http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Raz, dwa, trzy, zdrajcą będziesz ty

prof. Jerzy Holzer*, historyk
2011-12-20, ostatnia aktualizacja 2011-12-20 13:23

Przypuszczać należy, że wiele zdań z telegramu przypisać można Cioskowi lub niemieckiemu dyplomacie, a nie Geremkowi

Bronisław Geremek i Lech Wałęsa
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Bronisław Geremek i Lech Wałęsa
ZOBACZ TAKŻE
Z inicjatywy Grzegorza Brauna, Bronisława Wildsteina, Wojciecha Sawickiego i Jana Pospieszalskiego znów pojawił się w mediach, i to w publicznej telewizji, telegram podpisany przez ambasadora NRD w Warszawie Horsta Neubauera, wysłany do Berlina 2 grudnia 1981 r. Telegram relacjonował treść rozmowy, jaka odbyła się 27 listopada 1981 r. między ówczesnym ministrem do spraw związków zawodowych Stanisławem Cioskiem i Bronisławem Geremkiem, który był wtedy obok Tadeusza Mazowieckiego głównym doradcą Wałęsy.

Telegramu nie odkrył oczywiście Braun, ale myli się też redaktor Wojciech Czuchnowski, przypisując to odkrycie Wojciechowi Sawickiemu. Tekst znany jest od szesnastu lat. Odkrył go w archiwaliach pozostałych po NRD emigracyjny historyk i dziennikarz Tomasz Mianowicz. Opublikował najpierw w 1995 r. w paryskiej "Kulturze", a w 1999 r. w niemieckim "Forum für osteuropäische Ideen - und Zeitgeschichte". Ta druga publikacja i komentarze do niej Mianowicza wzbudziły obawy wydawców niemieckiego "Forum" co do wiarygodności źródła. Zwrócili się wówczas do mnie z prośbą o zajęcie stanowiska.

Niezbędne wydaje się podanie do wiadomości fragmentu telegramu Neubauera, w którym relacjonuje on wypowiedź Cioska (nie wiadomo, czy zanotowaną przez niego, czy przez innego z pracowników ambasady):

„Miałem właśnie godną uwagi rozmowę z szefem sztabu ekspertów »Solidarności” Geremkiem (bliskie stosunki z Międzynarodówką Socjalistyczną, osobiste kontakty z Kreiskim i innymi) i nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsze pokojowe współżycie między »Solidarnością « w obecnej formie i realnym socjalizmem nie jest już możliwe. Nie do uniknięcia jest gwałtowna konfrontacja. Wybory do lokalnych przedstawicielstw trzeba przesunąć. Aparat »Solidarności” musi zostać zlikwidowany przez państwowe organa władzy. Po gwałtownej konfrontacji »Solidarność « mogłaby powstać na nowo, ale jako rzeczywiście związek zawodowy, bez Matki Boskiej w klapie surdutu, bez programu gdańskiego, bez politycznego charakteru i bez ambicji sięgnięcia po władzę. Być może, tak wedle Geremka, mogłyby pozostać siły umiarkowane, takie jak Wałęsa. Nowe władze państwowe mogłyby po konfrontacji kontynuować pewną demokratyzację na podstawie zupełnie innej sytuacji politycznej”.

Był to więc przekaz o rzekomych poglądach Geremka. Mianowicz szokującą informację komentował dwoma zdaniami: "Trudno zweryfikować te konkrety. Spotkanie Ciosek - Geremek świadczy jednak o tym, że - co się dotyczy kontynuacji polskich reform w 1981 r. - doradca Wałęsy i kierownictwo państwowe wokół Jaruzelskiego podobnie oceniali sytuację". Tak czy inaczej oznaczało to, że Mianowicz uważał tę informację za zgodną z prawdą.

Historycy, chcąc sprawdzić treść jednego źródła, porównują ją z treścią innych źródeł. Jak to jest w tym przypadku? Wiemy przecież, że Geremek dwanaście dni po takiej jakoby rozmowie z Cioskiem został internowany i półtora roku pozostawał w obozie. Jeżeli Geremek 1 grudnia 1981 r. tak dalece identyfikował się z polityką późniejszego stanu wojennego, to czemu władze komunistyczne go uwięziły? Dlaczego nie posłano go jako głównego doradcy do również izolowanego Lecha Wałęsy, aby go przekonywał do takiej linii?

