http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szykuje nam się nowy świat

Rozmawiał Maciej Czarnecki, Gazeta Wyborcza Toruń
2011-12-30, ostatnia aktualizacja 2011-12-29 16:55

Grupa narciarzy, korzystając z wolnego czasu, wybrała się poskakać na nartach
Grupa narciarzy, korzystając z wolnego czasu, wybrała się poskakać na nartach
Fot. Julian Sojka / AG

Bardzo wiele świąt przestaje mieć charakter religijny. Czas święty wyłączał zwykłe zajęcia, przyjemności. Dziś działamy raczej jak w czasie zwykłym - mówi Paweł Załęcki* socjolog

Paweł Załęcki
Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
Paweł Załęcki
Maciej Czarnecki: Moja znajoma mogłaby odwiedzić w Wigilię dalszą rodzinę, ale zamiast tego pojechała do spa.

Paweł Załęcki: Może tak sobie radzi z samotnością. Zdarza się też, że na święta wyjeżdżają całe grupy, by podbudować więzi koleżeńsko-przyjacielskie, zabawić się.

O czym to świadczy?

- O tym, że od kilkunastu lat mamy w Polsce problem z czasem świętym. Jest go coraz mniej. Kiedyś rozciągał się na cały adwent. Dziś obchodzimy Wigilię, jemy obiad w Boże Narodzenie - i koniec. Gdy antropologowie i socjologowie opisują, jak to drzewiej bywało, wskazują na tradycyjne podziały na sacrum i profanum. Był czas profaniczny, zwykły - i ten inny, kiedy dzieją się różne przedziwne rzeczy. Czas święty, odmienienia, cudów. Nie z tej bajki.

Teraz święta zanikają.

Przecież mamy ich coraz więcej.

- Nie wydaje mi się. Bardzo wiele świąt przestaje mieć charakter religijny. Bardziej są już świętami rodzinnymi Ma pan dobre kontakty z rodzicami?

Tak.

- No to proszę wyobrazić sobie, że nie pojawiłby się pan u nich na wigilii, tylko np. pojechał na narty. Nie ochrzanialiby pana wówczas zapewne za naruszenie zakazów czy nakazów religijnych, tylko za afront wobec rodziny. Wartość religii w naszym życiu w pewnym sensie się obniża, za to rośnie wartość rodziny, pracy.

Jak zatem wytłumaczyć to, że wielu młodych ludzi spędza dwie-trzy godziny przy wigilijnym stole, a potem idzie ze znajomymi do pubu? Jeszcze kilkanaście lat temu spędzaliby wieczór z rodzicami.

- To tylko kolejny dowód na zmianę podejścia do świąt. Przecież wcześniej w tym okresie pozarodzinne i pozareligijne życie pustoszało. Czas święty wyłączał zwykłe zajęcia, przyjemności. Dziś działamy raczej jak w czasie zwykłym.

Z czego to wynika?

- Z tego, że praca stała się tak niezwykle ważnym elementem naszego życia. I z kultury konsumpcyjnej. Z tego, że pewne pragnienia chcemy realizować nie po śmierci, otoczeni zastępami przychylnych nam dziewic czy w białych jutowych workach przepasani powrozem, śpiewając Panu "Alleluja", ale już teraz, tu, na ziemi. Chcemy teraz tych dziewic i psalmów. I wrażeń.

Wydaje się, że ważniejsze jest nawet samo kupowanie rzeczy niż ich posiadanie. Sam moment kupowania, szukania okazji cieszy bardziej niż nowy telewizor czy komórka. Bywa nawet, że ludzie, którzy otrzymują pomoc społeczną, kupują naprawdę drogie rzeczy, np. jedzenie z wyższej półki. Nie mogą tego przemóc, bo są nastawieni na silne przeżycie. Stąd też zresztą bierze się popularność sportów ekstremalnych, podróży egzotycznych.

Wiele osób wciąż obchodzi Wigilię w tradycyjny sposób.

- Mogą to deklarować, a nawet praktykować, ale znaczy to często zupełnie coś innego. Wbrew temu, co sugerują badania praktyk religijnych, polska religijność i obyczajowość przez ostatnie 15-20 lat bardzo się zmieniły.

Zdecydowana większość osób niewierzących w Polsce też obchodzi Wigilię: zrobią pierogi, włożą sianko pod obrus itd. Zasiądą do stołu, ale nie będzie to gestem ich religijnego czy duchowego rozwoju. U wielu katolików zachodzi ten sam proces. Jest to pewien rytualizm, obrzędowość, przyzwyczajenie.

Np. by o północy pójść na pasterkę?

- Od kilku lat nie chodzę na pasterkę, ale znam osoby absolutnie niewierzące, które chodzą, bo jest klimat świąt, jakieś przeżycie. Niektórzy wchodzą do pustych starych kościołów, by sobie tam podumać. Poczuć Boga, w którego - jak deklarują - nie wierzą. Pojawiają się oferty spędzania świąt w domach zakonnych, w opactwach, miejscach odosobnienia. Niekoniecznie kierowane do osób wierzących, tylko do człowieka, który chce się wyciszyć. To zaczyna być trendy i trochę wpisuje się w ofertę towarów różnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8
  • 9
  • 10
  • 1
  • 112 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    66 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób