http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto mądry jest, a kto głupi?

Andrzej Werner*
2011-12-22, ostatnia aktualizacja 2011-12-22 12:42

Leszek Kołakowski znał, jak wiadomo, wszystkie języki świata, a zapewne i jeszcze kilka innych. Międzynarodową sławę uzyskał jednak już wtedy, kiedy pisał tylko po polsku.

Uniwersytet Przyrodniczy zainicjował Wrocławską Unię Akademicką
Fot. Lukasz Giza / Agencja Gazeta
Uniwersytet Przyrodniczy zainicjował Wrocławską Unię Akademicką
Nie czytałem apelu prof. Mariusza Czubaja, czytałem tylko polemizujący z przedstawionymi tam racjami artykuł w ''Gazecie'' (8 grudnia) podpisany przez dr. Michała Bilewicza i dr hab. Marię Lewicką. I moje uwagi odnoszą się tylko do tej polemiki i przedstawionego w niej sposobu rozumowania. Przedmiot polemiki wyglądać może trywialnie. Sprowadza się do pytania, czy pisać po polsku, czy po angielsku? Na tak postawione pytanie mam prostą odpowiedź: pisz po polsku albo po angielsku, bylebyś pisał dobrze (ewentualnie mądrze, a nie głupio). Gdy jednak zapytamy, co to znaczy dobrze (mądrze), sprawa nie będzie się przedstawiała tak prosto.

Punkt wyjścia tej dyskusji jest bardzo konkretny. Otóż istnieje system oceniający domniemaną wartość prac naukowych powstających w placówkach naukowych (wyższych uczelniach i instytutach PAN), stanowiący podstawę przy rozdziale funduszy państwowych (wysoko oceniane dostają więcej pieniędzy, niżej oceniane - odpowiednio mniej). Prace napisane po angielsku i publikowane w renomowanych zagranicznych periodykach naukowych są punktowane znacznie wyżej niż napisane po polsku i publikowane w renomowanych polskich periodykach (wszak mamy również i takie). Nie jest to decyzja obecnego rządu i prowadzonej przez min. Kudrycką reformy nauki, takie rozwiązanie stosowane było wcześniej, przeciwko czemu podnoszone były w środowiskach humanistycznych protesty. System ewaluacji jest nawet dzisiaj stosowany znacznie bardziej elastycznie. Autorzy artykułu "Mądra i głupia obrona humanistyki" prezentują prostsze i bardziej radykalne stanowisko: również humaniści powinni pisać po angielsku. Jeśli nie chcą, należy ich ku temu skłonić, choćby właśnie marchewką w postaci dodatkowej punktacji. Marchewką czy może kijem na tych, co upierają się pisać po polsku.

Cóż, humanistyka to nieostre pojęcie, dzieli się na wiele wyspecjalizowanych dyscyplin. Być może dyscypliny i sposób, w jaki je uprawiają autorzy, nie tracą nic, a tylko zyskują, gdy jej wyniki zapisane są w innym języku niż polski. W artykule jednak znajdujemy argumenty, że każda dyscyplina humanistyczna jest w podobnej, jeśli nie identycznej, sytuacji.

Autorzy wymieniają kilka znanych postaci współczesnej humanistyki: Ulricha Becka, Shlomo Avineriego, Umberto Eco i Slavoja Żiżka, zadając dramatyczne pytanie, czym byłaby współczesna humanistyka, gdyby ci uczeni pisali swe dzieła w ojczystych językach, a nie po angielsku. Cóż, Beck większość swoich książek napisał po niemiecku i zarówno te niemieckie, jak i napisane po angielsku znaleźć można w polskich przekładach, a tak jest przecież nie tylko w Polsce. Również prace Avineriego, Eco i Żiżka czytane są zarówno w Polsce, jak innych krajach i po angielsku, i w licznych tłumaczeniach, przynajmniej w szerokim wyborze. Nawiasem mówiąc, potrafię sobie wyobrazić humanistykę bez Slavoja Żiżka, choć to już sprawa gustu i metodologicznych przekonań. Natomiast trudno mi będzie wymienić listę znanych i ważnych w powszechnym przekonaniu postaci różnych dziedzin humanistyki, choć oryginały ich dzieł pisane były w językach: francuskim, niemieckim, rosyjskim, włoskim, hiszpańskim, czeskim, węgierskim, bułgarskim i jeszcze wielu innych językach, a nie tylko po angielsku. Byłaby za długa, choć każdy dorzuciłby jeszcze wiele innych nazwisk.

