http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biedne dzieci zostają biednymi dorosłymi

Rozmawiał Adam Leszczyński
2011-12-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-01 12:05

Już dziś mamy w Polsce dużo ''pracujących biednych'' - czyli takich, którzy cały czas pracują, ale i tak żyją w biedzie - mówi prof. Jolanta Grotowska-Leder*

Łódź, hala Expo. Wigilia dla najbiedniejszych zorganizowana przez Caritas
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Łódź, hala Expo. Wigilia dla najbiedniejszych zorganizowana przez Caritas
Adam Leszczyński: Mamy spowolnienie gospodarcze. Co się dzieje z polską biedą? Biednych przybywa czy ubywa?

Prof. Jolanta Grotowska-Leder: Po wejściu do Unii Europejskiej w 2004 r. biednych Polaków dość systematycznie ubywało. Od 2010 r. widać lekkie pogorszenie sytuacji. To jest najkrótsza odpowiedź.

Polska bieda jest jednak zróżnicowana i bardzo się zmienia. Od lat ubóstwem zagrożone są przede wszystkim osoby i rodziny osób bezrobotnych, rodziny wielodzietne i rodziny z osobami niepełnosprawnymi. Obecność w rodzinie bezrobotnego domownika zwiększa zagrożenie biedą prawie czterokrotnie, a niepełnosprawnego dziecka - prawie dwukrotnie.

Nowe zjawisko to np. nasilająca się bieda ludzi starych. Ludzie starsi zawsze narzekali na emerytury, ale do tej pory zagrożenie biedą wśród najstarszych Polaków było relatywnie niskie - jedno z najniższych w Unii. W tej chwili biednych wśród nich szybko przybywa.

W porównaniu z 2007 r. odnotowano czteropunktowy wzrost udziału biednych wśród polskich seniorów.

Dlaczego? Emerytury przecież się nie zmniejszyły.

- Myślę, że wyraźnie pogorszyły się warunki życia emerytów. Waloryzacja nie nadąża za wzrostem kosztów leczenia i utrzymania. Ludzie starsi często żyją samotnie, prowadzą jednoosobowe gospodarstwa domowe, które mają najwyższe koszty utrzymania.

Przybywa ludzi, którzy nie zdążyli sobie wypracować emerytur. Mamy już ponad 20 lat gospodarki rynkowej. Wyobraźmy sobie człowieka, który miał 45 lat na początku lat 90. i wtedy wypadł z formalnego rynku pracy. Dziś jest blisko emerytury, której nie dostanie albo będzie bardzo niska.

Poza tym polityka społeczna kierowana jest bardziej na najmłodszych Polaków - i słusznie, jeśli myślimy w kategoriach inwestycji na długi okres.

W brukowcach często trafiam na historie, że dziadek czy babcia umierają i latami trzyma się ciało w komórce, żeby zapewnić sobie ich emeryturę.

- Bieda jest zjawiskiem złożonym. Współwystępuje z zachowaniami patologicznymi, dewiacyjnymi. Towarzyszy jej relatywnie często alkoholizm, przemoc i poszukiwanie alternatywnych, nieakceptowanych źródeł dochodów. Przytoczony przykład to sytuacja incydentalna.

Należy jednak podkreślić, że współczesna bieda jest często związana z niestałą, dorywczą pracą, która nie daje podstaw do utrzymania i do wypracowania emerytur. Problem będzie narastał .

Dlaczego się popsuło? Przecież gospodarka cały czas rośnie! Nie mamy recesji jak na Zachodzie.

- Według GUS przeciętne dochody rodzin na osobę rosną szybciej niż analogiczne wydatki, poprawia się wyposażenie rodzin w dobra materialne, ale pogłębiają się dysproporcje między ludźmi. Dochody i wydatki liczone przez GUS pokazują średnią dla wszystkich Polaków, ale skrywają rosnącą biedę.

Chociaż po wejściu do Unii się poprawiało, bieda była i nadal jest w Polsce masowa. Odsetek skrajnie ubogich zmniejszył się w tym czasie dwukrotnie, ale nadal w skrajnej biedzie - poniżej minimum egzystencji - żyje ok. 6 proc. Polaków. To ponad 2,2 mln ludzi, w tym 600 tys. dzieci. To także ok. 2,4 mln klientów pomocy społecznej.

A jeśli będziemy szacować liczbę biednych na podstawie innego kryterium GUS - 50 proc. wydatków przeciętnego gospodarstwa domowego - to liczba biednych rośnie do blisko 6,5 mln. Masowe ubóstwo jest bardzo niebezpieczne.

Dane GUS pokazują, że społeczeństwo nasze się rozwarstwia. Wystarczy porównać przeciętne dochody i wydatki 20 proc. Polaków najbiedniejszych i 20 proc. najbogatszych. W przypadku dochodów różnica między nimi wynosi 1:6, a wydatków 1:4 i rośnie.

Skąd to wiadomo? Z GUS?

- Ważne są także wyniki badań pogłębionych, prowadzonych w wybranych środowiskach. Zespół badawczy z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, który reprezentuję, powtórzył po dziesięciu latach badania w łódzkich enklawach biedy.

Wróciliśmy do tych samych rodzin, z którymi rozmawialiśmy w 2000 r. Jeśli się coś zmieniło, to na gorsze. Dziesięć lat temu podstawą utrzymania tych ludzi były emerytury babek - które zdążyły je wypracować jeszcze w fabrykach, w czasach pełnego zatrudnienia. To były niskie płace i niskie emerytury, ale były stałym comiesięcznym dochodem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14
  • 4
  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':