Dla prezesa
PiS suwerenność to zdolność decydowania samemu, co jest dla nas ważne, i budowania własnej pomyślności. Brzmi super, ale taka suwerenność nie istnieje. Jeżeli miałaby oznaczać pełną wolność do robienia tego, co nam się żywnie podoba, to najbardziej suwerennym krajem byłyby
Iran albo
Białoruś.
Kilka państw w
strefie euro błędnie zinterpretowało suwerenność jako prawo do życia na kredyt. Banki innych krajów członkowskich im w tym pomogły, z szacunku dla suwerenności oczywiście. Europa wyciąga teraz wnioski z tego rodzaju doświadczeń. Podstawowym z nich jest bardziej dopasowany gorset fiskalnej dyscypliny, który przeciwdziała popadaniu w długi. Większość rządów wierzy, że to jedyna metoda na wyjście z kłopotów, i chce ją realizować bez oglądania się na społeczeństwa.
Faktem jest, że najlepsze pomysły na Europę powstawały w mało demokratyczny sposób. Plan Schumana, od którego wszystko się zaczęło, powstał w 1950 roku w zaciszu gabinetów. Ministrowie francuskiego rządu nie bardzo połapali się, o co w nim chodzi w trakcie krótkiej rządowej dyskusji, a już Robert Schuman ogłosił wszem i wobec powstanie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Wahadło wychyliło się w drugą stronę dziesięć lat temu, gdy podjęto demokratyczny eksperyment i zwołano Konwent Europejski, który miał wypracować europejską konstytucję. Projekt powstał, ale dwa społeczeństwa powiedziały "nie".
Z przedziwnego powodu integracja europejska, nad którą mamy przynajmniej częściową kontrolę, wywołuje dużo więcej emocji niż globalizacja, nad którą nie mamy kontroli praktycznie żadnej. Być może w tym tkwi sedno sprawy: buntujemy się wobec procesów, które możemy współkształtować, a akceptujemy to, co uważamy za nieuchronne. Paradoks, ale zgodny z ludzką naturą.
Nie zapominajmy, że państwo narodowe także zostało kiedyś wymyślone, i to nie przez Boga stwórcę, ale przez normalnych ludzi, jako projekt polityczny. Okoliczności sprawiły, że pomysł się przyjął. To nie znaczy jednak, że ma trwać w niezmienionej postaci. Rola i znaczenie państwa w gospodarce zmieniają się nie do poznania. Nie będzie już interwencjonizmu polegającego na wielkich wydatkach publicznych. Państwo będzie ubezpieczycielem, ostatnią deską ratunku w przypadku zagrożenia.
Prezes Kaczyński tego nie zauważa, ale kształtuje się nowa doktryna suwerennej Polski - bardziej aktywnej, mającej autentycznie na coś wpływ, a nie zadziornej i zapatrzonej w siebie. Taka jest logika suwerenności w ostatnich wystąpieniach Sikorskiego i Tuska, które odbiły się najszerszym echem w świecie od czasów przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Teraz trzeba pójść za ciosem i mieć pomysł na powstającą w Europie unię fiskalną, a zwłaszcza na to, jak połączyć dyscyplinę narzucaną z góry z oddolną swobodą jej wprowadzenia w życie.
Suwerenność to nie jest kula u nogi. Ale nie da się o nią dbać za pomocą nerwowego wymachiwania flagą.
*Paweł Świeboda - prezes fundacji demosEUROPA