Argumentem za premiowaniem angielskiego kosztem polszczyzny jest zestaw słynnych Polaków piszących po angielsku. Jest tu szkoła lwowsko-warszawska, choć pamiętać trzeba, że to szczególny rodzaj filozofii, jest Bronisław Malinowski, Florian Znaniecki, są ekonomiści Michał Kalecki i Oskar Lange. Czy pisząc po polsku, osiągnęliby podobny sukces?

Zamiast wyliczać tych, którym się jednak udało, choć pisali po polsku, zatrzymam się przy jednym przykładzie. Leszek Kołakowski znał, jak wiadomo, wszystkie języki świata, a zapewne i jeszcze kilka innych. Międzynarodową sławę uzyskał jednak już wtedy, kiedy pisał tylko po polsku. Chciałbym jednak zadać odwrotne pytanie: Co by się działo tu, w kraju, gdyby od początku pisał i mówił po angielsku? Gdyby jeszcze i myślał po angielsku, toby zapewne nie napisał tego, co napisał. Miałby trudniejszy dostęp do umysłów rodaków, a bez tego dostępu stan umysłów, nie tylko ówczesnych młodych pokoleń, wyglądałby zapewne inaczej. To się już przekłada nie tylko na stan humanistyki, ale i na losy Polski, a pośrednio i na mapę świata. Im więcej nazwisk dodamy do Leszka Kołakowskiego, a jest w czym wybierać, tym bardziej prawidłowe będzie to rozumowanie.

Szczególnie interesuje mnie jeszcze jeden podany przez autorów przykład. Otóż, jak piszą, „interpretując poezję Herberta, zapewne przyczyniamy się do zrozumienia wielu innych poetów europejskich Bez naukowego lingua franca nie będzie to możliwe”. Żeby interpretować Herberta po angielsku, trzeba korzystać nie z tekstów Herberta, ale z istniejących przekładów, albo i samemu przekładać na naukowy lingua franca. Do takiego poziomu chcieliby autorzy sprowadzić polską naukę o literaturze, a może i samą literaturę. Herberta nie można już namówić, żeby pisał po angielsku. Ale są jeszcze żyjący pisarze i poeci, są adepci, którzy będą pisać. Trzeba ich przekonać, żeby nie zakopywali się w polskim grajdole i pisali od razu po angielsku. Inaczej nie będziemy lepiej rozumieli wielu innych poetów europejskich.

Będzie jeszcze więcej absurdu. Najbardziej zatrważające jest, jak autorzy wyobrażają sobie wartości i osiągnięcia humanistyki czy nawet w ogóle nauki. Wszystko zostało tu postawione na głowie. Miarą jest myślenie czysto marketingowe. Wartością jest możliwość zaprezentowania się światu. Ale żeby coś zaprezentować, trzeba to najpierw stworzyć. Czy po polsku, czy po angielsku, ale musi to być dobre, trafne, odkrywcze. Inaczej za sukces humanistyki będziemy uważali, jak piszą autorzy, obalenie stereotypów o Polsce, włącznie z osławionymi "polskimi obozami koncentracyjnymi". Ze te stereotypy odpowiedzialny jest "każdy historyk czy socjolog, który powstrzymuje się od pisania po angielsku".

* Andrzej Werner - krytyk literacki i filmowy, profesor w Instytucie Badań Literackich w PAN i w Akademii Teatralnej, autor m.in. książek: "Zwyczajna apokalipsa" (o twórczości Tadeusza Borowskiego), "Polskie, arcypolskie", "Dekada filmu" i "Wysoko. Nie na palcach. O pisarstwie Jana Józefa Szczepańskiego"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':