Warto też zapytać, dlaczego miałby Ciosek (albo jego towarzysze) do dzisiaj ukrywać całą sprawę, choć stanowiłaby ona daleko posuniętą legitymizację stanu wojennego. Byłem ekspertem specjalnej komisji sejmowej do sprawy odpowiedzialności za wprowadzenie stanu wojennego. Jaruzelski przytaczał wszelkie powody, które skłaniały go do ówczesnej decyzji. O aprobacie ze strony Geremka (a jak we wstępie do niemieckiej publikacji sądził Mianowicz, także ze strony Wałęsy) nigdy nie mówił.

Mianowicz wykazał po prostu jako historyk całkowitą nieporadność. We wstępie do swej publikacji twierdził: "Mieczysław F. Rakowski napisał w książce, która jednak ukazała się tylko po niemiecku, że otrzymał od Cioska notatkę o rozmowie z Geremkiem. Podał nawet fragment tej notatki, ograniczający się jednak do tylko dwóch zdań (które jednak są całkowicie zgodne z telegramem Neubauera)".

Mianowicz nie wiedział więc, że w polskiej wersji wspomnień ("Czasy nadziei i rozczarowań", część II) Rakowski już w 1987 r. pisał o spotkaniu Geremek - Ciosek. Zajęło to w książce ponad dwie strony. Z telegramem Neubauera niewiele miało wspólnego.

Wedle wspomnień Rakowskiego dotyczących relacji Cioska (nie pisał, czy była to notatka, czy ustne sprawozdanie) Geremek, „wychodząc z założenia, że z powodu pogarszających się warunków życia następuje radykalizacja mas, której partia nie będzie mogła przeciwstawić się metodami politycznymi, a »Solidarność «, będąc niewolnikiem swej bazy społecznej, też nie jest w stanie tego uczynić, uznał, że użycie siły będzie nieuchronne. Doradca dostrzegał jednak jeszcze jakąś szansę powstrzymania takiego biegu zdarzeń pod warunkiem, że rząd zmieni swą politykę wobec »Solidarności «. Kierownictwo »Solidarności” odnosi wrażenie, że władza odrzuciła ideę porozumienia i za dymną zasłoną, jaką jest Front Porozumienia Narodowego, dąży do konfrontacji. Swój punkt widzenia oparł na ustawicznym - jego zdaniem - atakowaniu »Solidarności” w środkach masowego przekazu, a także odrzucaniu przez władze propozycji Związku, na podejmowaniu decyzji cenowych bez konsultacji społecznych itp.”.

Rakowski szczególnie krytycznie ocenił postawę Geremka w dalszej części rozmowy z Cioskiem. „Otóż zarówno Wałęsa, jak i inni członkowie kierownictwa Związku jesienią 1981 roku zaczęli wszem i wobec głosić, że »Solidarność « ma przyobiecane przez Zachód środki finansowe w takiej wysokości, w jakiej to będzie potrzebne. Najczęściej mówiono o kwocie 5 miliardów dolarów. Rozmówca Cioska także wymienił tę sumę, zapewniając, że pomoc może być okazana natychmiast, ale pod jednym warunkiem: oparcia wewnętrznej stabilizacji na narodowym porozumieniu trzech głównych sił politycznych w Polsce. Czyli mówiąc wyraźnie: jeśli przyjmiecie warunki podyktowane przez »Solidarność «, a więc zgodzicie się na otwarcie drogi do zmian ustrojowych, bo o to przecież chodziło, to otrzymacie dolary”.

Przy porównaniu treści telegramu ambasadora NRD i wspomnień Rakowskiego dostrzec można zasadnicze różnice. Wedle przekazu w telegramie ambasadora Geremek mówił o rozbijaniu „Solidarności” i o tym, że jej aparat „w 90 procentach składa się z antykomunistycznych fanatyków i awanturników, dążą oni prostą drogą do władzy, bez przerwy organizują strajki, akcje protestacyjne, kampanie antysowieckie i antykomunistyczne Aparat »Solidarności” jest głupi i agresywny”.

