http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ankieta o reformie Unii Europejskiej. Część I

opr. Marcin Wojciechowski
2011-12-21, ostatnia aktualizacja 2011-12-20 17:05

Czy Polska utraci suwerenność w związku ze zmianami w Unii Europejskiej? - zapytaliśmy przedstawicieli wszystkich partii. Dziś pierwsza część ich odpowiedzi

Andrzej Halicki (PO), b. szef sejmowej komisji spraw zagranicznych
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Andrzej Halicki (PO), b. szef sejmowej komisji spraw zagranicznych
Tadeusz Iwiński (SLD), wiceprzewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Tadeusz Iwiński (SLD), wiceprzewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych
Paweł Kowal (przewodniczący PJN), eurodeputowany
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
Paweł Kowal (przewodniczący PJN), eurodeputowany
Bezpieczeństwo finansowe

Andrzej Halicki, PO, b. szef sejmowej komisji spraw zagranicznych

Histeria PiS o utracie suwerenności przez Polskę po wejściu w życie paktu fiskalnego nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W interesie Polski jest ściślejsza integracja z Unią Europejską, która nie oznacza zabrania nam jakichkolwiek atrybutów suwerenności.

Przecież o przekazywaniu kompetencji Unii decydujemy my w Polsce, w naszym parlamencie. I tak będzie z przyjęciem paktu fiskalnego. Polacy w referendum w sprawie wstąpienia Polski do Unii wyrazili swoje proeuropejskie nastawienie i zgodę na uczestnictwo w procesach integracyjnych w Europie.

"Tak" w referendum oznaczało także zgodę na przyjęcie w Polsce euro i wzięcie na siebie zobowiązań z tego wynikających. Razem budujemy Europę bezpieczniejszą i szybciej rozwijającą się. Dzięki temu szybko podnosimy poziom życia. Każda współpraca państw, każde porozumienie i umowa międzynarodowa oznaczają także przyjęcie pewnych zobowiązań. Suwerenność to nie jest samowola i anarchia.

Żyjemy w świecie globalizującym się. W naszym interesie jest ustanawianie wspólnych zasad i norm. Przekazaliśmy Wspólnocie sporą część praw, aby oczekiwać solidarnego, podmiotowego i równego traktowania. Co więcej, przekazaliśmy je nie tylko organom, w których jesteśmy reprezentowani, ale też niezależnemu organowi - Komisji Europejskiej.

Dzisiaj ogromna większość obywateli naszego kraju ocenia to pozytywnie. Ważne jest, żebyśmy zachowali swobodę decydowania o następnych krokach. To jest istota suwerenności.

Niezbędnym warunkiem rozwoju Polski jest bezpieczeństwo finansowe. Zadłużanie się ponad miarę grozi utratą suwerenności. Te zasady muszą stosować jednak także inne kraje Unii. Nie ma zgody na podział Unii na dwie strefy, dwie prędkości. One by wymuszały bierność Polski, która by się znalazła w tej gorszej strefie.

Żeby nie było G2

Tadeusz Iwiński, SLD, wiceprzewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych

Wybitny filozof i myśliciel angielski Thomas Hobbes pisał: "Wolność jest potęgą polityczną podzieloną na małe części. Suwerenność nie może być dzielona". Od tego czasu minęło jednak ponad 400 lat i sytuacja nie jest już tak klarowna.

W siedmiomiliardowym świecie, obejmującym ponad 200 państw, główną kategorią - co widać szczególnie w XXI w. - jest WSPÓŁZALEŻNOŚĆ. Ludzkość, a szczególnie społeczeństwa niewielkiej Europy (nie mówiąc o zaledwie 500-milionowej UE), płynie na jednej łódce. Albo razem dopłyniemy do celu, albo utoniemy. Nawet takie potęgi jak USA czy Chiny nie są absolutnie suwerenne, a równocześnie państwa samoizolujące się (np. KRLD czy Iran) mogą - paradoksalnie - wykazywać znaczący stopień suwerenności, choć niekoniecznie wykorzystywanej we właściwy sposób.

W toczonych obecnie nad Wisłą gorących, a nawet zaciekłych sporach politycznych wokół takich pojęć jak "patriotyzm" czy "suwerenność" pojęcia te traktuje się w kategoriach nadmiernie statycznych. Tymczasem już Karol Irzykowski trafnie zauważył: "Każde nowe pokolenie ma prawo do bezwzględnej rewizji wartości patriotycznych. W ten sposób odradza się patriotyzm".

Polskim problemem nr 1 jest nadal zmniejszanie, a w perspektywie likwidacja luki cywilizacyjnej dzielącej nasz kraj od państw najwyżej rozwiniętych. Członkostwo w UE stanowi skuteczny środek do realizacji tego celu. Toteż gdy Unia przeżywa najgłębszy w swych dziejach kryzys, gdy egoizmy narodowe biorą nierzadko górę nad solidarnością europejską, w naszym żywotnym interesie leży głębsza integracja. Również aktywny udział w mechanizmach naprawczych strefy euro, do której w perspektywie - gdy szanse przeważą nad ryzykiem - powinniśmy wejść.

