Co prawda nie było wielkiej mobilizacji wyborców jak cztery lata temu, lecz frekwencja nie była pod psem. Do urn poszło o 5 pkt proc. mniej wyborców niż cztery lata temu. Mniejsza była mobilizacja zarówno w wielkich miastach, jak i na wsi oraz w miasteczkach. Ci, którzy poszli, wiedzą, dlaczego tak uczynili. Wiedzą też, z jakiego powodu obdarzyli pięć, a nie cztery ugrupowania - jak do tej pory - poparciem pozwalającym zająć miejsca w Sejmie. Zdecydowana większość głosujących Polaków zachowuje się pragmatycznie.
Przekonywano nas, że polska scena jest zabetonowana i nawet mysz się na nią nie wśliźnie. Uśmiechnięty od ucha do ucha Janusz Palikot pokazał, jaka to bzdura. Bez mocnych struktur partyjnych i znanych w mediach nazwisk można z powodzeniem szturmować gmach parlamentu. Sięgnąć po trzecią pozycję na scenie politycznej i pokonać dwie najstarsze partie - PSL i SLD. Byleby wsłuchać się w nastroje wystarczającej części Polaków, mieć determinację i wiarę w osiągnięcie celu.
Najgłośniej rozczarowanie rządami Platformy wyrażali wyborcy lewicowi, szczególnie młodzi. I to oni dali sukces Palikotowi.
Polska laicka i modernizująca się nie chce już kompromisów z Kościołem na dotychczasowych zasadach. I nie chce marnować czasu na dreptanie w miejscu w myśl strategii małych kroczków. Na razie to jedna dziesiąta biorących udział w wyborach. Należy ich jednak traktować jako zapowiedź nadejścia fali o wiele większej.
Niektórzy specjaliści od PR przekonywali, że polityka to jedynie "sztuka budowania narracji". Snucia przez polityków opowieści o Polsce i świecie, jak czytanie bajek
dla dzieci. Polacy na szczęście to nie maluchy z wielkiego przedszkola, lecz społeczeństwo, które wymaga dorosłej rozmowy o swoich problemach.
W końcówce kampanii politycy zostali zmuszeni, by nie tylko straszyć Polaków konkurencją, lecz zaprezentować pomysły na rozwój kraju i przedstawić przyszłych wykonawców. Opozycja wypadła bardziej niż blado. Nie zbudowała alternatywy dla obozu rządzącego.W rozegranym na odległość pojedynku na przydatność do rządzenia Kaczyński ciężko przegrał z Donaldem Tuskiem. ,
Nie miał argumentów, by potwierdzić, że to on, a nie premier ma większe kompetencje dla prowadzenia kraju w czasach bardziej niż trudnych. Reprezentuje blisko jedną trzecią głosujących Polaków, lecz nic ponadto. Może być przywódcą rebelii przeciwko własnemu państwu, lecz nie przywódcą na czasy trudne.
Dzisiejsza rzeczywistość wymaga od polityków wielkiej kompetencji i rozważności. Dyskutujemy, jak w czasie Wielkiej Depresji z przełomu lat 20. i 30 minionego wieku. W gospodarce więcej ma być państwa czy też "niewidzialnej ręki rynku?" Wbrew licznym dziś adeptom keynesizmu odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo gdy państwa jest za dużo i wydaje ponad rozsądną miarę (jak
Grecja), wówczas bankrutuje jak źle zarządzana firma.
Ale to od państw zależy, czy z dzisiejszego kryzysu wyjdziemy bez wpadnięcia w kolejną wielką depresję. Politycy nie są bezwolnymi marionetkami w rękach kapitału, lecz wciąż najważniejszymi aktorami na scenie politycznej, społecznej i gospodarczej. Byleby byli rozumni i skrojeni na miarę stających przed nami wyzwań. W Europie mierzy się to dziś poziomem zrozumienia faktu, że potrzeba jej więcej, a nie mniej integracji.
PiS chce więcej suwerenności, choć dziś suwerenność oznacza suwerenne dogadanie się z innymi członkami UE co do wspólnego zarządzania kryzysem i gospodarką. Wizję świata PiS podziela mniej niż 40 proc. społeczeństwa.
Wyborcy PO są za Europą i integracją, podobnie SLD i zwolennicy Palikota. PSL miał wielkie ambicje, by osiągnąć wynik dwucyfrowy. Nie osiągnął również z tego powodu, że jego politycy dawali do zrozumienia, że nie wykluczają koalicji z PiS. A tego większość Polaków również z małych i wielkich miast po prostu nie chce.
Społeczeństwa w różny sposób reagują na trudne czasy. Jedne wywracają scenę polityczną do góry nogami (jak w Islandii czy na Węgrzech), inne (jak w Hiszpanii) powracają do rządów sprawdzonych w latach prosperity. Najtrudniej mają młodzi - wykształceni, lecz bez pracy i ze świadomością, że będą pierwszym pokoleniem od zakończenia wojny, które może żyć gorzej niż generacja rodziców. Dla nich dzisiejszy świat powinien stanąć do góry nogami, by powrócić do właściwej pozycji.
W Polsce nie ma powodów i społecznych nastrojów dla zmian radykalnych. W recesję nie wpadliśmy, gospodarka rozwija się przyzwoicie, wskaźnik
bezrobocia wśród młodych odpowiada średniej w UE. Dzięki własnej walucie, środkom z Unii oraz ciężkiej pracy przedsiębiorców i milionów pracowników najemnych mamy szansę, by coraz mocniej pukający do naszych drzwi kryzys nie przyniósł katastrofy.
Podstawowy obowiązek polskich polityków to przekuć optymizm, przedsiębiorczość i pracowitość ogromnej rzeszy Polaków w działanie państwa. Nie tracąc zabezpieczeń socjalnych europejskiego państwa opiekuńczego, uwolnić energię Polaków od zaciskających się coraz bardziej obręczy biurokratyzmu.
Polska demokracja trzyma się mocno głównie dzięki racjonalności głosujących Polaków. Nie do przecenienia jest również to, że w Tusku znaleźliśmy polityka, który po okresie błądzenia Polski manowcami IV RP, potrafił wyczuć ową racjonalność i przekuć na polityczne działanie.
PS Na koniec o wielkim sukcesie TNS OBOP, który sporządził niezwykle wprost trafną prognozę dla "Gazety" i wzorowo przeprowadził badanie exit poll dla TVN 24 i TVP. Nasza demokracja zyskała potężny instrument "mierzenia społecznej temperatury" i stabilizowania działań polityków.