Wedle przekazu Rakowskiego Geremek naciskał na potrzebę zmiany w komunistycznej polityce wobec "Solidarności", próbował ukazać granice w jej gotowości do ustępstw i nadmieniał o szansach wyjścia z kryzysu gospodarczego dzięki zachodniej pomocy.

Nie jest tajemnicą, że Rakowski prowadził skrupulatnie zapisy w dziennikach i to one stanowiły podstawę dla wspomnień. Odrzucić więc trzeba hipotezę, że po prostu zapomniał, co mu Ciosek przekazał. Dlaczego w 1987 r. Rakowski, który wówczas ostro krytykował Geremka oraz innych przywódców czy doradców "Solidarności", miał nie wykorzystać "dwulicowości" Geremka w swych wspomnieniach? Równie nieprawdopodobna jest hipoteza, że Ciosek zataił przed Rakowskim ważne fragmenty rozmowy.

Jak komuniści oceniali przedstawicieli „Solidarności”, informują źródła kościelne z lat 1983-89. W 1983 r. generał Kiszczak chciał rozmawiać z „rozsądnymi ludźmi, takimi jak Siła-Nowicki, Olszewski, Wielowieyski, Chrzanowski”. Rok później jasno stwierdzał, że „nie można mówić o nowych związkach z udziałem takich ludzi, jak Wałęsa, Geremek, Mazowiecki, Kuroń, Michnik itd.”. Nawet w 1988 r. podczas rokowań przedstawicieli władz i Kościoła katolickiego, kiedy ustalono, że „do grupy ekspertów mogliby wejść: prof. Stelmachowski, prof. Chrzanowski, mec. Olszewski, może także Bronisław Geremek”, o tym ostatnim właśnie Ciosek powiedział, że „musi o to zapytać swoją »generalicję «”.

Ciosek, do którego redakcja „Forum für osteuropäische Ideen - und Zeitgeschichte” zwróciła się z prośbą o komentarz do telegramu ambasadora Neubauera, odpowiedział, że nie przypomina sobie w ogóle rozmowy z Geremkiem. Co więcej, stwierdził: „Im większe napięcia, tym rzadsze były nasze osobiste kontakty z przywódcami i doradcami »Solidarności «. Dlatego rozmowa z prof. B. Geremkiem, a zwłaszcza rozmowa z taką treścią, musiałaby spowodować odpowiedni rezonans, i to w pierwszym rzędzie w Warszawie, a nie w Berlinie”.

To oświadczenie nie oznaczało, że Ciosek zlekceważył wspomnienia Rakowskiego, z których wynika, że rzeczywiście doszło do rozmowy Ciosek - Geremek. Trudno też przyjąć, że Ciosek z premedytacją kłamał, skoro istnieje takie źródło jak wspomnienia Rakowskiego. Albo więc po prostu zapomniał i nie sięgnął na półkę z książkami, na której ten tom Rakowskiego na pewno stoi, albo wyparł ze świadomości. Nie ma zresztą tu sprzeczności. Co wyparte ze świadomości, to zapomniane. Na pewno łatwiej było zapomnieć, jeżeli rozmowa nie była tak rewelacyjna, jakby wynikało z telegramu Neubauera. Ciosek nie ma też powodu, żeby się szczycić swymi poglądami z 1981 r.

Spróbujmy zinterpretować zgodnie z warsztatem historyka, czemu telegram Neubauera tak, a nie inaczej wyglądał. Mianowicz przyjął, że ambasador osobiście z Cioskiem rozmawiał. To wcale nie wynika z tego, że podpisał telegram. Może z Cioskiem rozmawiał któryś z enerdowskich dyplomatów? A może któryś z polskich informatorów ambasady RFN (byli tacy)? Odpowiedź na to pytanie jest ważna, bo nie wiemy, czy informacje pochodziły z pierwszych, drugich, a może trzecich ust.