Jednym z elementów tych działań ma być przywrócenie dyscypliny finansowej, jeśli chodzi o pułap deficytu budżetowego i państwowego długu publicznego.

Stąd propozycja zawarcia - dyskutowanej obecnie - umowy o "Wzmocnionej Unii Ekonomicznej" będącej rodzajem paktu fiskalnego. Bez tych działań globalna pozycja UE mogłaby ulec dalszej degradacji i za pokolenie mogłoby nie być już w praktyce G8 czy G20, lecz jedynie G2 (Waszyngton-Pekin).

Kwestia rzekomej utraty suwerenności przez Polskę wiąże się z obawą, że Unia zmierza w kierunku federacji. To nieporozumienie. Minister Sikorski powiedział w Berlinie: "Stoimy przed wyborem, czy chcemy być prawdziwą federacją, czy też nie", i podawał przykłady z historii Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz Szwajcarii. Ale przecież łączące się stany USA i szwajcarskie kantony były co najwyżej subpaństwami, a nie niepodległymi państwami.

Co więcej, w ostatnich latach nastąpiło faktyczne odejście od federalistycznej koncepcji UE. Przesądziło o tym odrzucenie tzw. konstytucji europejskiej w referendach we Francji i Holandii w 2005 r., przypieczętowane orzeczeniem niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w 2009 r. W istocie zatem mamy do czynienia z rozwijaniem myśli o głębszej konfederacji unijnej, na gruncie nowelizowanego ewentualnie traktatu z Lizbony.

W sumie nie dostrzegam zagrożenia utraty naszej suwerenności. Polska powinna uczestniczyć w pożyczce dla MFW. Warto, by przystąpiła do zapowiadanego paktu fiskalnego UE, ale by zabiegała o lepsze warunki dla państw spoza strefy euro.

Budżety pod specnadzorem

Paweł Kowal, przewodniczący PJN, eurodeputowany

Suwerenność może stać się ofiarą nie tyle wystąpienia Sikorskiego w Berlinie, ile politycznej instrumentalizacji w Polsce. Nie uwierzę, że ktoś, kto głosował za traktatem lizbońskim, w którym suwerenność Polski i innych krajów Europy została w zamian za integrację bardzo mocno podzielona [uszczuplona], uważa, że problemem suwerenności jest dzisiaj ustalenie przez państwa Unii wzajemnych zasad kontroli parametrów makroekonomicznych budżetu.

Po pierwsze dlatego, że rządy w tej sprawie zachowują się nieodpowiedzialnie poprzez zadłużanie państw z błahych powodów, najczęściej zbliżających się kampanii, albo rezygnują z reform budżetowych, jak PO po 2007 r. Albo wręcz kontynuują zadłużanie państwa. W Polsce w latach 2007-11 dług publiczny skoczył z 500 do 800 mld.

Drugi problem to kreatywne księgowości rządowe w państwach UE, czyli manipulowanie danymi. Odejście od tradycyjnych zasad etycznych w gospodarowaniu jest rzeczywistym fundamentem kryzysu. W interesie obywateli leży zatem posiadanie prawdziwych i porównywalnych z innymi krajami danych dotyczących budżetu.

Powinny być one analizowane przez niezależny podmiot. Także Komisja Europejska bowiem może podlegać tym samym pokusom co narodowi ministrowie finansów. Każdy zgodzi się z tezą, że większym zagrożeniem dla suwerenności niż przejrzenie budżetu przez zewnętrznego audytora jest rozpasanie budżetowe rządu, które czyni małe i średnie kraje pariasami i obniża ich pozycję.

Zresztą niektóre proponowane zapisy unii fiskalnej już w Polsce obowiązują - na podstawie konstytucji. Problem zatem w tym, by przy okazji racjonalizowania podejścia do gospodarki uchronić się przed próbami ujednolicania stawek podatkowych w UE czy zasad polityki przemysłowej - czyli obniżania konkurencyjności Polski. Chodzi o to, by ewentualna decyzja o przyjęciu euro była odrębną decyzją, zgodną z racją stanu, aby nie stała się przypadkowym elementem szerszego pakietu.

Innym zagrożeniem jest to, co częste w Unii, czyli próby nadużywania regulacji do realizacji celów ideologicznych, tym razem pod pretekstem porad budżetowych.

Jeżeli ktoś ceni suwerenność - a jest ona na kontynencie niekwestionowaną wartością - powinien uchronić ją przed partyjną instrumentalizacją. Nie może być ona jedynie orężem PiS przeciw PO w sytuacji, kiedy jest wspólnym dobrem obywateli państwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':