. Czas zweryfikuje, w jakim stopniu te deklaracje będą możliwe do zrealizowania. Oczekiwano szybkich działań. W ramach suwerenności, o której mówimy, mieści się także skuteczność działania. Jeśli suweren nie jest skuteczny, to nie jest suwerenem. To lekcja z "Księcia" Machiavellego.

Jarosław Kaczyński uważa, że udzielanie takiej pomocy finansowej strefie euro to utrata suwerenności.

- Gdyby był na miejscu Tuska, gdyby był premierem, to pewnie by się inaczej zachowywał. Na ile znam Kaczyńskiego, jego niekompetencję, ale też i samowiedzę dotyczącą własnej niekompetencji, on by się nie wtrącał do spraw gospodarczych, zostawiając to ekspertom, a sam skoncentrowałby się na ideach.

Ale tu gospodarka splata się z ideą, bo finansowe wspieranie strefy euro opiera się na solidarności.

- To takie piękne słowo, które Polska spopularyzowała 30 lat temu. Tylko co ono znaczy? Obecny kryzys każe nam się zastanowić nad tym, co właściwie rozumiemy pod pojęciem "solidarność".

Dla europosła PiS Tomasza Poręby solidarność jest wówczas, kiedy bogatszy pomaga biedniejszemu.

- To zaledwie filantropia. Filantropia jest jednym z elementów solidarności, i to w czasie naprawdę wielkiego kryzysu. Ale solidarność polega na czymś innym. Na tym, że silniejsi ustępują trochę swojej suwerenności i wspólnie tworzymy jakiś mechanizm, który wynika z potrzeb wszystkich członków europejskiej wspólnoty, ale w której zawsze będą silniejsi i słabsi.

Europa na naszych oczach traci na znaczeniu - gospodarczo i politycznie. To koniec "pępka świata"?

- Jeśli porównamy obecną pozycję Europy w świecie z okresem, kiedy cywilizacja europejska zdominowała północną półkulę, to musimy stwierdzić, że ową dominującą polityczno-ekonomiczno-technologiczną pozycję Europa utraciła. Być może bezpowrotnie. Ale stało się tak nie od razu, nie teraz. Europa traciła ją przez cały wiek XX.

Na pewno istotne znaczenie miały tu obie wojny światowe i związany z nimi zmierzch imperium brytyjskiego. Jesteśmy dziś w fazie dostosowywania się Europy do wyzwań, które sama spowodowała. Europa swoją dominującą pozycję zawdzięczała skutecznej konfrontacji z innymi cywilizacjami, skuteczniejszej technice militarnej, prawu, administracji, ekonomii. Instytucje i wartości, dzięki którym dominowała, podzieliła się z pewną częścią świata, i już z początkiem XX wieku zaczęła tej części świata ulegać.

Straciła swoją pozycję, bo to, co miała najlepszego, wyeksportowała?

- Widać to bardzo dobrze na przykładzie Indii. Brytyjczycy narzucili Hindusom swój system administracyjno-prawny, edukacji, także wojskowość, policję, swój sposób myślenia, słowem, wszystko, co mieli najlepszego, do czego doszli w ciągu dwustu lat tworzenia imperium. Hindusi nauczyli się tego, a potem powiedzieli: Dziękujemy wam bardzo, teraz sami damy sobie radę. Tak powstały zjednoczone Indie, potężne państwo subkontynent zamiast kilkudziesięciu małych, skłóconych ze sobą, feudalnych bytów o różnej religii, prawie, edukacji.

Popatrzmy również na Japonię - broniła się przed obcymi wpływami do końca XIX wieku. W końcu uległa, przyjmując wzorzec, organizację życia gospodarczego, od Europejczyków i Amerykanów.

Chiny broniły się najdłużej. Ostatnią próbą obrony przed euroamerykańskim know-how była rewolucja kulturalna Mao Zedonga, która na całe pokolenie opóźniła rozwój Chin, ale w końcu na naszych oczach, w ostatnich 30 latach, Chiny otwierają się na owe know-how w nadziei, że uda im się przefiltrować elementy techniczne i finansowe, i oddzielić je od ideologii, od ustroju politycznego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4
  • 1
  • 2
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':