Nie wiemy też, w jakim języku toczyła się rozmowa. Czy rozmówcy dysponowali płynną znajomością wspólnego języka (polskiego, niemieckiego, rosyjskiego)? A może pomagał tłumacz? Czy mogło dojść do trudności w zrozumieniu albo do błędów tłumacza? Takie pytania należałoby postawić Cioskowi. Zapewne przypomina on sobie, w jakim języku rozmawiał z dyplomatami NRD.

Najważniejsze jest określenie, co kto powiedział w rozmowie Ciosek - Geremek, co powiedział od siebie Ciosek niemieckiemu rozmówcy i co stanowi komentarz wysyłającego telegram dyplomaty NRD. Tylko trzy razy w telegramie jasno stwierdza się, że są to poglądy Geremka. Pierwszy raz, kiedy jak już wspominałem, mowa o tym, że „dalsze pokojowe współżycie między »Solidarnością « w obecnej formie i realnym socjalizmem nie jest już możliwe”. To zdanie znaleźć można zresztą i u Rakowskiego. Drugi raz to Geremek miał powiedzieć, że po konfrontacji „mogłyby pozostać siły umiarkowane, takie jak Wałęsa” (Rakowski tego nie potwierdza). Wreszcie Geremek wprost określony zostaje jako autor wypowiedzi, że Zachód gotów jest dać do dyspozycji 5 miliardów dolarów. Tu znów znajdujemy potwierdzenie u Rakowskiego. Wszystko pozostałe nie ma w telegramie Neubauera jednoznacznie określonego pochodzenia.

Skoro Rakowski na tyle inaczej, niż to zawarto w telegramie, wspomina rozmowę Ciosek - Geremek, przypuszczać należy, że wiele zdań z telegramu przypisać można Cioskowi lub niemieckiemu dyplomacie, a nie Geremkowi. Treść telegramu była jednak rzeczywiście dwuznaczna. 1. Albo ambasador uczynił to z rozmysłem (ale dlaczego?), 2. albo autor telegramu (niekoniecznie podpisany pod nim ambasador) mało precyzyjnie artykułował treści, 3. albo były trudności w komunikowaniu się dyplomaty z Cioskiem (nieporozumienia, złe tłumaczenie), 4. albo Ciosek chciał swemu rozmówcy utrudnić zrozumienie przekazu, świadomie zamącając właściwą treść rozmowy z Geremkiem (ale dlaczego?).

Dla mnie jako historyka najbardziej prawdopodobne są powody wyłuszczone w drugim i trzecim punkcie, choć pierwszego i czwartego nie wykluczam. Jedno wydaje się pewne: komentarz, jaki dał Mianowicz, a z którego korzystają Braun, Wildstein, Sawicki i Pospieszalski, jest najmniej prawdopodobny. Te ledwie siedem stron telegramu ambasadora NRD nadaje się na ćwiczenia dla studentów historii na zajęciach o źródłach i ich interpretacji.

Co sprawiać może spory dyskomfort, to fakt, że przynajmniej Mianowicz, Sawicki (z Instytutu Pamięci Narodowej!) i Pospieszalski takie ćwiczenia podczas swych studiów historii musieli zaliczyć. Do wykształcenia historycznego Pospieszalskiego w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego dołożyłem nawet osobiście swój skromny wysiłek.

Czy wszystko poszło na marne, zostało zapomniane? Czy też odwrócona została przypisywana Arystotelesowi zasada "Amicus Plato, sed magis amica veritas", co dla nieznających łaciny (absolwenci historii na pewno ją znają) trzeba przetłumaczyć: "Platon przyjacielem, ale prawda większą przyjaciółką". Ta nowa zasada przyjęta w programie Pospieszalskiego brzmiałaby: "Prawda może i przyjaciółką, lecz większymi przyjaciółmi bliscy nam politycy".

* Jerzy Holzer - ur. 1930, historyk, politolog, zajmuje się historią najnowszą. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas. Niedawno wydał pracę "Europa wojen 1914-1945" (2008)

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 2
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':